Niedawno Internet obiegły zdjęcia i filmy przedstawiające agresywnych „uchodźców” w wieku poborowym, miotających ofiarowanym jedzeniem w węgierskie służby porządkowe, oraz pogardliwie wyrzucających darmowy prowiant z okien pociągów. Okazuje się, że porzucone w ten sposób pożywienie zbierają z torów głodne, węgierskie rodziny. W tym także i dzieci, jak ośmioletni Zolik.
Węgierski chłopiec codziennie po szkole udaje się wraz z babcią w pobliże torów kolejowych, gdzie imigranci osłaniani huraganowym ogniem współczucia lewackich i liberalnych mediów porzucają przeznaczoną im pomoc humanitarną. Jedzenie, wodę, ubrania. Rodzina Zolika popadła w poważne tarapaty finansowe, do czego w Europie Środkowej nie potrzebne były bieżące „koszmary wojny”, przed którymi rzekomo uciekają wybredni i dokazujący imigranci. Taka to już nasza środkowoeuropejska rzeczywistość. Opłaceni pajace będą dalej nakłaniać nas z ekranów do powtarzania: „musimy pomagać, wściekły rasisto, inni mają gorzej”. Zgoda, pomóżmy. Tym, którzy mają gorzej w Polsce, bo to oni są wyrzutem sumienia kolejnych polskich rządów. Za dalekie awantury Francji i Ameryki niech płaci Francja i Ameryka. Kto sieje wiatr, niech zbiera burzę.
Zarówno na Węgrzech, na Słowacji, w Czechach, jak i w Polsce takich Zolików jest znacznie więcej. Jest to liczba daleko przewyższająca narzucone Europie Środkowej ilości obligatoryjnych imigrantów, liczba upokarzająca w stosunku do „europejskich” aspiracji polskiej klasy politycznej. „Nasza” rządowa reprezentacja przyczyniła się zresztą do przegłosowania brukselskiego dyktatu, wbrew temu co ustaliła z Pragą, Bratysławą i Budapesztem, gdzie przywódcy zdają się bardziej szanować suwerenność swoich państw oraz mieć wyższą świadomość problemów społeczeństwa. Nie oszukujmy się, zaprzedanych zdrajców i lokajów obcych interesów pokroju rządu Ewy Kopacz, tłustych świń całkowicie oderwanych od narodu, którym rządzą, nie wzruszymy opowieścią o głodujących polskich i węgierskich dzieciach, o nierozwiązanym problemie oczekujących na repatriację Polaków ze Wschodu, których III RP zdaje się nie dostrzegać. Przekonujmy więc naród, że zdrajców się sądzi, a w warunkach wojennych wiesza. Tymczasem część naszej klasy politycznej prowadzi wojnę przeciwko własnemu społeczeństwu, Polsce i Europie.
Mówmy głośno o przypadku Zolika, ponieważ demaskuje on festiwal obłudy i obłędu serwowany nam na co dzień. Jestem przekonany, że gdyby przez Polskę przejeżdżał pociąg z tak samo wybrednymi pasażerami, co przez Węgry, mielibyśmy podobnych historii znacznie więcej, i to w skali całego kraju. By się o tym przekonać, wystarczy wyjechać parę kilometrów poza Warszawę – jednak nawet w relatywnie bogatej Stolicy znalazłyby się miejsca, gdzie żywność i ubrania szanuje się znacznie bardziej niż w „pociągach sumienia”, jak nazwała je jedna z francuskich gazet. Oby polskie rodziny, które popadły w chroniczne kłopoty finansowe, mogły cieszyć się chociaż taką pomocą, jaką dostaną imigranci. Wszystko jednak wskazuje na to, że będą musiały zbierać ją z torów, którymi imigranci przyjadą.













Jeden komentarz