Aktywiści z szerokiego spektrum politycznych i społecznych ugrupowań zebrali się w centrum Berlina, by zaprotestować przeciw TTIP, czyli umowie o wolnym handlu między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi. Według krytyków przyjęcie tej umowy oznaczać będzie przyznanie korporacjom władzy nad europejskimi państwami i obywatelami.
Według forsujących projekt liberalnych elit, celem traktatu jest wzmocnienie handlu między USA i Europą, co ma przełożyć się na wzrost gospodarczy. Eksperci wyrażają się o inicjatywie ze znacznie większym sceptycyzmem, wskazując rozliczne zagrożenia, takie jak ryzyko narzucenia Europie niższych standardów w dziedzinie prawa pracy, ochrony środowiska czy praw konsumenta. Inni wskazują na niebezpieczeństwo narzucenia poszczególnym państwom dyktatu międzynarodowych trybunałów arbitrażowych, które mogą zasądzać odszkodowania na rzecz koncernów, kiedy tylko te uznają, że straciły potencjalne zyski wskutek prospołecznej czy proekologicznej polityki rządów.
Obecne protesty wpisują się w proces wzrostu napięć między USA i Europą, spotęgowany w ostatnim czasem przez kryzys imigrancki, będący efektem amerykańskiej polityki na Bliskim Wschodzie.









3 komentarze