Jak można było oczekiwać, ataki w Paryżu zostały wykorzystane, by podsycać ogień wojny przeciwko rządowi i mieszkańcom Syrii. Lotnictwo francuskie dokonało zemsty, bombardując stadion, muzeum, przychodnie i budynek administracji publicznej w syryjskim Rakka okupowanym przez terrorystów ISIL. Czy kiedy w tym samym czasie działająca w zgodzie z prawem międzynarodowym rosyjska koalicja skutecznie bierze na cel terrorystów i wyzwala kolejne tereny spod ich barbarzyństwa, nieprzemyślane działania Francji nie przyczynią się do powiększenia chaosu w Syrii?
Idąc śladem USA, które w każdej sprawie muszą prowadzić na smyczy sprawy świata, rząd francuski nie zadał sobie trudu pozyskania zgody Rady Bezpieczeństwa ONZ ani suwerennego rządu Syrii przed rzuceniem swoich bombowców na już zbombardowany kraj. Koalicja amerykańska działa jak zawsze, oczywiście w słusznym celu pokonania ISIL. Jednak o ile machina terroru pod bombami USA i ich sojuszników urosła w siłę, to infrastruktura cywilna kraju najbardziej ucierpiała w nalotach.
Amerykańska jawna i tajna interwencja w Syrii, realizowana poprzez nielegalne naloty i wspieranie terrorystów dążących do usunięcia prezydenta Asada, jest przyczyną śmierci i ucieczki Syryjczyków i niszczenia ich ojczyzny. Francja, tak jak reszta UE, była partnerem w tym krwawym projekcie. Jeśli naprawdę zależy jej na pokonaniu terroryzmu, musi przejść do koalicji rosyjskiej, która już pokazała swoją zdolność do zwalczania ISIL i determinację w niszczeniu terrorystów. Prezydent Putin już od początku wzywał do współpracy w walce przeciwko ISIL.
Czy Francja jest gotowa zerwać kajdany utrzymujące ją przy bezmyślnej amerykańskiej polityce „obalenia reżimu” i współpracować z Rosją przy usuwaniu ISIL z Syrii? Czy może będzie krok po kroku powtarzać scenariusz amerykańskiej „wojny z terrorem”: wyczarowując magiczne paszporty zdolne do przetrwania każdej katastrofy, zawsze zabierane przez terrorystów na akcje; sprowadzając zniszczenie i śmierć na całe społeczeństwa w imię walki z terrorystami przy jednoczesnym wspieraniu terrorystów w tym samym miejscu w celu osiągnięcia swoich celów politycznych i militarnych; likwidując wolności obywatelskie w bastionach „demokracji” i napędzając islamofobię w imperialnych cytadelach „tolerancji” i „wolności”; pogrążając cały świat w bezsensownym szaleństwie nienawiści, uprzedzeń, chaosu i barbarzyńskiej przemocy.
Zalew solidarności z Francją i współczucia dla jej obywateli w świecie, który ignoruje codzienne i w dużej mierze lekceważone, znacznie większe zbrodnie terrorystów w “mniej cywilizowanych” krajach został przez wielu poważnych komentatorów uznany za przejaw rasizmu.
Osobiście nie miałbym z nim problem, gdyby ci, którzy wyrażają smutek z powodu ataków dodali do tego apel do władz Francji, domagający się od nich postawienia na pierwszym miejscu interesów narodu francuskiego zamiast – jak obecnie – imperialnych władz USA i sponsorujących je korporacji.
Wszyscy ci poczciwi ludzie wyrażający ból z powodu wydarzeń w Paryżu, od premiera Pakistanu do znajomych na Facebooku umieszczających w zdjęciach profilowych flagę Francji w nadziei na pokój na świecie, powinni połączyć wyrazy solidarności z zaapelowaniem do rządu Francji o rozsądek. Zmiana rządów za pośrednictwem terrorystów to posunięcie niszczące nie tylko piękne i stabilne kraje, ale także kosztowna sprawa dla całej planety. Z kryzysem migracyjnym i zagrożeniem terrorystycznym na ich własnej ziemi, Europejczycy powinni uświadomić sobie ten prosty fakt.
Kiedy podczas tegorocznej sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ prezydent Putin stwierdził, że Rosja nie może dłużej tolerować takiego stanu rzeczy, nie żartował. Od tego czasu obnażył podwójną grę imperialistów w Syrii i reszcie regionu. Wyprowadził skuteczną militarną, dyplomatyczną i ekonomiczną kontrę do ich strategii. Co najważniejsze, przedstawienie przez niego alternatywy dla opartego na przemocy i wyzysku porządku światowego budowanego przez amerykańskie imperium staje się coraz wyraźniejsze i śmielsze z dnia na dzień. Stworzył rozsądną opcję dla przywódców europejskich i dla nas w całej reszcie świata.
Stojący przed nami wybór jest jasny. Z jednej strony stoją USA, depczące prawo międzynarodowe, głoszące swoją wyjątkowość jako upoważnienie do światowej dominacji budowanej za pomocą dowolnych środków, od interwencji militarnych do finansowania rebelii w suwerennych krajach. Lubią sterować swoimi sojusznikami, wykorzystując ich i obywateli amerykańskich jako pionki w swoich intrygach. Po drugiej stronie na czele krajów dążących do mocarstwowości stoi prezydent Putin, który opowiada się za poszanowaniem prawnego porządku międzynarodowego i suwerenności innych państw, międzynarodową współpracą w walce przeciwko globalnemu terroryzmowi, dialogiem i rozwiązywaniem konfliktów i postawieniem większego, publicznego dobra ponad korporacyjne interesy.
Wszelkie rozważanie spraw światowych ignorujące ten wyraźny i ewidentny podział jest albo pozbawione znaczenia albo wpisuje się w rasistowską narrację imperium. Moim zdaniem od odpowiedzi władz Francji na ataki terrorystyczne będzie zależeć, czy zasługuje ona na nasze wsparcie. Nie ma ono sensu, jeśli będą kontynuować swoje bezprawne awantury w Syrii pod skrzydłami USA, sprowadzając chaos na miliony Syryjczyków i tworząc zagrożenie dla własnego społeczeństwa i obywateli. Początkowa reakcja Francji rozczarowuje.
Miejmy nadzieję, że bezsensowne ataki z zemsty ustąpią miejsca skoordynowanym działaniom wspólnie z rosyjską koalicją.
Wyrażając solidarność z narodem francuskim, musimy nalegać, by rząd Francji zmienił strony, przeszedł od bycia częścią tworzącego problem obozu amerykańskiego do prawowitej koalicji antyterrorystycznej zwołanej przez Rosję we współpracy z rządem Syrii, która okazuje się być rozwiązaniem. To jedyne możliwe racjonalne posunięcie. Jest oczywiste, że Paryż nie będzie bezpieczniejszy po bezprawnym bombardowaniu syryjskich miast.
Źródło: „The Nation”
(Tłumaczenie: Redakcja Xportal.pl. Tytuł pochodzi od Redakcji Xportalu.)









2 komentarze