Christian Bouchet: Liberalizm to zło absolutne

Jaka jest Pańska wizja lepszego system społecznego i gospodarczego?

Gospodarczo jestem keynesistą, zwolennikiem silnego państwa aktywnie interweniującego na polu gospodarki i dążącego do równiejszej dystrybucji majątku narodowego i dobrobytu. W pełni zgadzam się z tym, co we Francji określa się mianem „autorytarnego colbertyzmu”, w ramach którego państwo kieruje kapitalizmem. Liberalizm gospodarczy jest dla mnie złem absolutnym. Wynika z niego wszystko, co podkopuje nasze społeczeństwa.

Jaka jest Pańska opinia o alternatywnej encyklopedii Metapedia?

To świetna inicjatywa, której francuską wersję pomagałem rozwijać. Ważne jest, by nasza historia była pisana przez nas samych, nie przez naszych wrogów. W tym drugim wypadku jest ona wykrzywiana i służy zaburzaniu naszego postrzegania siebie. Jednak przeglądając różne wersje Metapedii, często niepokoiła mnie tendencja do politycznej nostalgii i koncentracji na bardzo krótkim i szczególnym okresie europejskiej historii. Historia naszego kontynentu i ruchów nacjonalistycznych to o wiele więcej.

Jakie jest Pana zdanie o Nicolasie Sarkozym jako fenomenie historycznym?

Po pierwsze, jego wybór na prezydenta wyglądał na wielkie nieporozumienie: o ile bogatsza klasa średnia i przedstawiciele wolnych zawodów w większości głosowali na socjalistów, to głosy większości robotników i zdegradowanej klasy średniej – oddalonych od większych ośrodków miejskich będących centrami dynamiki gospodarczej i kulturowej, pozwoliły Sarkozyemu uzyskać ponad 30% w pierwszej rundzie i wygrać drugiej.

To pewien paradoks: neoliberalny kandydat wybrany został na prezydenta dzięki klasom teoretycznie podatnym na populizm, ale ci sami wyborcy w żaden sposób nie popierali jego programu gospodarczego. Prosili go raczej by wykorzystał pozycję by ocalić świadczenia społeczne wypracowane przez lewicę.

Jeśli wybrali Sarkozyego, oczekiwali od niego walki z przestępczością i mieli nadzieję na utrzymanie systemu zasiłków. Nie wierzyli, że jego administracja odejdzie od dziedzictwa gaullizmu, niszcząc jego instytucje i poświęcając niepodległość państwa.

Co do tych trzech punktów, szybko pojawiło się powszechne rozczarowanie i odpływ elektoratu.

Sarkozy był uznawany za sojusznika Waszyngtonu, chwalił się nawet, że nazywają go “Sarkozy Amerykanin”. Popierali go jankescy neokonserwatyści, nie dlatego, że wsparliby każdego kandydata prawicy, lecz dlatego, że uznali go za jedynego znaczącego polityka we Francji jaki ucieleśnia ich idee. Mieli nadzieję skończyć raz na zawsze z pozostałościami francuskiego systemu socjalnego i niezależnej polityki zagranicznej. Jego zwycięstwo oznaczało podporządkowanie Francji obcym mocarstwom w stopniu który w przeszłości był możliwy jedynie w wyniku klęski militarnej.

Co sądzi Pan o Froncie Narodowym i jego potencjale do zmieniania Francji?

Obecnie [2011 r.] według sondaży gdyby wybory odbyły się w najbliższą niedzielę, Marine Le Pen zajęłaby trzecie miejsce, za Sarkozym i kandydatem socjalistów. Według niektórych szacunków, możliwe jest by przeszła do drugiej rundy i rzuciła wyzwanie kandydatowi socjalistów bądź liberałów.

Ponieważ we Francji wybory parlamentarne następują zaraz po prezydenckich, gdyby Marine Le Pen weszła do drugiej rundy, można liczyć na całkowitą zmianę stanowiska elektoratu FN. Nawet jeśli będzie trzecia, wyniki wyborczy FN znacznie się poprawi, co całkowicie zaburzy równowagę sił w polityce francuskiej.

Jednak wybory odbędą się dopiero za rok i wiele może się zmienić na lepsze i na gorsze. Nie można też lekceważyć zdolności obronnych sytemu liberalnego.

Tak czy inaczej, francuski ruch narodowy jako całość stoi przed historyczną szansą, jakiej nigdy dotychczas nie otrzymał. Ma nowego lidera – młodą, piękną, dynamiczną i nowoczesną kobietę, którą doskonale ocenia opinia publiczna. Jednocześnie dominujące w polityce francuskiej prawica i lewica liberalna znajdują się w kryzysie.

Jest zatem możliwe, by pomagać tej narodowej rewolucji, która bardzo poważnie może wpłynąć na całą Europę. Z tego powodu dołączyłem do FN i walczę o jego zwycięstwo.

Jakie jest Pańskie stanowisko wobec islamu i właściwych relacji między Europą a krajami muzułmańskimi?

W tej sprawie musimy wystrzegać się prostych sądów i irracjonalnych reakcji.

Jak każda wielka religia, islam przyjmuje liczne formy, co należy wziąć pod uwagę. Potępianie islamu jako takiego, co czynią liczni nacjonaliści i tożsamościowcy, to zwyczajna głupota i dowód niskiej inteligencji.

Można przyjąć podejście tradycjonalistyczne, przeciwstawiające szyizm i sufizm sunnizmowi i wahabizmowi. Co więcej, jest to całkiem użyteczne w rozumieniu polityki międzynarodowej, gdyż szyici w większości stoją po stronie walki z globalizmem, zaś wielu sunnitów ma tendencję do współpracy z Wujem Samem…

Musimy jednocześnie pamiętać, że Europa nie jest ziemią islamu, a zamieszkujący ją muzułmanie to późni przybysze. Nie wydaje mi się wstrząsające, że chcą mieć swoje miejsca modlitw, czy wydzielone cmentarze, ale trzeba by pamiętali, że żyjąc wśród nas powinni dostosowywać się do naszych zwyczajów – np. w zakresie architektury, kuchni czy ubioru – a nie wymagać byśmy to my się do nich dopasowywali. Jeśli chcą, mogą się asymilować, jeśli nie mogą powrócić do krajów swoich przodków. Nie do nas należy podejmowanie wysiłków by się do nich dostosowywać.

Jakie jest Pańskie stanowisko wobec kwestii syjonizmu i jego znaczenia dla Europy?

Całkowicie zgadzam się z ideą Stanislasa de Clermont-Tonnerre, który w 1789 r. stwierdził, że ”musimy odmówić żydom wszystkiego jako narodowi i dać im wszystko jako jednostkom”.

Konieczne jest rozróżnienie dwóch rzeczy: osób praktykujących religię żydowską i syjonistów.

Ci pierwsi mają prawo do szacunku, bezpieczeństwa i całkowitej swobody praktykowania swojej wiary. Jest jednak dziwne, że jako społeczność mogą niekiedy powoływać się na wyjątkowe przywileje.

Co do syjonizmu, uznaję go za późny nacjonalizm, pozbawiony uzasadnienia w kwestiach ludu czy narodu – chyba, że ktoś wierzy w legendę tak archaiczną, że aż śmieszną o wskazaniu ich przez Boga jako narodu wybranego i nagrodzeniu go określoną ziemią… Ponieważ przywódcy syjonistyczni zdołali przyoblec swoje fantazje w formę państwa, stoimy w obliczu problemu będącego potencjalnym źródłem wojen na skalę regionalną, a nawet globalną.

Istnieje nielegalne kolonialne państwo, obecne od ponad pół wieku – co jest niczym wobec historii. Wydaje mi się, że trzeba znaleźć rozwiązanie polityczne, a najbardziej rozsądne wydaje się jedno państwo, świeckie i demokratyczne obejmujące całą historyczną Palestynę. Do pewnego stopnia można by zastosować rozwiązanie znane z RPA: państwo i demokracja oparte na zasadzie “jeden człowiek – jeden głos” z komisją prawdy i pojednania badającą złe czyny obu stron.

Ale syjonizm to nie tylko państwo Izrael. By zapewnić jego istnienie, jego przywódcy rozwinęli struktury wpływu w większości krajów, od grup nacisku do doradców wywiadowczych. To nie do przyjęcia. Nie możemy tolerować tajnych działań obcego kraju na naszej ziemi obliczonych na zapewnianie sobie naszej przychylności w polityce zagranicznej. Nie możemy tolerować sytuacji, w której obywatel Francji czy innego kraju europejskiego czuje się bliżej związany z krajem, którego obywatelstwa nie posiada, nie mówiąc o byciu jego mieszkańcem. Z tych powodów uważam, że wszelkie przejawy syjonizmu na ziemi europejskiej muszą być zwalczane.

Dodatkowo niedawno objawił się inny problem – syjonizm nacjonalistyczny, przez który rozumiem działania w interesie izraelskim podejmowane przez europejskie ugrupowania nacjonalistyczne. Dotyczny to Vlaams Belang w Belgii, Bloc Identitaire we Francji, Geerta Wilders w Holandii i innych. Fascynujący jest ich całkowity zwrot. Ich miłość do Izraela to tylko jeden z elementów czegoś o wiele większego. Stali się – lub jak Wilders od początku byli – okcydentalistami, ultra liberałami, neokonserwatystami itd. A teraz zajmują stanowisko przeciwne do naszego. Z tego powodu winni być potępiani i zwalczani, stali się bowiem wrogami.

Ruchy narodowo-rewolucyjne, nowoprawicowe i narodowej lewicy w Skandynawii wciąż są w powijakach, zwłaszcza w porównaniu z Francją. Jakie są Pańskie rady dla nas, zarówno jako ruchów i jednostek?

Myślę, że warto czytać naszych wybitnych autorów i tłumaczyć ich na wasze języki. Podobnie, musicie zwrócić uwagę w swoich publikacjach na historię naszego ruchu i jego postaci. Powinniście także badać swoją historię. Z powodu bariery językowej wiem o niej niewiele, ale możliwe, że w przeszłości istniał szwedzki narodowy rewolucjonizm, w takiej bądź innej formie. Nysvenska Rörelsen  od dłuższego czasu ma bliskie kontakty z rozmaitymi ruchami z południa Europy, w tym takimi, które podążają we właściwym kierunku. Nie wiem jak wygląda sytuacja w Waszym kraju, ale warto rozejrzeć się w tym kierunku i sprawdzić, czy nie dokonano już jakiś tłumaczeń.

Uważam też, że warto rozwijać kontakty międzynarodowe. To zawsze przydaje się w rozwijaniu idei.

Z teoretycznego punktu widzenia, wszystkich, którzy chcą zrobić z was najemników reakcji, prawicy, syjonizmu i Zachodu unikajcie jak zarazy. Musimy odrzucić każdego, kto dąży do nakłonienia nas do przyjęcia ideologii pozbawionych spójności czy rygoru – w rodzaju urojonego narodowego anarchizmu – jak i tych, którzy mylą politykę z nostalgią i aktywizm z balem maskowym.

Wreszcie, nie miejcie złudzeń co do tego, kto jest wrogiem. Jedyny prawdziwy wróg to liberalizm. Z niego wyrasta cała reszta.

Dla „Oskorei”, 2011.

Tłumaczenie: Redakcja Xportal.pl

christian-bouchet

Leave a Reply