18 grudnia Wacław Radziwinowicz, długoletni korespondent „Gazety Wyborczej” w Moskwie, został wezwany do Departamentu Informacji i Prasy rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Tam poinformowano go, że jego akredytacja zostaje anulowana i że ma trzydzieści dni na opuszczenie terytorium Rosji. Radziwinowicz przebywał tam z przerwami od 1997 r.
Rosyjskie władze nie podały uzasadnienia swojej decyzji, jednak powszechnie zinterpretowano ją jako retorsję za wydalenie z Polski długoletniego korespondenta agencji informacyjnej RIA-Nowosti w Warszawie, Leonida Swiridowa, który utracił akredytację i zezwolenie na pobyt w naszym kraju na wniosek Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Tego samego dnia sprawę skomentował w specjalnym oświadczeniu Artur Dmochowski, PiS-owski rzecznik prasowy Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
– Uważamy, że działanie MSZ Federacji Rosyjskiej stoi w sprzeczności z niepodważalną zasadą niezależności dziennikarskiej i będzie miało negatywne konsekwencje dla informowania polskiego społeczeństwa o Rosji i stosunkach polsko-rosyjskich. – odgrażał się Dmochowski.
Źródło: Polska Agencja Prasowa
Komentarz Redakcji: Biorąc pod uwagę, że red. Radziwinowicz zajmował się głównie obsmarowywaniem rosyjskich władz i oskarżaniem ich o brak zachodniego demoliberalizmu, łatwo zrozumieć obawy rządu PiS, że wyproszenie przez nie paszkwilanta ze swojego kraju „będzie miało negatywne konsekwencje dla informowania polskiego społeczeństwa o Rosji i stosunkach polsko-rosyjskich”. Zasługuje na odnotowanie fakt, że PiS-owskie MSZ głośno bierze w obronę dziennikarza „Gazety Wyborczej”, choć na co dzień partia Kaczyńskiego i redakcja z Czerskiej starają się przedstawiać swojej publice jako nieprzejednani wrogowie. (A.D.)









4 komentarze