19 stycznia w Parlamencie Europejskim odbyła się szeroko przedtem nagłośniona debata na temat Polski i pierwszego etapu procedury uruchomionej w jej sprawie przez Komisję Europejską. Polskę reprezentowała w jej trakcie premier Beata Szydło. Oprócz prezesa polskiej Rady Ministrów głos zabierali przedstawiciele Komisji Europejskiej i deputowani do Parlamentu Europejskiego.
– Dziś jest najgorszy dzień dla Polski od roku 2004. – wylewał przed debatą krokodyle łzy Janusz Lewandowski, eurodeputowany Platformy Obywatelskiej i niesławny autor polskiej prywatyzacji, który przez kilkanaście lat tłumaczył się przed sądami ze sposobu jej przeprowadzenia.
Podczas samej debaty polski rząd krytykowali przedstawiciele zachodnioeuropejskiej lewicy. Przedstawili stały zestaw zwrotów retorycznych, czyli straszenie Putinem, pomstowanie na prawdziwy i urojony nacjonalizm oraz moralny szantaż imigrantami.
– To co się dzieje w Polsce, może pomóc Putinowi zniszczyć jedność europejską. On ma na tym punkcie obsesję. – mówił Guy Verhofstadt, lider frakcji liberałów w Parlamencie Europejskim, który już wcześniej wypowiadał się o Polsce w agresywnym tonie.
– Uważam, że w Unii Europejskiej nie powinno być podwójnych standardów. Powiedziała pani, że chce, by Polska była championem UE, też jestem za tym. Proszę skonfrontować się więc z kwestią migracji, nie mówić, że Polska przyjmie tylko czterystu uchodźców. – pouczała premier Szydło Gabriele Zimmer, deputowana niemieckiej partii Lewica. – Na stole znalazło się to, czego nie powinno. Sugeruje się tutaj, że UE powinna być zniszczona. Polska nie będzie championem, jeśli będzie się zwracać w kierunku nacjonalizmu. – oburzała się po wypowiedziach polskich eurodeputowanych.
– Działania polskiego neonacjonalistycznego rządu stoją w sprzeczności z projektem europejskim. – oskarżała Barbara Spinelli, publicystka dziennika „La Reppublica”, organu prasowego włoskiej lewicy.
Krytycy polskiego rządu byli zszokowani liczbą głosów z sali podnoszonych w obronie Polski, a krytykujących działania przedstawicieli Unii Europejskiej. Prym wiedli polscy eurodeputowani.
– Sprawy Polski powinny być rozwiązywane w Polsce i przez Polaków. Ta debata jest niepotrzebna. (…). W Polsce sytuacja jest normalna, demokracja parlamentarna działa. Komisja Europejska kreuje się na szefa wszystkich szefów. – stwierdził Robert Iwaszkiewicz z partii KOWiN.
– Specjalnie nie martwię się opiniami, jakie padają na tej sali, bo nie mają wpływu na rozwój sytuacji. Sami rozwiązujemy swoje problemy. To, że ta debata się odbywa, jest problemem Europy. To mieszanie się w sprawy suwerennych państw. (…). Na rozważanie dylematów Polski nie tutaj jest miejsce. Więcej spokoju, więcej radości, optymizmu, wiary w Europę. Nie takie potęgi przeszły do historii. Jeśli UE przejdzie do podręczników historii, to Europa dalej będzie istnieć. Dajmy spokój śmiesznym sporom. – sekundował mu Michał Marusik z Kongresu Nowej Prawicy.
– Jesteśmy w Polsce pod okupację Unii Europejskiej, prawo zrobiło się niezrozumiałe. Unia Europejska musi być zniszczona. – mówił Janusz Korwin-Mikke. Nie mniej ostro wypowiadał się prof. Ryszard Legutko, eurodeputowany PiS.
– Mieliśmy do czynienia z niespotykaną agresją językową wobec rządu Polski, zanim on powstał. To absolutny rekord świata. (…). Skąd Komisja czerpie informacje o faktach? Kto je przekazuje, kto wykonuje analizę faktów? (…). Przez ostatnie osiem lat pojawiały się znacznie większe demonstracje i wasze serca nie krwawiły. Nie solidaryzowaliście się z nimi. Byli też tu, pod gmachem parlamentu. (…). Mieliśmy państwo jednopartyjne, jedna partia kontrolowała wszystkie instytucje. Dziś słyszę od państwa, że nie chodzi o sprawy personalne. Gdyby moja partia wprowadziła 14 z 15 sędziów do TK, to byłoby tu piekło. Gdzie byliście, gdy wyrzucano wszystkich dziennikarzy z mediów publicznych? (…). Są kraje bardziej równe i mniej równe, partie bardziej równe i mniej równe. Unia Europejska padnie ofiarą tego. – wyliczał polski filozof.
Polaków wsparli deputowani z innych krajów. Petr Mach, przewodniczący czeskiej Partii Wolnych Obywateli, wszedł na mównicę, mając w klapie plakietkę z napisem „Jestem Polakiem”.
– Co przeszkadza tak naprawdę Komisji Europejskiej? Że partia, która nie lubi obecnego kształtu Unii Europejskiej wygrała wybory? Skandaliczna ingerencja w sprawy suwerennego państwa. – krytykował czeski polityk. I zawołał na koniec po polsku: „Jestem Polakiem!”
– Atak na Polskę to atak na europejski system demokratyczny. – oznajmił Jean-Luc Schaffhauser z francuskiego Frontu Narodowego.
– Wydaje się, że to nie Polska ma problem z zasadą państwa prawa, tylko instytucje europejskie. – dorzucił francuski geopolityk Aymeric Chauprade, były działacz Frontu Narodowego, założyciel ugrupowania Wolni Francuzi.
– Wyrazy szacunku dla premier Szydło, która stawiła się na tę groteskową debatę. (…). Nie możemy stosować podwójnej moralności. Zamiast Polską Komisja Europejska powinna się zająć np. naruszeniami traktatu w strefie euro. –mówił Hans-Olaf Henkel, były działacz Alternatywy dla Niemiec.
– To dzięki takim krajom jak Polska Europa jest możliwa. Niech żyje Polska, niech żyją Czechy, Węgry i inne dumne, wolne narody. – wołał Nicolas Bay, deputowany Frontu Narodowego.
– Zróbmy krok do tyłu. Polacy nie mają żadnego zamiaru, żeby podkopywać demokrację. Dlaczego nie było żadnych pytań ani dyskusji, kiedy poprzedni rząd polski nielegalnie powoływał swoich sędziów Trybunału Konstytucyjnego? – apelował do Komisji Europejskiej o odwołanie wcześniejszej decyzji Syed Kamall z brytyjskiej Partii Konserwatywnej.
Wypowiedzi deputowanych występujących w obronie polskich władz były szereg razy przerywane brawami z sali.
– Muszę jeszcze raz powtórzyć do trybun: w naszym regulaminie, państwa zachowanie jest zakazane. Proszę o zaprzestanie tych braw. – denerwował się prowadzący obrady Martin Schulz.
– W polskim parlamencie można na trybunach klaskać, tym różnimy się. – ripostowała Beata Szydło.
Nawet nieprzychylne rządowi polskie media podsumowały debatę jako jego sukces. Nie zabrakło jednak z jego strony również ukłonów pod adresem poprawności politycznej. Premier szydło uznała m.in. słowo „nacjonalistyczny” za określenie obraźliwe.
– Nie będę się odnosić do argumentów obraźliwych. Takie jest moje poczucie obywatela Unii Europejskiej. Nie jesteśmy partią nacjonalistyczną. To obraźliwe, nie będę tego komentować. – powiedziała.
(Na podstawie onet.pl opracował A.D.)








