Dwa dni temu portal Kresy.pl zamieścił artykuł pt. Ukraina łapie „chiński wiatr” – kosztem Polski[1]. Niestety, zdaniem Radosława Pyffela, prezesa Centrum Studiów Polska-Azja (CSPA), mamy duże powody do niepokoju. Istnieje bowiem ryzyko, że Nowy Jedwabny Szlak mógłby nawet nie przebiegać przez Polskę, wydającą się dotychczas „oczywistym” krajem tranzytowym przy planowaniu trasy biegnącej z Chin do Europy Zachodniej, Północnej i Południowej (i dalej w basen Morza Śródziemnego).
Dlaczego? Dlatego, że Ukraina postanowiła rozegrać własną partię.
Nie jestem tym zaskoczony, gdyż pierwsze, bardziej wiarygodne doniesienia na temat planów strony ukraińskiej pojawiły się w sierpniu ub. roku. Wówczas to nasz wielki „przyjaciel Polski i Polaków” – Misza Saakaszwili wraz ze swymi ukraińskimi współpracownikami – wbili nam nóż w plecy, tak bowiem ze słów gubernatora Odessy wynikało, iż Nowy Jedwabny Szlak do UE ma omijać Rosję, przebiegając przez Ukrainę z transportem morskim obsługiwanym przez port w lljiczewsku (ok. 20 km na zachód od Odessy) i transportem lądowym idącym przez granicę rumuńską (była mowa o budowie autostrady w kierunku Reni przy granicy z Rumunią). Wówczas nie zostało to powiedziane wprost, lecz dla mnie (uwzględniając całokształt działań pomajdanowych władz i ich wielce niewdzięcznego stosunku do Polski, już wówczas zresztą dostrzegalnego) było w zasadzie jasne, że w takim wariancie Polska będzie de facto wyłączona z Jedwabnego Szlaku, zabrane zostaną nam korzyści ze współpracy z Chinami.
Teraz jednak koncepcje ukraińskie nabierają jeszcze bardziej wyraźnego kształtu. Jak piszą Kresy.pl, „zamiast Gdańska czy Gdyni, to litewska Kłajpeda może stać się portem łączącym Bałtyk i nadczarnomorskie porty w Odessie i Iljiczewsku. Jeśli pamiętamy przy tym, że drogą morską szlak łączyłby te porty z Gruzją, a obecny gubernator obwodu odeskiego to były gruziński prezydent, otrzymujemy bardzo interesujący obraz sytuacji”. W koncepcji ukraińskiej Nowy Jedwabny Szlak ma przebiegać przez Białoruś w stronę Litwy, nie są planowane żadne odgałęzienia w stronę Polski. Koncepcja poprowadzenia tranzytu w stronę granicy z Rumunią jest przy tym nadal aktualna, w zamyśle strony ukraińskiej miałaby stanowić „dojście” także na południe Europy, docelowo może nawet w stronę basenu Morza Śródziemnego (skąd towary mogłyby docierać drogą morską, np. do krajów Afryki – strona chińska również i taki cel postawiła sobie do osiągnięcia).
Warto zapoznać się dokładnie z treścią całego artykułu, w szczególności z oceną sytuacji, której podjął się pan Pyffel. Osobiście jednak widzę tu coś jeszcze.
Wspomniany artykuł portalu Kresy.pl pomija jednak bardzo ważny aspekt, mianowicie to, że zaledwie kilka dni temu do Teheranu dotarły pierwsze chińskie pociągi w ramach południowej odnogi Nowego Jedwabnego Szlaku; miało miejsce uroczyste ich powitanie przez władze. O sprawie informowała 16. lutego br. irańska PressTV, nadająca także w języku angielskim[2]. Warto poczytać artykuły na ich stronie, bo można się z nich dowiedzieć, jak Irańczycy postrzegają Nowy Jedwabny Szlak oraz jakie nadzieje wiążą ze współpracą z Chinami – w ramach tego projektu i nie tylko. Tak czy owak sfinalizowanie połączenia Chiny-Iran oznacza, że jeżeli linia kolejowa z Teheranu zostanie poprowadzona dalej (w kierunku północno-zachodnim, przez Armenię lub Azerbejdżan, a następnie Gruzję aż do Morza Czarnego), to w całkowicie pomijającym Rosję wariancie Jedwabnego Szlaku odpadnie konieczność przeładowywania towarów na statki na jednym brzegu Morza Kaspijskiego i załadowywania ich na pociągi w przeciwległym porcie (zapewne w Baku). A zatem – dodatkowe koszty, wynikające z wyboru alternatywnej trasy, byłyby mniejsze, niż większość sądziła wcześniej. Co dla Polski niekoniecznie musi dobrze rokować.
Zastanawiające, jak to jest możliwe, że mimo poważnego kryzysu władzy na Ukrainie, mimo narastającego konfliktu między Poroszenką a Jaceniukiem, Ukraina jest w stanie składać jakąkolwiek poważniejszą propozycję stronie chińskiej. Co sprawia, że tamtejsi politycy – w sytuacji prawie dwukrotnego zubożenia społeczeństwa i rekordowo niskiego zaufania do władz – czują się tak pewnie?
Być może do takich działań ośmielają (lub wręcz motywują) ukraińskich polityków ich zachodni mocodawcy. To by oznaczało jednak, że elity polityczno-finansowe USA pogodziły się z myślą, że Chińczycy tak czy owak sfinalizują swój Szlak, zaś spiętrzenie potencjalnych trudności nie zmusi ich do porzucenia tego projektu (oni już znają dobrze tę chińską wytrwałość). Natomiast na Ukrainie to przede wszystkim USA kontroluje sytuację; nominacjami na wyższe stanowiska de facto rządzi Geoffrey Pyatt ze swej ambasady i w końcu to Amerykanie wypłacają pensje Saakaszwilemu i jego ekipie w Odessie (co zresztą sami przyznali, to nie jest żadna tajemnica ani propaganda); także tej „gwiazdeczce”, Julii Maruszewskiej, znanej z psychomanipulacyjnego klipu „I am a Ukrainian”, a będącej obecnie drugą zastępczynią Gruzina Miszy w Odessie.
W tym miejscu musimy sobie wyjaśnić parę podstawowych spraw:
- Z perspektywy geopolitycznej podstawą wszystkiego jest próba sił USA-Chiny – pozostałe zależności geopolityczne na świecie są w znacznej mierze wtórne.
- USA najbardziej opłaca się taka Polska, jak teraz: średnio-słaba i nijaka, zdolna do podrażnienia Rosji, sprowokowania określonej reakcji, choćby w drodze dyplomacji, a za to w miarę łatwa do „przehandlowania” tej stronie, która będzie Amerykanom bardziej potrzebna do podtrzymania skonstruowanego przez nich ładu geopolitycznego na świecie.
Wynika z tego, iż USA może nas przehandlować, jeśli poczuje się na tyle słabe, że będzie potrzebować Rosji, stanowiącej klucz do kontroli nad tzw. Heartlandem eurazjatyckim. Oczywiście są i takie siły (również w Polsce), które za wszelką cenę będą starały się nas przekonywać, że USA jest i zawsze będzie za Polską. Tak jak, np. pan Jurasz, prezes Ośrodka Analiz Strategicznych (hurr durr, ależ to dumnie brzmi!), promującego „wartości atlantyckie i republikańskie” (jak czytamy na stronie OAS[3]). Dwa dni temu p. Jurasz postanowił na Facebooku wypromować jedną z zamieszczonych na stronie OAS analiz, w słowach: „Ośrodek Analiz Strategicznych o tym, co zawiera nowa Rosyjska Strategia Bezpieczeństwa Narodowego oraz o tym, że wnioskiem z jej lektury jest to, iż jedyną stuprocentową gwarancją bezpieczeństwa dla państw bałtyckich oraz Polski jest stała obecność sił USA w naszych państwach. Zapraszamy do lektury!” Dobre.
Jedyną „stuprocentową gwarancją bezpieczeństwa (…) byłaby stała obecność sił amerykańskich w zagrożonych państwach”. Czyżby? Jedyną stuprocentową gwarancją bezpieczeństwa jest silna WŁASNA armia (Bartosiak et al.). Ponadto, według mec. Bartosiaka, jeśli zaczną się przygotowania do wojny USA-Chiny, to Amerykanie będą musieli przeciągnąć Rosję na swoją stronę – choćby po to, by móc bezpiecznie przelecieć nad jej terytorium, bo Chiny są najsłabsze na kierunku północno-wschodnim. Z jego strony pada znamienne zdanie (ok. 49:00 na filmie[4]): „Amerykanie się do tego nie przyznają, ale mam swój własny rozum i wiem, co to może oznaczać na przykład dla Polski”. Czyli, że jako Polska znowu mielibyśmy pozamiatane przez wielką geopolitykę.
Nigdy nie wiadomo, jakie siły dojdą w Rosji do władzy np. za dekadę czy dwie, jednak możemy mieć nadzieję, że społeczeństwo rosyjskie nie poprze takiego przymierza z Jankesami. Zresztą, pamięć tego, co się działo w Rosji z ich winy w latach dziewięćdziesiątych jest nadal żywa – i raczej taka pozostanie, przynajmniej jeszcze przez jakiś czas.
Wracając jednak do problemu przebiegu trasy Nowego Jedwabnego Szlaku – co Polskę, jako przyszły hub transportowy, mogłoby „uratować” w tej sytuacji? Chyba tylko pogorszenie się sytuacji polityczno-gospodarczej Ukrainy lub zaogniający się konflikt armeńsko-azerski (w którym Armenia mogłaby otrzymać wsparcie z Rosji, zaś Azerbejdżan z Turcji). Jak napisał w swych predykcjach na 2016 rok dziennikarz Witold Repetowicz – „bardzo prawdopodobne wznowienie wojny armeńsko-azerskiej, co skomplikuje plany tranzytowe”. Kilka dni później portal Defence24.pl zamieścił dłuższą analizę jego autorstwa, w której jednak nie wspomina nic o Nowym Jedwabnym Szlaku (dziwne); mowa jest głównie o nośnikach energii, takich jak ropa i gaz[5]. No cóż, do analiz p. Repetowicza miewam czasem pewne zastrzeżenia (częściej w szczególe, niż w ogóle) jednak „odmrożenie” tego konfliktu, toczącego się głownie o Górski Karabach, wydaje się dość prawdopodobne.
Muszę jednak zaznaczyć, że jestem wielkim zwolennikiem budowania partnerskich stosunków Polski z Iranem, opartych na wzajemnym zaufaniu i współpracy gospodarczej. Tym bardziej, że Irańczycy są wyraźnie zainteresowani uczynieniem z naszego kraju jednego z ważniejszych partnerów dla Iranu w Europie. Jednak w sytuacji, gdyby ukraiński sabotaż odebrał Polsce korzyści z partycypacji w projekcie Nowy Jedwabny Szlak, zarówno dla strony irańskiej jak i strony polskiej ewentualna wymiana handlowa między oboma krajami byłaby niewystarczająca do zbudowania jakichś lepszych relacji. Nie muszę chyba dodawać, jakież to „imperium” bardzo by się z tego ucieszyło.
Tak czy owak, będzie ciekawie. Natomiast w stosunku do Ukrainy dyplomacja RP powinna grać bardziej zdecydowanie – podobnie jak i w stosunku do tych sił, które stoją za nimi. Niekoniecznie „agresywnie”, ale „zdecydowanie”. Mam nadzieję, że niedługo nasz Rząd zbudzi się z „zimowego snu”, bo pierwsze jaskółki już są dostrzegalne (patrz: red. Lisicki z tygodnika „Do Rzeczy”[6]). Nasze obecne misie są zasadniczo raczej dobre, tylko jeszcze troszkę ospałe (zarówno w samodzielnym myśleniu jak i działaniu). Jednak rokują o niebo lepiej, niż Miś-o-małym-rozumku, będący w stanie schrzanić nawet takie rzeczy, o których filozofom się nie śniło – a na koniec, przy jego wyprowadzce z misiowego domku, zniknęła nawet sokowirówka. Oprócz kilku innych fantów. A jego towarzysze oraz „krewni i znajomi Królika” wcale nie byli lepsi. Tak czy owak – zastał Polskę, jaką zastał, a zostawił… ważne, że w ogóle zostawił. Drużyna jego też się jakoś zmniejszyła, zmarniała i przycichła.
Post scriptum:
Dziś na temat planów ukraińskich związanych z potencjalnym przebiegiem trasy Nowego Jedwabnego Szlaku pojawił się artykuł na portalu mPolska24.pl[7]. Jednak oni również nie dostrzegli opcji irańskiej – na zamieszczonej przez nich mapie kolej biegnąca z Chin do Teheranu nie jest nawet zaznaczona (!!!), a przecież już jeździ (nie wiem tylko, jaką ma przepustowość). Za to wspomnieli nieco więcej nt. dotychczasowej współpracy Ukraina-Chiny oraz zamieścili linki do stron ukraińskich, zamieszczonych na oficjalnym portalu Ministerstwa Infrastruktury Ukrainy.
W dyskusji pojawił się także aspekt nieco „koszmarnych”, postsowieckich nazw na Ukrainie (jak Illicziwsk – od Iljicza itd.), wysunięty przez red. Jóźwiaka. Cóż, wygląda na to, że Ukraina wcale nie ma ochoty pozbywać się całego sowieciarstwa, część elementów sobie zostawili – i raczej nic nie wskazuje na to, żeby to się miało zmienić w najbliższej przyszłości. Owszem, pomniki Lenina w wielu miejscach obalili (jako najbardziej widoczny symbol swej wcześniejszej zależności od Rosji), lecz radzieckie nazewnictwo w wielu miejscach pozostaje takie samo. Jednak pomniki i nazwy to drugorzędne kwestie – najgorsze jest to, że ukraińska władza nadal reprezentuje sobą różne co bardziej negatywne cechy mentalności sowieckiej – choć sami niby mówią, że chcą do Europy (a Poroszenko nawet sobie zamarzył kiedyś, że na starość zostanie europosłem, jak już wprowadzi Ukrainę do UE. Ten to ma fantazję, szczególnie po gorzałce). Dla mnie uporczywe trwanie Ukrainy przy sowieciarstwie mentalnym stało się jasne po artykule „Wojenne rozmowy”, jaki opublikowała p. Beata Chorąży-Lech[8]. Polecam, gdyż pisany był z perspektywy osoby, która wiele rzeczy widziała na wschodzie i ma tam kontakty, a nawet krewnych. Kuzyn Autorki swego czasu był przetrzymywany w więzieniu w Gorłowce, osadzony przez tamtejsze władze „kijowskie” – i nawet nie wiadomo za co, chyba tylko tak „profilaktycznie”, Soviet style. Bo komuś z nowych władz wydał się podejrzany, pewnie też po części dlatego, że był Polakiem.
Potem doszły do tego informacje o ginących dziennikarzach śledczych, tajemniczych zgonach polityków związanych z poprzednią opcją („seryjny samobójca” w wersji ukrop). Wcześniej miałem jeszcze cień nadziei, że pewne rzeczy mogą jeszcze wyglądać inaczej, że ukraińska nowa władza (mimo, że wyraźnie z obcego nadania) choć trochę się „ogarnie” i będzie nieco bardziej ludzka.
Nie będzie.
Michał Mazur
[1] http://www.kresy.pl/publicystyka,analizy?zobacz%2Fukraina-lapie-chinski-wiatr-kosztem-polski
[2] http://www.presstv.com/Detail/2016/02/15/450549/Iran-China-Silk-Road-/
[3] http://oaspl.org/o-nas/
[4] https://www.youtube.com/watch?v=vy3LqWe9HRM
[5] http://www.defence24.pl/301915,konflikt-na-kaukazie-w-interesie-rosji-zagrozony-gorski-karabach
[6] http://www.kresy.pl/wydarzenia,polityka?zobacz%2Fredaktor-naczelny-do-do-rzeczy-rozwaza-mozliwosc-pragmatycznych-relacji-z-rosja
[7] http://www.mpolska24.pl/post/11401/ukraina-proponuje-miedzymorze-bez-polski
[8] http://www.taraka.pl/wojenne_rozmowy









5 komentarzy