W Stanach Zjednoczonych świat wielkiego biznesu próbuje wywierać naciski na Baracka Obamę, aby jak najszybciej podpisał umowę o Transatlantyckim Partnerstwie na rzecz Handlu i Inwestycji (TTIP). Negocjacje między USA a Unią Europejską w tej sprawie ciągną się od dwóch i pół roku i nie przyspieszają. Jeżeli umowa o TTIP nie zostanie podpisana do jesieni, może nie dojść do jej zawarcia. W prawyborach prezydenckich dominującym trendem staje się bowiem krytyki liberalizacji handlu zagranicznego.
Donald Trump na swoich wiecach przedwyborczych nie zostawia suchej nitki na umowach o wolnym handlu zawartych dotąd przez Amerykę.
– Przegrywamy z Chinami, przegrywamy z Japonią, przegrywamy z Meksykiem, ze wszystkimi. (…). Partnerstwo Transpacyficzne to jest okropna umowa, która nie doprowadzi do niczego innego, jak do kłopotów. To jest porozumienie, które tylnymi drzwiami pozwoli Chińczykom na uzyskanie uprzywilejowanej pozycji na naszym rynku. Wolałbym, aby tej umowy w ogóle nie było. Już teraz mamy roczny deficyt z Chinami wart 500 miliardów dolarów, z Japonią 75 miliardów dolarów. – mówił Trump w toku swojej kampanii. W tym samym tonie wypowiada się senator Bernard Sanders, „socjalistyczny” kandydat do nominacji Partii Demokratycznej.
– Głosowałem przeciwko NAFTA, głosowałem przeciwko liberalizacji handlu z Chinami. – podkreślił Sanders.
Pod wpływem sukcesów swoich rywali krytykę wolnego handlu z zagranicą podjęli również główni konkurenci Trumpa i Sandersa.
– W międzynarodowym handlu nas zabijają. Jestem przeciwnikiem TPP, zawsze nim byłem. – zapewniał niedawno Ted Cruz. Hillary Clinton jako szkodliwe dla amerykańskiej gospodarki opisała zarówno Partnerstwo Transpacyficzne, jak i umowę o wolnym handlu zawartą przez USA w 2012 r. z Koreą Południową.
(Na podstawie rp.pl opracował A.D.)









Jeden komentarz