Vojislav Šešelj, przewodniczący Serbskiej Partii Radykalnej (Srpska Radikalna Stranka, SRS), oskarżony przez Międzynarodowy Trybunał ds. zbrodni w byłej Jugosławii o rzekome zbrodnie wojenne, został 31 marca, ku wielkiemu zaskoczeniu całej Serbii, świata i samego zainteresowanego, oczyszczony z wszelkich zarzucanych mu czynów. Pierwotnie sędziowie trybunału planowali skazać serbskiego polityka na 28 lat więzienia. Głównym punktem oskarżenia było podżeganie do nienawiści na tle etnicznym, które miałoby mieć wpływ na przemoc w stosunku do ludności narodowości chorwackiej i bośniackiej. W uzasadnieniu decyzji sądu stwierdzono, że choć niektóre przemówienia Šešelja były skierowane przeciwko Bośniakom i Chorwatom, nie wykazano ich związku z konkretnymi czynami, o jakie oskarżano serbskiego polityka (m.in. zbrodnie przeciwko ludzkości, łamanie praw wojennych czy przymusowe przesiedlenia ludności nieserbskiej). Nie udowodniono także, by miał jakiekolwiek powiązania z grupami, które faktycznie dopuściły się zbrodni wojennych. Jak stwierdził przewodniczący sądu, Jean Claude Antonetti: „Po ogłoszeniu tej decyzji Vojislav Šešelj staje się wolnym człowiekiem.„
W serbskich mediach pojawiły się komentarze, że skoro główny ideolog serbskiego nacjonalizmu nie popełnił żadnego przestępstwa, to główny polityczny cel Serbskiej Partii Radykalnej – stworzenie Wielkiej Serbii – nie jest zbrodnią, a normalnym planem działania, alternatywnym wobec wizji rządu w Belgradzie.
Sam Vojislav Šešelj decyzję sądu skomentował w następujący sposób: „Kiedy jechałem do Hagi, wiedziałem, że niemożliwe jest wykazanie, że popełniłem jakiekolwiek przestępstwo. Obroniłem się przed wszystkimi kłamliwymi zeznaniami i zdemaskowałem wszystkie zafałszowane dokumenty.” Lider SRS spędził w areszcie trybunału haskiego prawie 12 lat. Został zwolniony z powodów zdrowotnych w listopadzie 2014 roku. Mimo tymczasowego charakteru zwolnienia wielokrotnie drwił ze swoich oskarżycieli i deklarował, że nie wróci dobrowolnie do aresztu. W proteście przeciwko planom sędziów potrafił posunąć się nawet do zaprzestania terapii, która pomagała mu w walce z rakiem.
Pojawiają się także spekulacje, że sędziowie, doskonale świadomi stanu zdrowia serbskiego polityka, przypuszczając, że nie będzie obecny w życiu publicznym zbyt długo, chcieli uniknąć sytuacji podobnej do śmierci Slobodana Miloševicia, który zmarł w haskim areszcie w tajemniczych okolicznościach.
Uniewinnienie Šešelja wywołało protesty w Zagrzebiu i Sarajewie, a chorwackie władze zabroniły mu wjazdu na swoje terytorium. Do demoliberalnego pojękiwania dołączył się zawsze gotów do wysługiwania się swoim panom prozachodni premier Serbii Aleksandar Vučić (który w przeszłości przez jakiś czas także był członkiem partii Šešelja!), który stwierdził, że należy zdecydowanie przeciwstawić się polityce postulowanej przez SRS (czyli obronie narodowych interesów kraju).
(na podst. politika.rs/monitor.hr oprac. M.G.)
Komentarz Redakcji:
Cała sprawa związana z procesem Vojislava Šešelja była farsą umotywowaną politycznie, a haski trybunał jest niczym innym, jak kolejnym instrumentem, który pod pozorem zaprowadzania sprawiedliwości i porządku wzmacnia zachodnią dominację w regionie Bałkanów poprzez wymuszanie na krajach bałkańskich upokarzających gestów wobec atlantyckich kolonizatorów. Z pozoru naturalna reakcja władz chorwackich, po dokładnym przemyśleniu tej kwestii, nie wydaje się właściwa, zważywszy, że w przeszłości zachód upokarzał Chorwację w podobny sposób – ten sam Antonetti, który sądził Šešelja, skazał na więzienie Ante Gotovinę, chorwackiego bohatera narodowego, który został uniewinniony dopiero, gdy Chorwaci przyjęli jednoznacznie prozachodni i pronatowski kurs w polityce zagranicznej. Podobne analogie można dostrzec w procesie Šešelja; obecnie Serbia także idzie drogą, jaką przebyła kilka lat wcześniej Chorwacja – pełnego podporządkowania się wpływom atlantyzmu. Choć najbardziej oczywistym jest twierdzenie, że wszelkie niejasności chorwacko-serbskie powinny być rozwiązane w umowach między samymi zainteresowanymi bez ingerencji zachodnich eksploatatorów, to wypowiadający je są stygmatyzowani mianem radykałów i „antyeuropejczyków”.









3 komentarze