Norweski sąd orzekł, że trzymanie Andersa Breivika, który w 2011 r. zabił 77 osób, od blisko pięciu lat w izolacji w więzieniu jest nieludzkim traktowaniem. Tym samym skazaniec wygrał sprawę sądową, jaką wytoczył państwu.
Sąd uznał, że trzymanie go w izolacji od innych więźniów jest sprzeczne z art. 3 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, który stanowi, że „nikt nie może być poddany torturom ani nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu albo karaniu”. Według sądu kwestie bezpieczeństwa nie obligują służb więziennych do stosowania wobec skazanego niezapowiedzianych kontroli osobistych. W wyroku stwierdzono, że niesłusznie uniemożliwia się Breivikowi wnoszenie skarg na pobyt w więzieniu.
Sąd odrzucił natomiast skargę Breivika na brak poszanowania jego życia prywatnego poprzez kontrolę korespondencji przez służby więzienne. Skazaniec domagał się swobody korespondowania ze swoimi sympatykami. Władze są temu przeciwne, a sąd uznał, że takie ograniczenie jest zgodne z europejską konwencją, która dopuszcza ograniczenie tajemnicy korespondencji m.in. z uwagi na bezpieczeństwo publiczne, ochronę porządku i zapobieganie przestępstwom.
Podczas marcowej rozprawy Breivik mówił, że „bardziej humanitarne byłoby rozstrzelanie go niż traktowanie jak zwierzę przez ostatnich pięć lat”. Domagał się m.in. możliwości wykonywania rozmów telefonicznych oraz podłączenia komputera do internetu. Skarżył się też, że zabroniono mu nadania ogłoszenia matrymonialnego, co utrudnia mu zawarcie związku małżeńskiego. Inne przykłady złego traktowania to według Breivika podawanie kawy tylko raz dziennie oraz niesmaczne jedzenie z mikrofalówki.
W więzieniu Breivik ma do dyspozycji trzy pokoje w swojej celi, dwa prysznice, dwa telewizory, konsole Xbox i Playstation, maszynę do pisania, książki i gazety.
– Jesteśmy zaskoczeni decyzją sądu. Nie zdecydowaliśmy jeszcze, czy będziemy się odwoływać od wyroku. – powiedział reprezentujący państwo norweskie adwokat Marius Emberland.
Okazuje się zatem, że zamazywanie granic między zbrodniarzem a ofiarą to nie tylko kwestia rozliczeń z przeszłością w krajach postkomunistycznych. Lansowana przez autorytety nowej lewicy ideologia zdegenerowanego humanizmu przynosi owoce w postaci przywilejów dla ludzi, którzy odkrywają uroki życia poza dobrem i złem. Przypadek Breivika pokazuje, że współczesne państwo zachodnie interpretuje takie pojęcia, jak „zbrodnia”, „kara”, „sprawiedliwość”, jako przeżytki autorytarnych form politycznych, a za zadanie stawia sobie powszechną terapię społeczeństwa. Tym samym czyny Norwega przestają mieć znaczenie – ważne staje się to, co on czuje i myśli. A z tego płynie wniosek, iż państwo ma go po prostu uszczęśliwić. I to niezależnie od tego, że Breivik ani nie wyraził skruchy, ani nie wyrzekł się nazistowskich przekonań. (…). Wyrok sądu w Oslo to ilustracja takich właśnie poglądów i symbol chylenia się Zachodu ku upadkowi. Jej głosem stają się zwolennicy prawoczłowieczej utopii, którzy w swoich pięknoduchowskich uniesieniach być może niebawem dojdą do wniosku, że aktem humanitaryzmu jest uwalnianie ludzi takich jak Breivik od kary więzienia. – skomentował sprawę pipi-prawicowy publicysta Filip Memches.
– To jest bardzo inteligentny człowiek. Od początku, od momentu aresztowania wykorzystuje system. – powiedział w radiowej dyskusji Maciej Wośko z redakcji tygodnika „ABC”.
(Na podstawie PAP, rp.pl, Radio Gdańsk)








