Michał Górski: Stracona szansa czy nieunikniona tragedia? Milan Stojadinović i jego rządy w Królestwie Jugosławii

Problemy utworzonego w 1918 roku państwa południowych Słowian były dość podobne do trudności nękających inne państwa Europy Środkowej – chaos nieskutecznych rządów parlamentarnych, słabo rozwinięte rolnictwo i przemysł, zależność gospodarcza od silniejszych krajów Europy Zachodniej oraz obawa o wywalczone wielkim wysiłkiem granice. Jednak przez cały okres istnienia Królestwa Serbów, Chorwatów i Słoweńców, później Królestwa Jugosławii, jego jedność była zagrożona przez niezwykle trudne do rozwiązania problemy narodowościowe. Przypomnijmy, że w monarchię Karadziordziewiciów zamieszkiwali prawosławni Serbowie, Czarnogórcy i Macedończycy (ci ostatni uznawani przez władze za Serbów), katoliccy Chorwaci i Słoweńcy oraz słowiańscy muzułmanie w Bośni i Sandżaku, a oprócz tego dość liczne mniejszości niesłowiańskie: Niemcy, Albańczycy, Włosi oraz Żydzi.

Dwór serbskiej dynastii usiłował rozgrywać między sobą pozostałe konstytutywne narody nowego Królestwa – Chorwatów i Słoweńców, a także muzułmanów. Jednak centralistyczny model rządzenia państwem był źródłem niezadowolenia narodowości nieserbskich, szczególnie wśród szczycących się długimi tradycjami państowymi Chorwatów. Sytuacji nie uspokoiło zawieszenie konstytucji i wprowadzenie dyktatury królewskiej w 1929 r. Wręcz przeciwnie, konsekwencją tej polityki był zamach na króla Jugosławii Aleksandra Karadziordziewicia, dokonany w 1934 roku w Marsylii przez działaczy Wewnątrzmacedońskiej Organizacji Rewolucyjnej i Chorwackiej Powstańczej Organizacji Rewolucyjnej (ustaszy).

Następca tronu, Piotr Karadziordziewić, w momencie śmierci ojca miał dopiero 11 lat, zatem regencję objął jego kuzyn książę Paweł, człowiek ambitny i żądny władzy. Na premiera powołał przedstawiciela dominującej serbskiej elity, Bogoljuba Jevticia, jednak po tym, jak opozycja całkowicie zbojkotowała zmanipulowane wybory z maja 1935 roku, był on zmuszony szybko podać się do dymisji.

W tym czasie w Jugosławii nie istniały liczące się ruchy narodowo-rewolucyjne i faszystowskie. Ustasze, choć skupiali pewną grupę intelektualistów chorwackich, mieli niewielkie wpływy w społeczeństwie, a Jugosłowiański Ruch Narodowy „Zbor” Dimitrije Ljoticia cieszył się bardzo nikłym poparciem. Jednak pod tym względem, na tle dość bezbarwnych polityków działających w ówczesnej Jugosławii, na uwagę zasługuje postać Milana Stojadinovicia, którego zupełnie niespodziewanie książę Paweł wyznaczył na premiera, mająć na uwadzę jego reputację jako człowieka zręcznego i obeznanego w intrygach politycznych. Wykształcony za granicą regent nie orientował się dobrze w polityce krajowej, przez co potrzebował właśnie kogoś takiego, w dodatku posiadającego liczne kontakty biznesowe w krajach zachodnich.

Ten wszechstronnie wykształcony prawnik i ekonomista polityczną karierę zaczął od współpracy z architektem serbskiej polityki zagranicznej okresu wojen bałkańskich i pierwszej wojny światowej – Nikolą Pašiciem. Po powtórzonych wyborach w 1935 roku regent mianował go premierem, a ten odsunął na margines grupę Jevticia i obiecał przeprowadzić liczne reformy, a także doprowadzić do ugody z Chorwatami. W celu umocnienia swojej władzy Stojadinović utworzył nową partię – Jugosłowiański Związek Radykalny – w skład której weszli członkowie dotychczasowej partii obozu rządowego, Jugosłowiańskiej Partii Narodowej (oprócz odsuniętej grupy Jevticia) i przedstawiciele Słoweńskiej Partii Ludowej Antona Korošca i Jugosłowiańskiej Organizacji Muzułmańskiej Mehmeda Spaho. Nowe ugrupowanie głosiło w swoim programie jedność i wzajemne poszanowanie trzech konstytutywnych narodów Jugosławii.

W praktyce partia ta miała być narzędziem Stojadinovicia, który był zwolennikiem silnej władzy, a krótko istniejącymi wcześniej rządami konstytucyjnymi pogardzał jako nieskutecznymi i utrudniającymi prawidłowe zarządzanie państwem. Jugosłowiański premier de facto nadał Korošcowi władzę o charakterze niemal namiestniczym nad Słowenią. Analogiczną pozycję w Bośni otrzymał Spaho. W podobny sposób próbował zjednać sobie Chorwatów, lecz próby porozumienia z Vladko Mačekiem, liderem Chorwackiej Partii Chłopskiej, która w tym czasie całkowicie dominowała na chorwackiej scenie politycznej, spełzły na niczym – Maček żądał szerokiej autonomii dla Chorwacji, a rząd jugosłowiański pragnął zachować unitarystyczny charakter państwa, oferując jedynie drobne ustępstwa. Wobec niemożliwości kompromisu z politykami chorwackimi, Stojadinović postanowił doprowadzić do ratyfikacji podpisanego jeszcze w 1935 roku konkordatu ze Stolicą Apostolską. Krok ten miałby zjednać władzom katolików mieszkających w Jugosławii, gdyż od 1918 roku status Kościoła Katolickiego w państwie jugosłowiańskim nie był uregulowany. Jednak przegłosowanie uchwalenia konkordatu przez belgradzką skupsztinę spowodowało gwałtowne protesty posiadającej wielkie wpływy Serbskiej Cerkwi Prawosławnej. Po obłożeniu ekskomuniką posłów głosujących za konkordatem, na czele z samym Stojadinoviciem, na ulicach serbskich miast wybuchły rozruchy i rząd był zmuszony skapitulować przed duchowieństwem prawosławnym i odwołać konkordat. W ten sposób, mimo chęci szefa rządu, nie udało się choćby w pewnym stopniu załagodzić kwestii chorwackiej.

Na docenienie zasługują natomiast umiejętności Milana Stojadinovicia w zakresie zarządzania ekonomią i finansami państwa. Za jego rządów nastąpiło pewne ożywienie gospodarki, co miało szczególne znaczenie wobec dotychczasowego zastoju w przemyśle i zmagającego się z ciągłymi problemami zacofanego rolnictwa. Nieocenione okazały się też doświadczenia z okresu lat dwudziestych, kiedy to późniejszy premier Jugosławii opracowywał plan mający zaradzić kryzysowi walutowemu.

Mimo pewnej poprawy sytuacji dotychczas nieuporządkowanego szkolnictwa wszystkich szczebli, wielu studentów miało problemy ze znalezieniem pracy wobec niedostosowanego do wzrostu liczby absolwentów uczelni wyższych rozwoju przemysłu. Spowodowało to, że wielu z nich miało sympatie prokomunistyczne, z wyjątkiem może tych, który mogli dostać się na prestiżowe wydziały prawa, zapewniające zatrudnienie w administracji państwowej.

Za rządów Stojadinovicia można mówić o nowej jakości w polityce zagranicznej. Dotychczasowe rządy jugosłowiańskie były tradycyjnie zorientowane na współpracę z Wielką Brytanią i Francją. Stojadinović, w odróżnieniu od swoich poprzedników, odznaczał się znacznie większym wyczuciem realizmu politycznego. Po zamachu w Marsylii wiedział, że w nadchodzących niepewnych czasach nie będzie można liczyć na dawnych sojuszników. Jak pisał już po wojnie na emigracji: „Dyskusja w Lidze Narodów, jak i stanowisko naszych sojuszników głęboko rozczarowały naszą opinię, a szczególnie nas, Serbów, przyzwyczajonych, że we Francji mamy nie tylko 'brata po orężu’, ale i obrońcę we wszystkich międzynarodowych zatargach. Wypadek ten otworzył nam oczy i przestrzegł, że nie możemy na nikogo liczyć, jak tylko na siebie samych, kiedy nasze interesy nie będą się pokrywać z interesami wielkich mocarstw” (1). Serbski premier uzgadniał swoją politykę z regentem Pawłem Karadziordziewiciem. Książę Paweł był zaciętym antykomunistą i odrzucał wszelkie propozycje uznania Związku Sowieckiego. W tym zgadzał się jak najbardziej ze Stojadinoviciem, lecz różniło ich to, że pełniący obowiązki głowy państwa był anglofilem (studiował zresztą m.in. na Oksfordzie), a szef rządu był gorącym zwolennikiem zbliżenia z Rzymem i Berlinem, choć książę także rozumiał konieczność unormowania relacji z wymienionymi stolicami. Dobre stosunki z Niemcami miały w planach premiera zapobiec ewentualnym zatargom z Włochami, którzy mieli zakusy na wybrzeże dalmatyńskie. Poprawa stosunków z III Rzeszą i Królestwem Włoch, a także z Węgrami, sprawiła, że kraje te poważnie ograniczyły wsparcie dla chorwackich nacjonalistów, których działalność mogła zagrażać integralności terytorialnej Jugosławii. Dodać należy, że namiestnik młodego następcy tronu liczył także na zbliżenie angielsko-niemieckie wobec niebezpieczeństwa nowego światowego konfliktu.

Wraz ze zbliżeniem względem Niemiec i Włoch Stojadinović chętnie czerpał z tamtejszych wzorów. Choć nie wykluczał on współpracy z parlamentem, kiedy było to potrzebne, szef rządu wolał pomijać mało efektywne demokratyczne procedury i rządzić na sposób niemalże dyktatorski. W partii rządowej wprowadzono bojówki „szarych koszul”, a podczas wystąpień premiera zdarzało się, że jego zwolennicy określali go wodzem i salutowali na sposób rzymski, lecz stronnictwo Stojadinovicia nie było ugrupowaniem masowym i nie posiadało rozwiniętych struktur w całym kraju. Poza tym, mimo niewątpliwych osobistych zalet, jugosłowiański premier nie odnaczał się odpowiednim charakterem i charyzmą, by być dyktatorem z prawdziwego zdarzenia. Trzeba jednak odnotować, że z komunistami postępowano zdecydowanie – czekały ich ciężkie represje i pobyty w obozach koncentracyjnych. Interesującym, a mało znanym, faktem jest pomoc, jaką Stojadinović udzielał hiszpańskim nacjonalistom pod wodzą generała Franco podczas wojny domowej w Hiszpanii oraz jego intensywne starania, by nie dopuścić do przyłączania się do komunistycznych brygad międzynarodowych ochotników z Jugosławii.

Polepszenie relacji z Niemcami i Włochami spowodowało natomiast ochłodzenie w kontaktach z dotychczasowym sojusznikami – Francją oraz Rumunią i Czechosłowacją, które do tej pory wraz Jugosławią tworzyły sojusz zwany małą ententą, skierowany przeciwko rewanżyzmowi austriackiemu i węgierskiemu. Gdy rząd czechosłowacki zaproponował, by trzy sprzymierzone (formalnie) kraje zawarły sojusz z Francją, Stojadinović zdecydowanie sprzeciwił się temu pomysłowi. Mimo tych kroków rząd jugosłowiański przyłączył się do sankcji wobec Włoch, nałożonych z powodu wojny abisyńskiej. Skwapliwie wykorzystali to Niemcy, stając się głównym partnerem gospodarczym państwa południowych Słowian i uzależniając je od siebie ekonomicznie. Gdy na początku 1936 roku III Rzesza dokonała remilitaryzacji Nadrenii, w jawny sposób łamiąc postanowienia traktatu wersalskiego, rząd Stojadinovicia postanowił nie reagować, co było sprzeczne z polityką dotychczasowych sojuszników Jugosławii.

Ambitny premier oraz stojący nad nim regent postanowili także unormować stosunki z sąsiednią Bułgarią. Rozmowy z carem Borysem III zakończyły się podpisaniem układu 24 stycznia 1937 roku, który stwierdzał „wieczysty pokój i szczerą przyjaźń” Jugosławii i Bułgarii. Poza układem zawarto tajne porozumienie, wedle którego Bułgarzy mieli zrzec się pretensji do Macedonii oraz wesprzeć ewentualne jugosłowiańskie roszczenia względem Salonik (Sołunia), w zamian za co Belgrad miał wesprzeć bułgarskie żądania dostępu do Morza Egejskiego.

Po zamachu w Marsylii stosunki włosko-jugosłowiańskie były dalekie od przyjaźni, zważywszy na to, że włoscy faszyści do tej pory wspierali chorwackich ustaszy, jawnych przeciwników jugosłowiańskiej państwowości. Jak wspomniano wcześniej, Stojadinović, a zatem i książę Paweł, chciał zmienić ten stan. Choć Królestwo Jugosławii przyłączyło się do sankcji Ligi Narodów wymierzonych w faszystowskie Włochy, włoski poseł w Belgradzie zakomunikował, że nie zaszkodzi to stosunkom między obydwoma państwami. Gdy sankcje zostały zniesione w lipcu 1936 roku, doszło do stopniowego zacieśnienia stosunków włosko-jugosłowiańskich, zwieńczonego układem podpisanym w Belgradzie 25 marca 1937 roku przez Milana Stojadinovicia i włoskiego ministra spraw zagranicznych Galeazzo Ciano. Obydwie strony gwarantowały w nim swoje granice, ochronę wzajemnych interesów i wstrzymanie się od akcji przeciwko sobie w razie napaści przez stronę trzecią. Układowi politycznemu towarzyszyło porozumienie gospodarcze.

Tymczasem mała ententa w praktyce przestała funkcjonować. Ostatnie spotkanie przedstawicieli państw sojuszu miało miejsce w sierpniu 1938 roku i nic z niego nie wynikało. Traktat monachijski i oddanie Sudetów Niemcom nie spotkało się z żadną reakcją ze strony Jugosławii i Rumunii oraz wielkich mocarstw, co przypieczętowało rozpad porozumienia.

W jednej istotnej kwestii Stojadinović nie odniósł sukcesu, mimo że państwowa propaganda twierdziła inaczej. Nie udało się uspokoić kwestii chorwackiej, przeciwnie, Vladko Maček zjednoczył wokół siebie poparcie Chorwatów domagających się respektowania swoich praw, a później wraz z serbskimi demokratami, sprzeciwiającymi się dyktatorskim praktykom belgradzkiej administracji, na czele których stał Svetozar Pribiciević, utworzył blok tzw. Zjednoczonej Opozycji. Pojawienie się tak silnego sprzeciwu wobec rządu Stojadinovicia skłoniło księcia regenta do rozpisania przedterminowych wyborów. Premier, ufny w swoją mocną pozycję, przystał na tę propozycję bez oporów (sam zresztą chciał się pozbyć ze skupsztiny niechętnej mu grupy poprzedniego szefa rządu Bogoljuba Jevticia i zastąpić jego ludzi swoimi) i głosowanie odbyło się 11 grudnia 1938 roku. Lista rządowa zdobyła 1 643 738 głosów (54%), a opozycja 1 364 524 (44%), lecz wedle ordynacji wyborczej z 1931 roku zwycięzca zdobywał automatyczną większość miejsc, co dla strony rządowej owocowało liczbą 306 mandatów, a dla opozycji tylko 67 (2).

W związku tym Karadziordziewić postanowił przygotować spisek przeciwko głowie rządu, do którego wciągnął dotychczasowych sojuszników premiera – Antona Korošca i Mehmeda Spaho, a także jego ministra ds. polityki społecznej Dragišę Cvetkovicia. Pod koniec stycznia ten ostatni wraz z czterema innymi ministrami podał się do dymisji, a powodem miała być nierozwiązana kwestia chorwacka, w czym przeszkodą była według nich osoba szefa rządu. Choć Stojadinović próbował ratować swoją pozycję i zaproponował nowych kandydatów na opuszczone stanowiska, książę Paweł zażądał dymisji rządu, a premier, nie mając już możliwości sprzeciwu, ostatecznie poddał się jego woli. Pełnił swój urząd prawie trzy lata, co jest rekordowym czasem, jak na ówczesną Jugosławię. Jego następcą został Cvetković, wedle słów poprzednika, „najgorszy i nasłabszy” minister w jego rządzie.

Po odsunięciu go od władzy Stojadinović postanowił założyć Serbską Partię Radykalną, która przedstawiałaby, jak sama nazwa wskazuje, bardziej zdecydowany i dalej posunięty program polityki zagranicznej i wewnętrznej, niż aktualna ekipa rządząca, jednak nie rozwinęła ona szerszej działalności i wraz z atakiem państw Osi na Jugosławię przestała funkcjonować, a jej przywódca został internowany 18 kwietnia 1940 roku i był przetrzymywany w odosobnieniu do marca 1941 roku.

Rząd Dragišy Cvetkovicia na polecenie księcia regenta zawarł ugodę z Mačekiem, która zaowocowała powstaniem w 1939 roku autonomicznej Banowiny Chorwackiej, obejmującej terytoria, na których Chorwaci stanowili większość, a przywódca Chorwackiej Partii Chłopskiej otrzymał stanowisko wicepremiera. W praktyce Banowina Chorwacka była małą Jugosławią wewnątrz dużej – jej kierownictwo zarządzało wszystkim odgórnie w sposób centralistyczny. Jak się okaże, okres dwóch lat był niewystarczający, by nowa sytuacja okrzepła, a Chorwaci wyrobili w sobie poczucie lojalności wobec korony.

Choć Cvetković próbował, za wolą regenta, zachować neutralność i w 1940 roku kilka razy odmówił dołączenia do Osi, to ostatecznie w 1941 roku uległ presji Niemiec i zdecydował się przystąpić do sojuszu pod przywództwem III Rzeszy. Jak wiemy, wywołało to wielki opór wśród serbskich elit, a grupa generałów, zainspirowanych przez wywiad brytyjski, dokonała przewrotu i obaliła regenta Pawła, osadzając na tronie niepełnoletniego Piotra Karadziordziewicia, syna zamordowanego w 1936 roku króla Aleksandra. Skończyło się to zerwaniem wszelkich umów z Niemcami, na co ci zareagowali atakiem na Jugosławię, której wojska stawiły bardzo znikomy opór, a królestwo, mające być ukoronowaniem dążeń do zjednoczenia Słowian południowych, rozpadło się jak domek z kart. Brytyjczycy po raz kolejny w historii okazali się mistrzami w odsuwaniu niebezpieczeństwa od siebie kosztem naiwnych narodów.

Czy historia ta mogłaby być napisana inaczej, gdyby na czele rządu wciąż stał Milan Stojadinović? Nie jest możliwe odpowiedzenie na to pytanie bez popadania w spekulacje i gdybanie. Faktem jest, że pod względem talentu politycznego wyróżniał się on na tle szeregu bezbarwnych i bezideowych polityków Królestwa Jugosławii. Potrafił on umiejętnie zajmować się ekonomią i finansami państwa, jak i prowadzić politykę zagraniczną. Stopniowe przejmowanie wzorców faszystowskich mogło być istotnym czynnikiem w zapewnieniu sobie spokoju ze strony Włoch i Niemiec, lecz nierozwiązana przez Stojadinovicia kwestia chorwacka mogłaby być przez nich wykorzystana, gdyby ten stał się niewygodny, dlatego zapewne byłby w coraz większym stopniu im podporządkowany. Jednak nawet wówczas, gdyby przywódca Jugosłowiańskiej Unii Radykalnej się utrzymał i przystąpił do Osi, to scenariusz przewrotu mógłby być taki sam, a należy przypuszczać, że chorwacka opozycja nie byłaby bierna. Wychodzi na to, że brak rozwiązania kwestii narodowościowych uniemożliwiał przetrwanie królestwa, w którym żyło kilka narodów, liczne mniejszości, gdzie mówiono kilkoma językami, wyznawano trzy wiary i używano dwóch alfabetów. Później wykorzystali to komuniści, obiecując zakończenie waśni narodowościowych i zjednoczenie narodów Jugosławii pod czerwonym sztandarem braterstwa i jedności (bratstvo jedinstvo, jak głosił ich główny slogan).

18 marca 1941 roku Milan Stojadinović został wygnany na terytorium greckie, po czym był wydany Brytyjczykom. W 1948 roku udał się na emigrację do Argentyny. Jego ostatnią inicjatywą było pojednawcze spotkanie w 1954 roku z dawnym przywódcą chorwackich ustaszy i poglavnikiem Niezależnego Państwa Chorwackiego Ante Paveliciem, gdzie dwaj emigracyjni politycy pozbawieni jakichkolwiek wpływów w swoich krajach kreślili na mapie Jugosławii granice Serbii i Chorwacji po upadku komunizmu. Jak można się łatwo domyślić, nie miało to już żadnego znaczenia. Komuniści całkowicie kontrolowali sytuację, nie miała możliwości rozwinięcia się żadna opozycja, w przeciwieństwie do kultu Josipa Broza Tity.

Milan Stojadinović zmarł 24 października 1961 roku w swoim domu w Buenos Aires. Nazwę Serbskiej Partii Radykalnej przybrało ugrupowanie nacjonalistyczne założone przez Vojislava Šešelja w latach dziewięćdziesiątych. W trakcie pisania tego tekstu partia ta zdobyła w wyborach parlamentarnych ok. 8% głosów, stając się trzecią siłą polityczną w kraju. Czy poniesie dalej sztandar serbskiego nacjonalizmu i przyniesie swojemu narodowi odrodzenie, czy też ulegnie złowrogim demoliberalnym siłom?

Michał Górski

(1). Cyt. za: T. Wasilewski, W. Felczak, Historia Jugosławii, Wrocław 1985, s. 464.

(2). Dane za: H. Matković, Povijest Jugoslavije, Zagreb 1998, s. 200.

Milan_Stojadinovic

 

Jeden komentarz

Leave a Reply