Od Redakcji: Większość modeli społeczno-gospodarczych w XX wieku – zarówno kapitalistycznych, jak i socjalistycznych – zakładała jako swój cel modernizację kraju, rozumianą albo jako możliwie wierne upodobnienie się do świata zachodniego, albo jako „dogonienie i przegonienie” Zachodu. Otoczone odium rządy Czerwonych Khmerów w Kambodży (Kampuczy) podjęły jedną z prób poprowadzenia swojego kraju zupełnie odmienną drogą: urzeczywistnienia koncepcji kontrmodernizacji, rozwiniętej przez egipskiego ekonomistę Samira Amina oraz afrykańskiego teoretyka antykolonializmu Frantza Fanona. W latach pięćdziesiątych studiujący we Francji przywódcy Czerwonych Khmerów uważnie czytali prace obu tych autorów. O ile zmarły w 1961 r. Fanon nie doczekał rządów Pol Pota i jego ludzi w Phnom Penh, to Amin w swoich artykułach z drugiej połowy lat siedemdziesiątych oceniał politykę Czerwonych Khmerów pozytywnie, widząc w niej realizację swoich idei. Wokół krótkotrwałej rewolucji w Kambodży narósł szereg wyobrażeń niesprawdzonych lub zwyczajnie fałszywych, powtarzanych do dziś bezkrytycznie z różnych stron, także przez nielicznych apologetów Czerwonych Khmerów. W Polsce do ich ugruntowania przyczyniła się zwłaszcza znakomita literacko, lecz nosząca mocne piętno peerelowskiej cenzury i ideologii książka-reportaż „Kampucza, godzina zero” Zbigniewa Domarańczyka z 1981 r. (PRL zgodnie z lojalnością blokową była po stronie Wietnamu, czyli przeciw Czerwonym Khmerom). Wszelka refleksja nad charakterem kambodżańskiego eksperymentu ustrojowego musi więc być poprzedzona ich sprostowaniem. Po pierwsze, nie jest prawdą, jakoby Czerwoni Khmerowie wymordowali dwa miliony czy nawet więcej osób. Wielkości te podawano bez przywoływania jakichkolwiek źródeł, a potem powtarzano bez prób poddania ich weryfikacji. Tymczasem rozgłaszał je przede wszystkim zainstalowany przez Wietnam w miejsce Czerwonych Khmerów reżim Heng Samrina, który propagandowo diabolizował swoich poprzedników, aby odwrócić uwagę od faktu swego dojścia do władzy na obcych bagnetach. Nie oznacza to oczywiście, że ofiar Czerwonych Khmerów było mało. Najlepszy polski znawca przedmiotu, prof. Adam Jelonek, opierając się na danych demograficznych, szacuje liczbę osób, których śmierć spowodowały bezpośrednio lub pośrednio rządy ekipy Pol Pota, na około 740 tysięcy. Po drugie, nie jest prawdą, jakoby Czerwoni Khmerowie zamienili Kambodżę w jeden wielki obóz śmierci. Metody zarządzania w poszczególnych jednostkach administracyjnych znacznie się różniły, ponieważ centralne władze pozostawiały władzom lokalnym swobodę w zakresie doboru środków: to paradoks, ale rządzona przez rewolucyjną dyktaturę Kampucza należała do najmocniej zdecentralizowanych państw na świecie! Po trzecie, nie jest prawdą, jakoby rządy Czerwonych Khmerów realizowały odgórny plan wytępienia w swoim państwie religii, ponieważ w ogóle nie wypracowały jednolitej linii w sprawach wyznaniowych. O ile w niektórych częściach kraju dochodziło do niszczenia świątyń i eksterminacji duchownych (tam też oddali życie za Chrystusa khmerscy męczennicy), to w innych zdarzało się, że buddyjskie duchowieństwo samo zgłaszało akces do rewolucji. Po czwarte, nie jest prawdą, jakoby Czerwoni Khmerowie w szale niszczenia tradycyjnej kultury zburzyli monumentalny kompleks świątynny Angkor Wat. Przeciwnie, nieustannie przywoływali go jako symbol cywilizacyjnej i politycznej potęgi dawnych Khmerów, wielkiej przeszłości narodu, którą należy wskrzesić. Wieże Angkor Wat widniały na fladze ich państwa tak samo, jak na flagach królestwa Kambodży czy Republiki Khmerskiej Lon Nola. Po piąte, nie jest prawdą, jakoby koncepcje ekonomiczne Czerwonych Khmerów wszędzie poniosły klęskę. O ile w jednych prowincjach kraju błędne metody gospodarowania doprowadziły do dotkliwej klęski głodu, to w innych, gdzie zastosowano skuteczniejsze, udało im się uzyskać dwukrotne, a nawet trzykrotne plonowanie ryżu w ciągu roku. Po szóste, z reguły przemilcza się fakt, iż w Kambodży, inaczej niż w świecie zachodnim, rządy Czerwonych Khmerów nie są bynajmniej wspominane jednoznacznie negatywnie. Na przykład przeprowadzone w ich okresie wielkie prace irygacyjne oraz wybudowane w ramach tych prac systemy tam i kanałów nawadniających stanowią przedmiot powszechnej dumy wśród Khmerów (1). Prezentowany poniżej tekst nie jest próbą apologii popełnionych w okresie rządów Pol Pota nadużyć i zwyczajnych zbrodni, bo te ze swej natury na żadną apologię nie zasługują. Stanowi natomiast próbę wydobycia z ich koncepcji politycznych kluczowych założeń idei kontrmodernizacji i namysłu, czy mogłyby one zostać zastosowane również gdzie indziej, uwolnione od akcydentalnego dla nich kontekstu ideologii komunistycznej, w jakim wystąpiły w Kambodży. (A.D.)
17 kwietnia 1975 roku oddziały Czerwonych Khmerów wkroczyły do Phnom Penh, kładąc kres proamerykańskiemu reżimowi Lon Nola. Powstała Demokratyczna Kampucza – państwo, które w XX wieku posunęło się najdalej w walce z nowoczesnym, konsumpcyjnym, kapitalistycznym duchem; przez liberałów uznawane za najgorszą dyktaturę wszechczasów. Nie można powiedzieć, że Pol Pot i jego towarzysze działali bezbłędnie – inaczej ich czas nie ograniczyłby się do trzech lat. Mimo to warto się przyjrzeć rewolucji kambodżańskiej, której postulaty nie były bezpodstawne. Znajdowały uzasadnienie w rzeczywistości kraju postkolonialnego, a także znajdą je w wyniszczanej Europie.
Likwidacja pieniądza
Bezprecedensowym posunięciem Czerwonych Khmerów była likwidacja waluty. Żywność i podstawowe produkty (produkowane w komunach) racjonowało Państwo, tolerujące również sprawnie funkcjonujący handel barterowy (2). Społeczeństwu należy się „odwyk” od „cywilizacji”. Cywilizacja zachodnia to tonący okręt, który należy jak najprędzej opuścić. Nie oznacza to trwałego wstrzymania postępu – po upadku reżimu odnaleziono zapasy waluty, planowanej do wprowadzenia w obieg. Wpierw jednak należało się wyrwać z gospodarki konsumpcyjno-spekulacyjnej. Jej początki i zmierzch społeczeństwa produkcyjnego przypadają na XX wiek, a w XXI wieku tym bardziej paląca staje się potrzeba jej zniszczenia. Rośnie klasa prekatariatu – zatrudniona przy bezprodukcyjnych pracach, zdana na łaskę pracodawcy, pozbawiona możliwości rozwoju umiejętności oraz oporu (atomizacja społeczeństwa). Taki stan jest sprzeczny naturą.
Anty-elitaryzm
Czerwoni Khmerzy niemal całkowicie rozprawili się z przedrewolucyjnymi elitami, włącznie z miejskim proletariatem (będącym w kraju Trzeciego Świata klasą uprzywilejowaną). Społeczeństwo miało się opierać wyłącznie na chłopach. Czy jednak rzeczywiście byli egalitarystami? Angkę, tajną organizację, zrzeszającą oddanych rewolucjonistów i kierującą państwem można przyrównać do zakonu rycerskiego. Celem owego zakonu była budowa Nowego Człowieka, niemającego nic wspólnego ze starą, zdegenerowaną epoką. Byłoby to niemożliwe z post-kolonialnymi elitami. Również elity III RP to awangarda „europejskości” – katolicyzmu otwartego, liberalizmu gospodarczego, permisywizmu, chorująca na antykomunizm i antyfaszyzm. Czy owa klasa, przyznająca się do „robienia laski Amerykanom”, wzywająca wydziedziczone pokolenie do emigracji, nie zasługuje na starcie z powierzchni ziemi?
Życie w społeczeństwie totalnym
Demokratyczną Kampuczę niektórzy określają, jako „najbardziej totalitarne państwo wszechczasów”. Dla liberałów jest to określenie jednoznacznie negatywne. Spójrzmy na to z innej strony. Demokracja liberalna odrzuca dominację jakiejkolwiek ideologii czy religii, pozostawiając ludziom wyłącznie świat rzeczy. Nie ma, po co żyć, za co żyć, ani jak żyć. W demoliberalizmie krucjaty są zbrodnią, idea nadająca życiu sens „totalitaryzmem”, a macierzyństwo obciążeniem. Gabinety psychologów zapełniają się ludźmi, poszukującymi utraconego Ducha. Liberalna wolność nie oznacza szczęścia. To „totalitaryzm” wskazuje sens egzystencji oraz pozwala każdemu obywatelowi na aktywne uczestnictwo w Wielkim Dziele.
Kwestia rodzinna
W rewolucyjnej Kambodży dorastającą młodzież oddzielano od rodziców, by poddawać ją wychowaniu ideologicznemu. Później ci młodzi ludzi zasilili partyzantkę Pol Pota, walczącą do 1998 r. Powyższy postulat może się wydać „nieludzki” lub „sprzeczny z Tradycją”. Ci ludzie ignorują dwa podstawowe fakty: pierwszy, że około trzynastego roku życia autorytet rodziców przestaje wystarczać – potrzebny jest mentor. Jest to naturalny etap w procesie dorastania. Po drugie: wychowanie tradycyjne to nie wulgarnie pojmowana wszechwładza rodziców. Instytucję mentora znano zarówno w starożytnej Sparcie (agoge), jak i w średniowiecznej Europie (służba giermka u rycerza). Czerwoni Khmerzy również spełnili ten pozytywny postulat, wychowując pokolenie fanatycznych rewolucjonistów.
Zakończenie
Polpotyzm stanowi interesujący przykład ruchu rewolucyjnego. Za rządów Angki Kambodża najbardziej ze wszystkich krajów oddaliła się od nowoczesnego, globalizującego się świata. Nie można powiedzieć, iż wszystkie decyzje Czerwonych Khmerów były słuszne, lecz mimo to warto studiować teorię Brata Numer Jeden. Aktualne pozostają postulaty nacjonalizmu, ideocentryzmu oraz wyzwolenia spod jarzma pieniądza.
“Nie ma już żadnych złodziei, pijaków, chuliganów czy prostytutek w naszym kraju.”
“Miasto jest złe, ponieważ są w nim pieniądze. Lud może zostać zreformowany, ale nie miasto… Człowiek powinien wiedzieć, że narodzi się ponownie z ziaren ryżu.”
„Zakaz seksu pozamałżeńskiego należał do najbardziej przestrzeganych zasad prawnych Kambodży, której łamanie pociągało za sobą najsurowsze kary. Wnosić z tego należy, że polityka państwa zmierzała do stymulacji zawierania małżeństw i zapewnienia trwałości co najmniej rodziny nuklearnej składającej się z rodziców i dzieci. Stosunki seksualne pomiędzy osobami nie pozostającymi w trwałych związkach zawsze uchodziły w świetle kambodżańskich norm obyczajowych za sprzeczne z dobrym prowadzeniem się i niemoralne.”
Leon Drzewczyk
(1). Informacje zaczerpnięte z: Adam W. Jelonek, Rewolucja Czerwonych Khmerów 1975-1978. Studium autarkicznego rozwoju, Warszawa 1999.
(2). Zob. tamże (przypis autora).









3 komentarze