Amerykanie są bliscy paniki przed niebezpieczeństwem stwarzanym przez islamskich terrorystów. To niebezpieczeństwo blednie jednak przy nowopowstającym zagrożeniu. Prezydent Obama zaproponował przerażająco przewrotny plan „modernizacji” naszego arsenału nuklearnego na niewyobrażalny koszt około biliona dolarów w ciągu najbliższych trzydziestu lat. Terroryzm nigdy nie dosięgnie nawet jednego procenta naszej populacji. Nuklearna „modernizacja” zwiększa prawdopodobieństwo totalnego spustoszenia.
Podczas gdy myśl o zagrożeniu nuklearnym wydaje się być czymś niejasnym i odległym, wizja obłąkanego ekstremisty strzelającego w kinie jest tak żywa jak dzisiejsze wiadomości. Być może nasza czujność została uśpiona przez fakt, że broń jądrowa została ostatnio użyta w 1945 r. Z kolei głosy próbujące nas ostrzec przed faktycznym zagrożeniem są niesłyszalne w szale skrajnych wystąpień wyborczych i telewizyjnych tyrad o obłąkanych muzułmanach.
Najbardziej otrzeźwiającym z tych głosów należy do Williama Perry’ego, który w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych kierował rozwojem lotnictwa i rakiet jądrowych, a później został sekretarzem obrony. Dziś Perry prowadzi kampanię przeciwko planowi Obamy opracowania i zakupu tysiąca nowych rakiet z regulacją mocy jądrowych, stu nowych bombowców dalekiego zasięgu, oraz nowej, uzbrojonej w głowice jądrowe floty łodzi podwodnych. Ostrzega, że jeśli plan się powiedzie, spory między narodami będą „bardziej skłonne do przeobrażenia się w konflikt nuklearny niż w okresie zimnej wojny”.
Gdy Perry kierował ostatnimi przygotowaniami nuklearnymi Ameryki, on i inni twierdzili, że było to konieczne, aby zrekompensować stosunkowo słabe siły konwencjonalne NATO w krajach Związku Radzieckiego. Chociaż uzasadnienie to zwietrzało wraz z końcem zimnej wojny, wciąż kształtuje naszą politykę obronną.
Propozycja „modernizacji” Obamy zwiększa naszą słabość, a nie bezpieczeństwo. Pierwszym i najbardziej oczywistym powodem jest to, że z pewnością skłoni ona inne kraje do poszukiwania równoważnych arsenałów własnych. Jest to szczególnie niepokojące w przypadku Rosji, która już czuje rosnące zagrożenie ze strony Ameryki. To wynik naszych manewrów wojskowych przy jej granicach oraz faktu, że w Niemczech, Turcji i innych krajach w pobliżu terytorium Rosji znajduje się sporo naszych rakiet. Rosyjski minister obrony ogłosił niedawno, że w odpowiedzi na plan Obamy, Rosja „odda pięć nowych strategicznych pułków rakiet jądrowych do użytku”. Chiny z pewnością dołączą do tej eskalacji. A jeśli to uczynią, podążą za nimi Indie. Następnie do wyścigu dołączy Pakistan. Jest to przepis na katastrofę.
Samosterujące pociski dalekiego zasięgu, które Obama chce zbudować, mogłyby być wykorzystywane w celu użycia zarówno konwencjonalnych, jak i nuklearnych ładunków. Jeśli systemy wczesnego ostrzegania w innym kraju wykryją jeden z pocisków na radarze, to nie ma możliwości rozpoznania, czy został on uzbrojony w celu zniszczenia budynku czy całego miasta. Pokusa, aby rozpocząć odwet nuklearny mogłaby stać się nieodparta.
Proliferacja broni jądrowej zwiększa także możliwość, że trafi ona w ręce terrorystów. Perry ma swój własny „nuklearny koszmar, zrodzony z długiego i głębokiego doświadczenia”. W tym koszmarze gang zdobywa wystarczająco dużo uranu do stworzenia bomby, którą przemyca do Waszyngtonu i detonuje na Pennsylvania Avenue. „A jednak”, ubolewa Perry „mimo że ta katastrofa spowodowałaby sto razy więcej ofiar niż w przypadku zamachów na WTC, jest to ledwie dostrzegalne dla społeczeństwa.”
Oprócz tych poważnych zagrożeń – globalnej proliferacji, przypadkowych wojen i nuklearnego terroryzmu – jest jeszcze inny: bankructwo państwa. Projekt Obamy jest rujnująco kosztowny. Admirał Mike Mullen, były przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów, nazwał go „wpędzaniem się w zapomnienie”. Określił szybujące w górę zadłużenie Stanów Zjednoczonych jako największe zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego.
Teraz jest czas, aby zatrzymać ten plan. Do tej pory granice poparcia dla niego kończą się na Białym Domu i Pentagonie. Po jego uruchomieniu, obfite kontrakty na zamówienia będą dzielone między dystrykty wpływowych członków Kongresu. To stworzy zainteresowany własną korzyścią okręg wyborczy i nada projektowi niepowstrzymany pęd.
Broń jądrowa jest przydatna tylko do odstraszenia. Stany Zjednoczone mają jej do tego celu więcej niż wystarczająco dużo. Inwestowanie ogromnych sum w nowy arsenał nie ochroni nas przed zagrożeniami w przyszłości. Najbardziej przygnębiające jest to, że wniosek dotyczący tej inwestycji pochodzi od prezydenta, który prowadząc kampanię obiecywał redukcję i dążenie do wyeliminowania broni jądrowej – ten sam, który zdobył Nagrodę Nobla za swoją pozorną szczerość. Zapewnienie bezpieczeństwa naszemu krajowi wymaga sprawnego myślenia, a nie polegania na polityce ukształtowanej w minionej epoce.
Źródło: bostonglobe.com
(Tłumaczenie nadesłane do Redakcji Xportal.pl)

2 komentarze