25 maja fotoreporterzy agencji informacyjnej AFP w syryjskiej muhafazie ar-Rakka sfotografowali amerykańskich żołnierzy z naszywkami kurdyjskich Powszechnych Jednostek Obrony na mundurach. Towarzyszyli oni zdominowanej przez Kurdów, a popieranej przez USA koalicji zbrojnych ugrupowań, która prowadzi tam ofensywę przeciw „Państwu Islamskiemu”.
27 maja turecki minister spraw zagranicznych Mevlüt Çavuşoğlu orzekł o kurdyjskich oznaczeniach na mundurach żołnierzy US Army, że jest to niedopuszczalne.
– Jeśli oni mówią, że widzą różnicę między YPG a innymi ugrupowaniami terrorystycznymi, to moja odpowiedź brzmi: to podwójne standardy i hipokryzja. – oświadczył Çavuşoğlu. Tego samego dnia strona amerykańska potwierdziła obecność swoich żołnierzy w okolicach Rakki, stwierdzając, że pełnią oni tam funkcje „doradcze i pomocnicze”.
28 maja Recep Tayyip Erdoğan wygłosił przemówienie w kurdyjskim mieście Diyarbakir, w którym od zeszłego roku sukcesywnie dochodzi do walk między bojownikami Robotniczej Partii Kurystanu a turecką armią i policją.
– (…) ci, którzy są naszymi przyjaciółmi i sojusznikami w NATO, nie powinni i nie mogą wysyłać swoich żołnierzy do Syrii z naszywkami YPG (…). Mówię to tutaj, w Diyarbakir: potępiam poparcie, którego udzielają PYD i YPG. (…) Być przeciwko terroryzmowi, to nie to samo, co być po stronie terroryzmu. – grzmiał Erdogan.
Źródło: Polska Agencja Prasowa
Komentarz Redakcji: Jeżeli Siłami Demokratycznej Syrii atakującymi Rakkę, dotychczasową „stolicę” tzw. „Państwa Islamskiego”, kierują „doradcy i pomocnicy” w amerykańskich mundurach, to nawet wyparcie przez nich dżihadystów z miasta nie będzie oznaczać wyzwolenia, a jedynie zmianę koloru rękawiczki na ręce, którą Stany Zjednoczone rozbijają państwo syryjskie i próbują obalić jego władze. I to jest jedyna istotna informacja w całej powyższej sprawie. (A.D.)









Jeden komentarz