Polska: Neokonserwatyści tracą wpływy?

Dwa tygodnie temu znany dziennikarz i publicysta Witold Gadowski na prowadzonym przez siebie blogu „Dziennik huligana” zamieścił tekst pt. „Neokoni, jak na dłoni„. Link do niego zamieścił na swoim Facebooku i Twitterze, z dopiskiem „Dlaczego nie znoszę tzw. neokonów”. Trzeba przyznać, że swej niechęci dał wyraz w bardzo mocnych słowach – pod którymi mogłoby się podpisać wiele środowisk o różnych poglądach, które zasadniczo łączy jedno – umiłowanie wolności i niepodległości, żarliwa chęć ich obrony, oraz sprzeciw wobec wszelkich prób odbierania ich także innym nacjom.

Nie znoszę neokonsów jak bolszewików – roztaczają zresztą wokół siebie podobny smród – krwi i pogruchotanych kości.

Deklaracje znanego dziennikarza i publicysty mogą stanowić niemałe zaskoczenie – choćby dlatego, że w rządzącej partii PiS (którą Gadowski popiera – choć jak sam twierdzi, głównie dlatego, że jego zdaniem obecnie nie ma lepszej formacji) jest dość sporo osób, które obwołują się neokonserwatystami (podobne zjawisko występuje także w PO). Z drugiej strony wiadomo również od dawna, że istniejąca (i rosnąca w siłę) wewnątrz PiS opcja narodowa coraz bardziej nie podoba się polskojęzycznym neokonom. Można się domyślić, że neokonserwatyści, próbując bronić swych pozycji uderzą także w te tony, które do nich w zasadzie nie pasują (wiara, patriotyzm itd.), wykorzystując czysto instrumentalnie różne szczytne treści.

Sygnałem potwierdzającym taką tezę są niedawne żale Witolda Jurasza [na zdjęciu] – prezesa Ośrodka Analiz Strategicznych, think-tanku mającego promować „wartości atlantyckie i republikańskie” (jak można przeczytać na ich oficjalnej stronie). Niedawno na portalu Fronda.pl ukazał się wywiad z nim, gdzie p. Jurasz wielce narzekał na to, że Prawo i Sprawiedliwość „w polityce zagranicznej de facto odchodzi od dziedzictwa Lecha Kaczyńskiego”, zaś w polityce wewnętrznej ulega złudzeniu, „że oto na prawo od PiS-u rośnie nieprawdopodobnie wielka siła, w związku z czym należy modyfikować przekaz i politykę w taki sposób, aby potencjalni wyborcy nie odpłynęli”.

Sam fakt, że ktoś taki jak Jurasz ze swych „intelektualnych wyżyn” decyduje się zejść „do ludu” za pośrednictwem schodzącego na psy portalu jak Fronda.pl (która jednak nadal posiada dość duży zasięg, trafiając do szerszych rzesz czytelników) zdaje się oddawać skalę jego desperacji w zapobieżeniu zmianom zachodzącym wewnątrz PiS.

(Na podst. inf. własnych oprac. M.M.)

Komentarz Redakcji: Nic z tego, panie Jurasz – jak uczy stare porzekadło, „kijem rzeki nie zawrócisz”. 

Ponadto, trudno grać przekonywująco rolę „eksperta prawicy” jednocześnie sugerując zalegalizowanie homozwiązków i akceptację ideologii gender – w imię „kompromisu” mającego nam rzekomo zapewnić poparcie i „ochronę” Stanów Zjednoczonych oraz akceptację ze strony reszty szeroko pojmowanego świata zachodniego. 

Charakterystyczne, że narzucanie tych idei krajom neokolonialnym stanowi jeden z priorytetów polityki zagranicznej Obamy, wykorzystującego w tym celu różne trudności, z jakimi te państwa się zmagają. Swego czasu taką próbę uczynił nawet podczas wizyty… w muzułmańskim Mali – kraju konserwatywnym, który jednak wcześniej nie zmagał się z ekstremizmem islamskim na dużą skalę. Obecnie ów problem narasta – cóż, akcja rodzi reakcję.

A swoją drogą ciekawe, że pan Jurasz, wykorzystując pogarszającą się sytuację geopolityczną Polski, usiłował te kwestie „przepchnąć” u nas za pomocą podobnego „argumentu strachu” co prezydent Obama w Afryce Subsaharyjskiej („nie dacie sobie rady bez nas, bez USA”).  

Będzie ciekawie – czyżby sygnał tego, co przewidywaliśmy już wcześniej, tj. nadchodzącego wewnątrz PiS rozejścia się dróg opcji „narodowej” z neokońskimi odpadkami? Czekamy jeszcze na dymisję wąsatego „pocztyliona z Wołkowyska” – najlepiej niech odejdzie w polityczny niebyt razem ze swoim „dworem”, gdzie ważną figurą jest także niejaki Żurawski vel Grajewski (z demonicznym cieniem Kazimierza Wóycickiego za plecami).

M.M.

Jurasz_zdj

Jeden komentarz

Leave a Reply