Określenie dekadentyzm dotyczy tych okresów lub momentów historycznych, w których upowszechnia się – przynamniej w intelektualnych elitach społeczeństwa – poczucie rychłego albo już dokonanego upadku własnej cywilizacji. Pojęciami-hasłami charakterystycznymi dla ich ideowego klimatu stają się: „kryzys kultury”, jej „rozkład” (fr. décadence – stąd ich wspólne miano) czy „schyłek”. Polski narodowy mesjanista Jerzy Braun (1901-1975) posługiwał się w tym kontekście pojęciem „ginącej ery”.
Doświadczenie pokazuje jednak, że epoki przekonane o rozpadzie własnej kultury, jak na ironię, potrafiły tworzyć nadzwyczaj wyrafinowane i wartościowe dzieła kultury wysokiej: poezji, literatury, muzyki, rzeźby, architektury, malarstwa; podejmowały owocne badania nad historią i kulturą; rozkwitała w nich filozofia, w tym zwłaszcza historiozofia. Dekadentyzm nie jest więc jeszcze upadkiem, bo prawdziwy upadek nigdy nie bywa ani refleksyjny, ani tym bardziej przyjemny dla ducha.
Do okresów dekadentyzmu pasuje raczej pojęcie wprowadzone do polskiej myśli przez Stanisława Brzozowskiego (1878-1911) – „przesilenie kultury”. Przesilenie, a nie upadek. Sytuacja, w której losy się ważą, a nie sytuacja, w której losy są już przesądzone. To, co konserwatywny pisarz i filozof Teodor Jeske-Choiński (1854-1920) nazywał „epoką przejściową”. Dekadentyzm to jakby stan świadomości elity społecznej, która zdała sobie sprawę, że pewna epoka dziejów dobiegła (lub właśnie dobiega) swego kresu, schyłku, definitywnego końca, jej cele się zdezaktualizowały, a w pozostałej po nich pustce nowych celów nie widać. Przed nimi zaś, którym przyszło żyć w tych czasach, otwiera się Nieznane, wyzwalając lęk i nagłą niepewność, stawiając im zagadki o nieprzeniknionych odpowiedziach.
Modelowym, zdawałoby się, przykładem zjawiska dekadentyzmu była rodzima Młoda Polska. Przez większość tego okresu nad zbiorową wyobraźnią elit intelektualnych w taki lub inny sposób panowała „przybyszewszczyzna”. W oparach absyntu, w kłębach dymu z egipskich papierosów ludzie pióra upajali się własną niemocą. Modna stała się postać „nerwowca” – człowieka nadmiernie wrażliwego, a w rezultacie poplątanego wewnętrznie i zagubionego duchowo. Inny obiekt fascynacji w epoce stanowiły narkotyki. Z całej młodopolskiej formacji kulturowej przebijało poczucie braku celu i sensu, zarówno w odniesieniu do rzeczywistości w ogóle, jak i do własnego działania.
Wystarczyło kilka zaledwie lat i oto to samo pokolenie lub jego bezpośredni następcy i wychowankowie stanęli do walki o odbudowę Polski. Gdy padły pierwsze wojenne wystrzały, ich walka przybrała jak najbardziej dosłowne znaczenie. Ale już na szereg lat przed wojną dawało się zaobserwować i odczuć wzbieranie ducha, wzmagającą się samowiedzę narodowego przeznaczenia. W umysłach młodej inteligencji niedawne jeszcze smętne konstatacje własnej słabości ustąpiły miejsca prądom poszukującym źródła siły, takim jak nietzscheanizm czy inne odmiany filozofii heroizmu. Jako ich odpowiednik w dziedzinie formy literackiej rozwijał się nowy kierunek – ekspresjonizm. W refleksji nad kulturą triumfy święcił narodowy romantyzm; odżyła romantyczna idea poety jako budziciela ducha narodu. W 1906 r. Kazimierz Przerwa-Tetmajer, uprzedni czołowy dekadent, oznajmił: „Teraz jest chwila energii, nie melancholii.” Stanisław Brzozowski, wcześniej osobliwa mieszanka nihilisty i marksisty, głosił teraz rodakom „filozofię czynu”.
Jaki bodziec mógł wywołać tę zadziwiającą metamorfozę? Otóż polską ziemię nawiedził dawno tu zapomniany bóg Historii. Zstąpił między tych ludzi, zabłąkanych we mgle własnych chaotycznych uczuć i niezdrowych wyobrażeń, by rozproszyć ją jednym wyciągnięciem potężnej, bezlitosnej dla słabości dłoni. W wyniku wojny rosyjsko-japońskiej (1904-1905) państwo carów weszło w poważny kryzys i w latach 1905-1906 Polskę owiało ze Wschodu tchnienie rewolucji. Dzięki rewolucyjnej atmosferze wytworzonej przez tamte wydarzenia nastąpiło ponowne odkrycie sfery Czynu przez polską elitę intelektualną, na razie jeszcze bez przypisywania mu wyraźnych celów. To zainteresowanie o charakterze, można powiedzieć, badawczym będzie utrzymywać się przez szereg dalszych lat. W jego ramach Kazimierz Przerwa Tetmajer opublikuje dramat „Rewolucja” (1906), Tadeusz Miciński – dramat „Kniaź Patiomkin” (1906), Gustaw Daniłowski – powieść „Jaskółka” (1907), Henryk Sienkiewicz – powieść „Wiry” (1908), Stanisław Brzozowski – powieść „Płomienie” (1908), Andrzej Strug – cykl opowiadań „Ludzie podziemni” (1908) i powieść „Dzieje jednego pocisku” (1910), Wacław Berent – powieść „Ozimina” (1911), Bolesław Prus – powieści „Dzieci” (1909)i „Przemiany” (1911-1912, niedokończona).
Ale obok poznawczego zainteresowania Czynem w tym samym czasie kiełkuje i rośnie także pragnienie nadania mu kierunku stwórczego. To znów Historia budzi Polaków z długiego snu. Na arenie międzynarodowej dochodzi do poważnych napięć. Początek dają im wydarzenia na Bałkanie, szczególnie zapalnej, bo kluczowej pod względem geopolitycznym części Europy. 5 października 1908 r. cesarstwo Austro-Węgier ogłasza formalną aneksję Bośni i Hercegowiny – ziem, które znajdowały się pod jego „tymczasowym” zarządem od 1878 r., lecz oficjalnie wciąż stanowiły prowincję imperium tureckiego. Jednocześnie książę Bułgarii, posiadającej dotąd status księstwa wasalnego wobec sułtana Turcji, przyjmuje tytuł cara i tym samym ogłasza swoją monarchię suwerennym państwem. Na tym tle gwałtownie zaostrzają się stosunki między imperium Habsburgów a Rosją, głównym rywalem Austrii w grze o panowanie nad Europą Południowo-Wschodnią. Europejskie rządy oczekują rychłego wybuchu wojny rosyjsko-austriackiej. Pogotowie wojenne przeciąga się przez kilka miesięcy i zostaje odwołane dopiero wiosną 1909 r. Nie zdecydowawszy się na bezpośrednie uderzenie na Austrię, Rosja montuje w następnych latach zbrojną antyaustriacką koalicję państw bałkańskich: Bułgarii, Serbii, Czarnogóry i Grecji. Dyplomacja Austro-Węgier osiąga szczyty zawodowego kunsztu, odwracając jej ostrze przeciw Turcji. W rezultacie na podminowanym od dawna południowym Wschodzie zapala się ognisko pierwszej (1912-1913) i drugiej (1913) wojny bałkańskiej. W międzyczasie Austria w 1912 r. wznawia przygotowania do wojny przeciw Rosji. Kiedy wreszcie na początku 1914 r. powietrze w Europie wydaje się stygnąć i wszyscy nabierają przekonania, że cudem udało się zażegnać groźbę konfliktu na skalę kontynentalną, wybucha „Wielka Wojna”, nazwana później pierwszą światową. Rosja i Niemcy przygotowują się do tego starcia od dawna, już od chwili odejścia starego kanclerza
Bismarcka, a z nim jego europejskiego systemu sojuszy.
Polskie elity zareagowały czynnie na powrót Historii. Względnie najlepsze warunki dla podjęcia działań przez Polaków istniały wówczas w granicach zaboru austriackiego. W 1905 r. z inspiracji Władysława Studnickiego (1867-1953) w Galicji powstał zorientowany niepodległościowo Związek Nieprzejednanych na czele ze Stanisławem Downarowiczem (1874-1941), Ignacym Witoldem Sadowskim (1877-1945) i Wacławem Żmudzkim (1872-1924), stawiający sobie za cel zorganizowanie ruchu zbrojnego wymierzonego w Rosję jako głównego zaborcę – jednak dość szybko zawiesił działalność. Obok niego zawiązało się ugrupowanie znane jako Organizacja Młodzieży Odrodzenia lub po prostu „Odrodzenie”. Łączyło ono w sobie cechy organizacji o celach etycznych, politycznych i militarnych, a główną rolę w jego szeregach odgrywali Stanisław Downarowicz i Władysław Sikorski (1881-1943). W czerwcu 1908 r. we Lwowie utworzył się Związek Walki Czynnej na czele z Kazimierzem Sosnkowskim (1885-1969), Marianem Kukielem (1885-1973), Janem Jurem-Gorzechowskim (1874-1948) i Kazimierzem Fabrycym (1888-1958). ZWC przyjął program przygotowania kadr polskich sił zbrojnych do przyszłej walki z Rosją i, co za tym idzie, ściśle zmilitaryzowaną formę. Działał w konspiracji, podobnie jak wcześniej Nieprzejednani i „Odrodzenie”, których struktury zresztą wchłonął (Downarowicz, Sadowski i Sikorski wstąpili do ZWC). Pod koniec 1908 r., już po wybuchu kryzysu międzynarodowego, kierownictwo ZWC nawiązało cichą współpracę ze służbą wywiadowczą austriackiego Sztabu Generalnego, odmrażając w tym celu kontakty z wywiadem wojskowym Austro-Węgier zapoczątkowane już kilka lat wcześniej przez PPS-Frakcję Rewolucyjną. Słynna K-Stelle miała odtąd, w zamian za usługi wywiadowcze i dywersyjne, popierać przygotowania polskiej irredenty. W 1909 r. austriacki parlament pod wrażeniem niedawnej groźby wojny przegłosował ustawę zezwalającą na tworzenie przez poddanych austriackich ochotniczych organizacji przysposobienia wojskowego, wzorowanych na tyrolskich drużynach strzeleckich, zapewniając im legalny dostęp do broni i amunicji oraz instruktorskie wsparcie oficerów rezerwy. ZWC skorzystał z niej, by dla swojej akcji uzyskać jawny parawan w postaci założonych w 1910 r. Towarzystwa „Strzelec” w Krakowie i Związku Strzeleckiego we Lwowie. Równolegle w 1908 r. na galicyjskim gruncie rozpoczął działalność Polski Związek Wojskowy pod komendą Mieczysława Norwida-Neugebauera (1884-1954), tworzony przez środowisko młodzieży narodowej skupione wokół pisma „Zarzewie”, które następnie wyłamało się ze struktur Narodowej Demokracji, zrażone jej pasywistycznym i asekuranckim kursem. Przywódcy kręgu „zarzewiackiego” – obok Neugebauera Feliks Młynarski (1884-1972), Marian Żegota-Januszajtis (1889-1973) i Michał Rola-Żymierski (właśc. Łyżwiński, 1890-1989) – w 1910 r. przekształcili PZW w tajną Armię Polską, a w 1911 r. zaczęli organizować własne jawne związki zbrojne – Polskie Drużyny Strzeleckie. W niedługim czasie nastąpił istny wysyp polskich organizacji wojskowych; oprócz wcześniej wymienionych rozwinęły się Polowe Drużyny Sokole, Drużyny Bartoszowe i Drużyny Podhalańskie. Ruszyła też budowa zaplecza instytucjonalnego dla tych awangard narodowego czynu zbrojnego. Na zjeździe w Zakopanem w sierpniu 1912 r. powołano do życia Polski Skarb Wojskowy pod prezesurą Władysława Studnickiego, odpowiedzialny za pozyskiwanie funduszy na finansowanie ruchu wojskowego; kilka miesięcy później, w grudniu, na zjeździe w Wiedniu narodziła się Tymczasowa Komisja Skonfederowanych Stronnictw Niepodległościowych jako platforma porozumiewawcza polskich ugrupowań politycznych popierających irredentę i akcję militarną. W pierwszym ze zjazdów udział wziął neoromantyczny poeta-mesjanista Tadeusz Miciński (1873-1918), wygłaszając płomienną mowę w narodowo-rewolucyjnym tonie. W roku 1914 dla tego aparatu, przygotowanego nie bez trudności przez najaktywniejszą część polskich elit, wybiła wreszcie godzina mobilizacji.
Przejście od dekadentyzmu do heroizmu, które dla konkretnych postaci bywało przejściem z zadymionych kawiarń na pola bitew, zdarzało się wówczas nie tylko w Polsce. Kiedy Włochy toczyły wojnę z Turcją o Trypolitanię i Cyrenajkę (1911-1912), Gabriele d’Annunzio (1863-1938), do niedawna patron i wzór dekadentów całej Europy, głosił chwałę włoskiego oręża w tomach poezji „Pieśni o niebie, morzu, ziemi i bohaterach” (1911) oraz „Pieśni o czynach zamorskich” (1912). Kiedy w 1915 r. Włochy przystąpiły do I wojny światowej, sam wdział mundur i okrył się bojową sławą.
Według angielskiego historiozofa Arnolda Toynbee (1889-1975) dziejami świata rządzi mechanizm polegający na udzielaniu przez poszczególne wspólnoty odpowiedzi (response) na wyzwanie (challenge) rzucane im przez Historię. Jak się wydaje, tu tkwi siła, zdolna przemienić dekadentyzm w heroizm. W dziejowym punkcie wahania, gdy niepewność położenia wytwarza dekadencką aurę kulturową, przesyconą zwątpieniem, Historia musi postawić elicie narodu zadanie. Jeżeli elita zdobędzie się na zbiorową odpowiedź, rodzi się Czyn, inaczej – nadchodzi rzeczywisty upadek.
W porozbiorowych dziejach Polski wszystkie pokolenia do „pokolenia 1914” włącznie musiały mierzyć się z wyzwaniem: jak odtworzyć utracony byt państwowy? Wyzwanie to stanęło potem ponownie przed Polakami podczas II wojny światowej. „Pokolenie 1914” musiało zarazem odpowiedzieć na nowe wyzwanie: jak utrwalić odzyskane państwo, jak utrzymać jego istnienie? W okresie powojennym polskie elity społeczne zmagały się z jeszcze jednym problemem: jak przywrócić państwu narodowy charakter, a potem niepodległość, jak uwolnić je z położenia wytworzonego przez Historię w latach 1944-1945? (Co znamienne, centralną kategorią tych historycznych zmagań było zawsze państwo.). Nasze pokolenie jak dotąd nie widzi i nie chce widzieć dla siebie żadnego dziejowego zadania. Jest pokoleniem bez celu, pchniętym w bezideową, demoralizującą konsumpcję.
Gdzie jesteś, Historio? Musisz powrócić. W Polsce każdego dnia wyglądamy twego nadejścia. Przybądź i przebudź to stado baranów. Przypomnij mu, że ma być narodem – że nim jest. A jeśli nie, to poślij je na rzeź.
Adam Danek








2 komentarze