Wojciech Duszyński: Pluto – rakieta z piekła rodem, czyli latający Czarnobyl

Istnieją projekty wojskowe, które szczęśliwie, dzięki łasce Opatrzności, nie doczekały się nigdy praktycznej realizacji czy też wdrożenia do regularnej służby. Świadomość dość rozpowszechniona w obecnej kulturze, kazałaby nam zasadniczo utożsamiać tego rodzaju mroczne wynalazki ze Związkiem Radzieckim – państwem uznawanym wszak za groźne Imperium Zła. Tymczasem zachodni demokratyczny adwersarz (mający przecież już przecież pewną zaprawę w dewastatorskich koncepcjach, w postaci chociażby nalotów dywanowych w czasie II wojny światowej) wcale nie ustępował Sowietom w ich opracowywaniu. To właśnie tam budowano jedną z najbardziej ponurych broni, jakie ludzki umysł zdolny był wymyślić. Chodzi tu mianowicie o Pluto SLAM (akronim od supersonic low attitude missile – naddźwiękowy pocisk niskiego pułapu). Trzeba przyznać, iż sama nazwa – wzięta od rzymskiego boga świata podziemnego i śmierci, odpowiednika greckiego Hadesa, została wybrana nader stosownie i w zgodzie z amerykańską tradycją. i

Program ów rozpoczął się w styczniu 1957 roku, na fali powszechnego zainteresowania młodą dziedziną, jaką była energia nuklearna. Oprócz zastosowania cywilnego, do wytwarzania elektryczności, jak również militarnego w postaci broni jądrowej, postulowano wykorzystanie jej do napędu różnorakich pojazdów. Niektóre z tych koncepcji doczekały się spełnienia, jak różnorakie okręty, zarówno nawodne jak i podwodne, podczas gdy inne nie (tutaj wspomnieć można o projekcie Orion – materiał dotyczący niego był już prezentowany na portalu). Oczywiście zamierzano użyć siły atomu także do poruszania samolotów – nad takimi pracowano zarówno w ZSRR jak i USA. W przypadku Pluto chodziło dokładnie o zastosowanie nuklearnego napędu typu ramjet, w polskim języku technicznym określanym mianem silnika strumieniowego. Jego zasada działania jest nadzwyczaj prosta: powietrze zasilające napęd, odpowiednio ukształtowanym wlotem powietrza i kanałem dolotowym dostaje się do komory spalania. Jest ono zarazem sprężane (bez udziału jakiejkolwiek mechanicznej sprężarki), a w skutek tego naturalnie rośnie jego temperatura. Niebawem przekracza ona temperaturę zapłonu paliwa, które wówczas jest wtryskiwane, a jego gwałtowne spalanie dostarcza energii koniecznej do poruszania się. Mankament rozwiązania stanowi konieczność posiadania przez pojazd o takim napędzie, odpowiedniej prędkości już na wstępie (tak aby przepływ powietrza funkcjonował w sposób należyty), zatem wcześniej musi on rozpędzić się korzystając z innych środków. Nuklearny silnik strumieniowy działa analogicznie oprócz tego, że w miejsce konwencjonalnego paliwa stosowany jest reaktor atomowy, który podgrzewa silnie sprężone powietrze do bardzo wysokiej temperatury.

Taki też napęd miał napędzać Pluto. Niewątpliwie dawałby on bardzo wysoką siłę ciągu, umożliwiającą uzyskanie prędkości ponad 3 machów (czyli przeszło trzykrotnej prędkości dźwięku) na wysokości zaledwie 300 m. Poruszanie się z nią w warstwie gęstego powietrza stanowiłoby naprawdę ciężkie wyzwanieii. Oprócz silnika, istotna jest tu wytrzymałość termiczna konstrukcji, gdyż pojazd w wyniku tarcia rozgrzewa się do wysokich temperatur, znacznie przekraczających granicę topnienia standardowo używanych w lotnictwie stopów aluminiowych. Zarazem nadwyżki ciągu oferowane przez napęd umożliwiały naprawdę solidną budowę i taką też otrzymać miał planowany pocisk, co przyczyniło się do ochrzczenia go w gronie konstruktorów „latającym łomem” Oczywiście obiekt poruszający się z taką prędkością na małej wysokości byłby bardzo ciężki do zatrzymania przez jakąkolwiek obronę przeciwlotniczą (radary naziemne mają kłopoty z wykrywaniem nisko lecących obiektów z uwagi na nierówności terenu). Inną zaletą stanowił praktycznie nieograniczony zasięg, sięgający wedle przewidywań na (co prawda na dużym pułapie) przekraczający nawet 100 000 kilometrówiii. Czyniło by to z pocisku broń o globalnym zasięgu, zdolną zaatakować dowolny punkt na kuli ziemskiej, będąc wystrzelonym z dowolnego innego. Wedle założeń operacyjnych, wystrzelony z terytorium Stanów Zjednoczonych przy użyciu konwencjonalnych rakietowych silników pomocniczych miał osiągnąć pułap około 11 km nad ziemią, gdzie uruchamiany byłby napęd. Po zbliżeniu się do terytorium przeciwnika miała obniżać wysokość i z prędkością około 3,5 macha dokonywać ataku. Pojazd kierowałby się nad kolejne cele na które zrzucałby kolejno ładunki termojądrowe (mógł ich przenosić pokaźną liczbę: od 14 do 26). Po opróżnieniu komory bombowej, ten w istocie samolot bezzałogowy krążyłby nad wrogim terytorium pustosząc je za pomocą… napędu, który stanowił czynnik potęgujący destruktywność Pluto jako uzbrojenia. Z jednej strony bowiem sam przelot ciężkiego obiektu, z taką prędkością, na wysokości sięgającej zaledwie kilkudziesięciu metrów, jest bardzo niebezpieczny z uwagi na falę uderzeniową przezeń wytwarzaną, zdolną niszczyć i uszkadzać nieumocnione budynki, o ludziach oczywiście nie wspominając. Z drugiej, atomowy silnik strumieniowy generowałby znaczne ilości materiału promieniotwórczego zatruwającego teren. Sam zaś pocisk mógłby utrzymywać się w powietrzu długo, wręcz całymi dniami. Destruktywność PLUTO czyniłaby z niego ostateczną broń, służącą totalnej destrukcji przeciwnika, wraz ze zniszczeniem terenu na długie nawet lata z powodu skażenia.

Cechy jakimi odznaczać się miał silnik, przyczyniły się jednak do klęski programu. Naturalnie bowiem każdy pojazd należy przetestować. W wypadku zaś takiego napędu było to niezwykle mocno problematyczne, z uwagi na groźbę dewastacji własnego terytorium. Rozważano wprawdzie różne koncepcje (jak przeprowadzenie próby nad Pacyfikiem) ale żadna się nie przyjęła. Gwoździem do trumny był rozwój pocisków balistycznych uważanych za pewniejszy i mniej kontrowersyjny sposób na przenoszenie głowic jądrowych. Tym bardziej, że program SLAM notował opóźnienia i stało się jasne, że pociski nie osiągną gotowości bojowej wcześniej niż w latach 70. W końcu w czerwcu 1964 roku program zamknięto definitywnie. Wcześniej zdążono jednak przetestować naziemnie dwa reaktory eksperymentalne (oznaczone odpowiednio Tory – IIA i Tory – IIC) mające służyć za podstawę do opracowania samego napędu.

iOdsyłamy tutaj do tekstu publikowanego już na Xportalu, czyli manifestu Globalnego Sojuszu Rewolucyjnego (a dokładnie jego IV czesci), gdzie problematyka odniesień symboliki amerykańskiej została poruszona:

Globalny Sojusz Rewolucyjny: Manifest

ii Dla porównania SR-71 Blackbird, najszybszy odrzutowy samolot załogowy w dotychczasowej historii, osiągał prędkość maksymalną 3,3 ma. na wysokości 24 000 m.

iii Dalej porównując: zasięg obecnie używanych pocisków międzykontynentalnych sięga zaledwie kilkunastu tysięcy kilometrów.

4 komentarze

Leave a Reply