Po zakończeniu dwudniowej wizyty delegacji francuskiego parlamentu na Krymie jej przewodniczący, Thierry Mariani, wystąpił na konferencji prasowej, w toku której ukraiński dziennikarz zapytał go, „ile mu zapłacił rosyjski rząd” za podróż na półwysep.
– Odrzucam pana pytanie. Zgadzam się odpowiedzieć na wszelkie pytania i uwagi natury politycznej, ale pańskie pytanie jest, powiem to bez ogródek, g…ne, i nie zamierzam na nie odpowiadać, i wyrażam wobec pana swoją pełną pogardę. A panu ile płacą za zadawanie takich pytań? Sam fakt, że może pan zadawać tak wstrętne pytania, znajdując się na terytorium Rosji, świadczy o tym, że Rosja jest krajem wolności słowa. I jest ono tym obrzydliwsze, że, gdybyśmy znajdowali się teraz na Ukrainie, nie miałbym raczej możliwości zadania panu takiego pytania. – odciął się Mariani.
Źródło: sputniknews.com
Komentarz Redakcji: Zwróćmy uwagę, że kiedy w Polsce publicysta czy działacz polityczny o poglądach odbiegających od zachodniackiego g(ł)ównego nurtu zostanie rutynowo oskarżony o bycie „ruskim agentem”, miesza się, zaczyna się tłumaczyć i z góry przyjmuje, że to on ma udowodnić swoją niewinność. Francuzi najwyraźniej takich kompleksów nie mają. (A.D.)








