Juszczenkę widziano handlującego na pchlim targu – taką informację przekazała w sobotę znana ukraińska strona społecznościowa „Nasz Kijów” (via Facebook). Jak dowiadujemy się, były prezydent Ukrainy sprzedawał tam… wyszywanki – tradycyjne, bogato zdobione haftami koszule. To nie jest żart!
Idę tak, patrząc na wszelkiego rodzaju rzeczy w nadziei, że uda mi się kupić coś klasycznego za nieduże pieniądze – i nagle mój wzrok pada na Wiktora Andriejewicza [Juszczenkę]. Siedzi na plastikowym krześle, pijąc kawę z papierowego kubka. A przed nim rozłożone wyszywanki dawnej daty. Sprzedaje, znaczy się. Ludzie podchodzą, pozdrawiają. Poprosiłam o zgodę na zrobienie zdjęcia – odpowiedział: Nie ma problemu. Rozmawialiśmy z panem Juszczenką o pogodzie, o tym i owym, potem na pożegnanie uścisnęliśmy sobie dłonie – pisze jedna z redaktorek, o pseudonimie „Siostra Walizkowa” (Сестра Чемоданова – pewnie od walizek, częstych wśród tamtejszych sprzedawców bazarowych).
Komentarz Redakcji: Ciekawe są także komentarze czytelników strony „Nasz Kijów”; zaiste ujawniają one różne zakamarki współczesnej ukraińskiej psyche. Najwięcej polubień zebrał wpis:
A wiecie, czemu w Rosji nie można zobaczyć byłych prezydentów na targu? Bo tam nie ma byłych prezydentów ))
Najwyraźniej wielu mieszańców Ukrainy po tzw. Majdanie nauczyło się robić przysłowiową „dobrą minę do złej gry”, ignorując najbardziej oczywiste fakty (bo np. Gorbaczow i Miedwiediew żyją obaj. Chyba, że interpretować ten wpis inaczej – bo faktycznie, nikt ich jeszcze nie widział handlujących starociami na pchlim targu).
A miało być tak pięknie… miała być „nowa Ukraina”, drugie Niebiańskie Jeruzalem na wschodzie pod przewodnictwem prozachodniego Juszczenki. Neokolonialne, waszyngtońskie „elity” znad Wisły i innych krajów UE majtały radośnie pomarańczowymi flagami, padały szumne deklaracje poparcia dla „europejskich aspiracji Ukrainy” itd.
Wyszło gorzej niż zwykle – druga Somalia. Kto wie, gdyby nie silna Flota Czarnomorska, to pewnie na Morzu Czarnym zaczęli by grasować piraci. Ukraińscy, nie somalijscy. W końcu żyć z czegoś trzeba.
Jest w tym swego rodzaju chichot historii. Trzeba pamiętać, że Juszczenko to człowiek, który wypuścił banderowskiego „dżina” z butelki – właśnie za jego kadencji nasilił się rewizjonizm historyczny w szkołach i mediach lokalnych (zwłaszcza na zachodzie kraju), zaczęły się „rajdy śladami UPA” i inne imprezy, kształtujące wśród młodych Ukraińców błędne przeświadczenie, że Stepan Bandera i członkowie jego organizacji byli bohaterami. Jednocześnie pogłębił się rozdźwięk między wschodem a zachodem kraju – konsekwencją czego jest obecny, wielce żałosny stan Ukrainy. To właśnie od elekcji Juszczenki, hołubionego przez media zachodnie i polskie, odznaczanego przez obce establishmenty, z licznymi doktoratami honoris causa (za jakie niby zasługi?) oraz od dojścia do władzy jego kliki (niemniej skorumpowanej niż poprzednia) zaczął się proces, który ostatecznie doprowadził do wybuchu wojny domowej w Donbasie i znacznego zubożenia społeczeństwa.
Które to zubożenie nie ominęło nawet samego Juszczenki. Karma, jak powiedzieli by towarzysze barona von Ungerna oraz pana Ossendowskiego.
(na podst. Nasz Kiev sporządził M.M.)









4 komentarze