Marcin Mamoń to dziennikarz dość kontrowersyjny, znany z wielce negatywnego stosunku do Rosji (do tego stopnia, że czeczeńskich islamistów uważa za potencjalnych sojuszników dla Polski, a niektórych tytułuje wręcz mianem „braci”, tudzież „przyjaciół”) oraz do prezydenta Baszara al-Assada. Swego czasu w wywiadzie udzielonym dla Onetu (link) przyznał się nawet do tego, że pomógł islamiście poszukiwanemu w Egipcie listem gończym dostać się do Polski („Kutejbah znalazł się na liście poszukiwanych ludzi w Egipcie. Nie będę zdradzał szczegółów, ale powiem tylko, że pomogłem mu dostać się do Polski. Tutaj otrzymał status uchodźcy. Zakładam jednak, że będzie chciał wrócić do Syrii i dalej walczyć”).
Wczoraj na portalu Pressmania.pl pojawił się jego artykuł, pt. Czeczeni powinni być dzisiaj przyjmowani do Polski. Warto przytoczyć z niego co ciekawsze passusy:
Minister Błaszczak powinien wreszcie zapoznać się z Konwencją Genewską, którą Polska podpisała… Jej fundament to przepis mówiący, że każdy uchodźca jeśli z jakiegoś powodu chce i deklaruje chęć posiadania azylu w którymkolwiek kraju który podpisał konwencję, to nawet, jeśli przekracza granicę bez żadnych dokumentów (jest wielu takich), Polska i każde inne państwo które konwencję podpisało ma obowiązek go przyjąć. Chodzi o obowiązek a nie dobrą wolę. […] Nieprzyjęcie czeczeńskich uchodźców, uzasadnienie, że nie zostają wpuszczani bo nie maja wiz (sic!) w opisywanym ostatnio przez media przypadku to rażące łamanie Konwencji Genewskiej. Polska Straż Graniczna łamie Konwencję od lat. Czyni to zupełnie bezkarnie…!
Oczywiście nie jest tak, że można wymuszać na jakimkolwiek poważnym państwie przyjęcie uchodźców. Jeśli służby nie mogą zweryfikować przeszłości uchodźców pochodzących z krajów o wysokim stopniu fanatyzmu islamskiego (tudzież borykającego się z innymi poważnymi patologiami wśród ludności), to mogą takich osób najzwyczajniej nie wpuszczać. Może i z naruszeniem wspomnianej Konwencji, jednak działając w dobrej wierze – stojąc na straży bezpieczeństwa własnych obywateli.
Mamoń pisze dalej:
Mamy na wschodzie coraz bardziej niebezpiecznego i agresywnego, ale wspólnego wroga. Czeczeni powinni być dzisiaj przyjmowani do Polski a po weryfikacji i odsianiu przez służby ewentualnej agentury rosyjskiej, rekrutowani do Wojska Polskiego. Nie byłby to precedens. Tuż przed wojną rosyjsko-gruzińską w 2008 roku, próbował to robić prezydent Saakaszwili ale niestety zbyt późno.
A co z odsianiem dżihadystów? Czyżby pan Mamoń o tym zapomniał? A może dla niego nie jest to problem? Natomiast jeśli chodzi o kwestię gruzińską, to warto przypomnieć o dwóch faktach: po stronie Gruzinów w wojnie z Rosją walczyli także islamiści czeczeńscy (zarówno urodzeni na terenie Gruzji, jak i poza nią). Jeden z nich to późniejszy „minister wojny” ISIS – Tarkhan Batiraszwili, znany na Bliskim Wschodzie jako Abu Omar al-Shishani. W lipcu br. Al-Amak (agencja medialna ISIS) potwierdziła wiadomość, że zginął w nalocie na irackie miasto Al-Shirqat.
Ciekawe informacje nt. Gruzji zawiera też raport opublikowany przez skrajnie prozachodni Ośrodek Studiów Wschodnich, zatytułowany Homo dżihadicus. Islam na obszarze byłego ZSRR a fenomen postsowieckich bojowników w Syrii i Iraku (link do tekstu). W raporcie jest mowa m.in. o braku reakcji władz gruzińskich na problem radykalizmu islamskiego: [str. 14] Na obszarze postsowieckim Hizbut Tahrir cieszy się dużą popularnością wśród społeczności muzułmańskich, jednak jest nielegalna wszędzie poza Ukrainą i Gruzją, a członkostwo w niej jest karalne. [dalej, str. 17] Jedynie w dwóch państwach regionu salafizm nie spotyka się z negatywną reakcją ze strony władzy – na Ukrainie (Tatarzy krymscy) i w Gruzji (wąwóz Pankisi).
Wspomniany wąwóz charakteryzuje się najwyższym stwierdzonym naukowo odsetkiem dżihadystów wyjeżdżających na Bliski Wschód [str. 35]. Jest to konsekwencją z jednej strony pobłażliwego stosunku władz gruzińskich do radykałów islamskich, z drugiej zaś panujących na tych terenach wielkiej biedy i deprywacji, którymi to problemami żaden z dotychczasowych rządów Gruzji się nie zajął.
Wracając do tekstu Mamonia, na koniec prawdziwa wisienka na torcie:
Nie ma dzisiaj na świecie lepszych od Czeczenów, bardziej doświadczonych i umotywowanych żołnierzy, czy instruktorów do bardzo promowanej przez MON i ministra Macierewicza tzw. „obrony terytorialnej” (szczególnie przed Rosjanami). Jednak do podejmowania takich decyzji potrzebna jest odwaga, wiedza i wizja… W ostatnich wypowiedziach ministra MSW niestety niczego takiego nie znajduję. Szkoda.
Musimy koniecznie się podzielić tą wiedzą z kolegami z OT. Na pewno będą… ehm, zachwyceni geniuszem Mamonia. Zaś minister Błaszczak – może nie słynie z odważnych decyzji, posiadania jakiejkolwiek oryginalnej wizji (innej niż Kaczyński) tudzież nawet innych upodobań niż Prezes (mówi jak prezes, myśli jak prezes, gniewa się jak prezes, ma takich samych wrogów jak prezes, ma identyczne opinie polityczne, jest tak samo jak prezes wrażliwy i jest wrażliwy dosłownie na to samo), jednak w kwestii uchodźców czeczeńskich nie sposób odmówić mu słuszności. Pozostaje mieć nadzieję, że minister (a właściwie to Prezes) nie ugnie się pod jazgotem polityków zachodnich tudzież pro-imigracyjnych pomiotów Sorosa.
W opisie na końcu artykułu znajdują się dwa ewidentne błędy: Mamoń wraz ze swoim operatorem byli więzieni przez Al-Kaidę, nie ISIS – i w 2015, nie w 2016 roku.
Komentarz Redakcji: W zachowaniu Mamonia można byłoby doszukiwać się czegoś na wzór tzw. syndromu sztokholmskiego tudzież przypadku Patty Hearst – gdyby nie fakt, że polski dziennikarz był zafascynowany bojownikami czeczeńskimi co najmniej od czasów pierwszej wojny czeczeńskiej. Wspominał o tym m.in. w wywiadzie udzielonym dla „Pressmanii”, który przeprowadził z nim jego znajomy, Tomasz Grzywaczewski. Którego zresztą ostatnio oskarżał na FB o prorosyjskie sympatie za to, że ten opisał cierpienia ludności armeńskiej na terenach dotkniętych atakiem Azerów w Karabachu (Armenia to sojusznik Rosji, choć raczej z „musu” niż z „miłości”).
Fanatyzm, jak widzimy, może przybierać różne formy. Jednym podoba się ISIS, inni doszukują się wszędzie ukrytych wpływów Rosji. Nawet u przyjaciół.
(na podst. Pressmania.pl sporządził M. M.)









Jeden komentarz