Amerykańskie lotnictwo zbombardowało wojska syryjskie w odciętej enklawie Deir-Ez-Zor oblężonej przez terrorystów Państwa Islamskiego. Zginęło 62 żołnierzy, a ponad 100 zostało rannych. Atak przeprowadziły 2 samoloty F-16 i 2 szturmowe A-10 „Thunderbolt II” .
Atak z powietrza umożliwił „Państwu Islamskiemu” podjęcie szturmu na pozycje Syryjskiej Armii Arabskiej. Syryjska armia stwierdziła, że bombardowanie jest niezbitym dowodem na to, że Stany Zjednoczone wspierają tzw. Państwo Islamskie. Sam atak nazwano „jawną i niebezpieczną agresją”.
Po ciężkich walkach 137. Brygada Artylerii wchodząca w skład 17. Dywizji Rezerwowej SAA wspierana przez oddziały specjalne Qassem zdołała odbić większość terenu straconego w wyniku nalotu amerykańskiego lotnictwa w rejonie Dżabal Tardeh w zachodnim Deir Ezzor. W kontrataku aktywnie pomagało rosyjskie lotnictwo. W Syrii od 12 września trwa zawieszenie broni wynegocjowane przez USA i Rosję.
(Na podst. Al-Masdar News)
Aktualizacja, niedziela 18.09. godz. 11:50
Wg rosyjskiego Ministerstwa Obrony w bombardowaniu brały udział dwa F-16 i dwa A-10, dokonując w sumie czterech uderzeń. Jak się okazało później, jeden z tych samolotów był australijski (a więc maszyna „koalicjanta” USA). Po natychmiastowej interwencji strony rosyjskiej amerykańskie dowództwo Koalicji operację przerwało. Inne źródła mówią o 83 zabitych i ponad 120 rannych. Zniszczeniu uległ także cenny sprzęt wojskowy; brak natomiast informacji o ofiarach cywilnych (były to pozycje obsadzone przez wojsko).
Dowództwo Syryjskiej Armii Arabskiej wczoraj wieczorem określiło dokonane bombardowanie jako akt „poważnej i bezwstydnej agresji”. Zwołano także w trybie natychmiastowym posiedzenie Rady Bezpieczeństwa ONZ. Wczoraj w godzinach wieczornych rosyjski minister obrony zakomunikował, że USA nie dotrzymuje warunków zawieszenia broni, natomiast jeśli porozumienie upadnie, to stanie się to z ich winy. Zdaniem wielu komentatorów, przez wczorajsze naloty zagrożona może być także idea wspólnego amerykańsko-rosyjskiego centrum koordynującego ataki przeciwko terrorystom: Amerykanie już wcześniej nie chcieli dzielić się informacjami wywiadowczymi ani swymi planami ze stroną rosyjską, również wczoraj nie poinformowali Rosjan o zamiarze dokonania nalotów ani o ich koordynatach.
Australijskie ministerstwo obrony we wczorajszym komunikacie odcięło się stanowczo od wszelkich sugestii, jakoby mieli oni świadomie wspierać ISIS czy celowo bombardować pozycje Syryjskiej Armii Arabskiej. Złożyli również kondolencje rodzinom poległych i rannych żołnierzy syryjskich.
Co ciekawe, władze USA obrały nieco inną linię – próbując maksymalnie szkalować rząd syryjski i Rosjan, odwracając jakby w ten sposób uwagę odbiorców od swojego występku. Reprezentująca Stany Zjednoczone w ONZ pani Samantha Power na konferencji prasowej (której fragment na swej stronie zamieściło CNN) użyła nawet sformułowania „jeśli stwierdzimy, że faktycznie dokonaliśmy uderzenia na syryjskie wojsko” – sugerującego, jakoby informacja o nalotach była niepewna. Następnie w swoim wystąpieniu wykorzystała oklepaną narrację o „zbrodniach reżimu Asada”: oskarżając władze w Damaszku o niedopuszczanie pomocy humanitarnej na tereny kontrolowane przez „rebeliantów”, o świadome głodzenie cywilów i zwiększanie śmiertelności wśród nich przez pozbawianie ich dostępu do podstawowych lekarstw (podczas gdy w rzeczywistości taki efekt na skalę całej Syrii ma embargo narzucone przez USA i państwa Europy Zachodniej). Armię syryjską natomiast oskarżyła o rozkradanie pomocy humanitarnej przeznaczonej dla cywilów (!)
Natomiast ze strony irackich dziennikarzy a nawet niektórych polityków pojawiły się głosy przypominające o wcześniejszych podejrzanych incydentach z udziałem amerykańskiego lotnictwa: gdy w trakcie kolejnych ofensyw irackich sił rządowych na terytoria zagarnięte przez ISIS amerykańskie zrzuty z bronią i zaopatrzeniem rzekomo przypadkowo spadały na terytoria będące nadal pod kontrolą dżihadystów (tego typu sytuacje powtarzają się wielokrotnie od 2014 roku). Albo, gdy w rzekomo omyłkowych bombardowaniach ginęli iraccy żołnierze i ochotnicy walczący przeciwko ISIS.
Vitalij Czurkin, rosyjski stały przedstawiciel w ONZ i Radzie Bezpieczeństwa ONZ zwrócił uwagę na podejrzane okoliczności związane z amerykańską „pomocą” udzieloną syryjskiej armii w Deir Ezzor: Amerykanie nie dokonywali dotychczas nalotów na pozycje ISIS w tej okolicy, podobnie jak wcześniej nie przyszli z pomocą Palmirze; w trakcie liczącego ponad sto mil marszu ISIS przed zajęciem miasta, na kolumny terrorystów nie spadła ani jedna bomba tzw. Koalicji. Wspominał także o pewnych szczegółach związanych z rosyjsko-amerykańskimi negocjacjami w sprawie tzw. zawieszenia broni.
Możliwe jest także, że zaistniała tragedia ma związek z wewnętrzną „wojną na górze” we władzach USA: bowiem już w trakcie negocjacji rozejmowych można było zauważyć spore rozbieżności i napięcia między Ashtonem Carterem (Departament Obrony) a Johnem Kerrym (Departament Stanu). Jeżeli przypuszczenia te potwierdzą się, będzie to kolejny element pokazujący, że amerykańska polityka zagraniczna staje się coraz bardziej chaotyczna i destabilizująca dla świata.
Komentarz: Pomimo ogromu zła, jaki dominował w stosunkach polsko-rosyjskich na przestrzeni wieków (i który nadal determinuje percepcję większości Polaków), należałoby popatrzyć inaczej zarówno na rolę USA we współczesnym świecie, jak i na rolę Rosji – oceniając obie formacje po ich realnych działaniach w ostatnich latach, bez sugerowania się przekazem mediów głównego nurtu. Lub chociaż traktując wspomniany przekaz z dużą dozą podejrzliwości: warto choćby wsłuchać się w tembr głosu pani Power w trakcie konferencji (tudzież rzecznika Departamentu Stanu) i zastanowić się, która ze stron kłamie w opisywanej sytuacji.
(Na podst. Al-Masdar News, Associated Press, CNN)








