Dziś (5 października) około południa miał miejsce kolejny, rzekomo omyłkowy nalot lotnictwa amerykańskiego – tym razem jednak w Iraku, w okolicach miasta Kajjarah (leżącego na południe od Mosulu, znajdującego się nadal pod kontrolą ISIS). Nastąpiło ono wkrótce po tym, jak bojownicy prorządowej milicji sunnickiej Haszd al-Aszajeri odparli natarcie ISIS, a po ustaniu walk na lądzie zebrali się w ustalonym punkcie zbornym – jak potwierdził ich dowódca, szeik Nazhan Sakhr al-Lihaybi.
Według informacji, jakich udzielił mediom iracki minister rolnictwa Falah Hassan Zaidan (który także pochodzi z okolic Kajjarah), w nalocie zginęło 21 członków milicji, zaś pięciu zostało rannych. Zdarzenie miało miejsce około 13:00 czasu lokalnego.
Według wyjaśnień oficjeli amerykańskiego Departamentu Obrony, udzielonych przedstawicielom agencji AFP, był to „najprawdopodobniej incydent typu blue-on-green” co w wojskowym żargonie oznacza omyłkowe bombardowanie sił sprzymierzonych. Jednak politycy i aktywiści bliskowschodni w przytłaczającej większości nie wierzą w te wyjaśnienia: incydent jest przezeń często porównywany do masakry w Deir Ezzor (Syria) sprzed trzech tygodni, oraz do wcześniejszych „omyłkowych” bombardowań na terenie Iraku, w których ginęli kombatanci sił prorządowych. Podnoszone są podobne argumenty co wcześniej (np. niby jak światowe mocarstwo dysponujące świetnym wywiadem na lądzie i z powietrza mogło nie wiedzieć, gdzie znajdują się pozycje irackiej milicji, która broniła się na nich już od dłuższego czasu?)

Warto przypomnieć, że naloty miały miejsce akurat w czasie, gdy irackie siły rządowe i ich sojusznicy (jak np. irańscy Strażnicy Rewolucji) oraz grający nieco na własną rękę Kurdowie przygotowują się do odbicia Mosulu z rąk ISIS.
(na podst. Daily Mail, FB, Twitter sporządził M.M.)







