Chiny: Demokracja amerykańska to żart

W sierpniu br. dwie z najważniejszych gazet w Chinach, „People’s Daily” oraz „Global Times” opublikowały krytyczne komentarze nt. panującego w USA systemu politycznego oraz głównych kandydatów do fotela prezydenta. Choć dyplomacja chińska w tego typu sprawach dyplomatycznie zachowuje sporą rezerwę, to media powiązane z władzami cieszą się w tym względzie nieco większą swobodą. Warto pamiętać, że są to te same gazety, które w czasie tzw. Arabskiej Wiosny oraz ukraińskiego Majdanu ostrzegały przed „demokratycznym chaosem” powiązanym z wybuchami niezadowolenia społecznego, oraz powiązanymi z nim zagrożeniami– jak pokazał dalszy bieg wydarzeń, miały w tym względzie pełną rację.

Kandydatka Partii Demokratycznej Hillary Clinton została skrytykowana za doprowadzenie do „wycieku” emaili zawierających informacje istotne dla bezpieczeństwa państwa, oraz za niszczenie dowodów w związku z tym skandalem. Z kolei „Global Times” nazwał kandydata Republikanów Donalda Trumpa „bezczelnym populistą” i „krzykałą”, krytykując go także za seksistowskie wypowiedzi i unikanie podatków. W gazecie zwrócono uwagę także na to, że oboje, zamiast na problemach trapiących gospodarkę oraz zwykłych Amerykanów (recesja, utrata miejsc pracy, przymusowe i coraz wyższe składki na ubezpieczenie zdrowotne), koncentrują się najczęściej na wzajemnych atakach personalnych. „People’s Daily” zauważyło także, że w debacie prezydenckiej kandydaci podchodzili z niedostateczną uwagą do problemów takich jak wzrost napięć etniczno-rasowych, rosnące rozwarstwienie społeczeństwa (zanikanie klasy średniej, ubożenie wielu grup społecznych) oraz wzrastająca polaryzacja polityczna. Nietrudno jednak dostrzec, że częściej celem krytyki chińskich mediów pada kandydat Republikanów – znany ze swej niechęci do Chin (wynikającej jednak nie z irracjonalnych uprzedzeń, lecz jak u osoby doświadczonej w grze biznesowej, z umiejętności rozpoznawania prawdziwego konkurenta do statusu hegemona i przyjmowania priorytetów w oparciu o to). Uwagę chińskich mediów zwraca także „niewyparzony język” Trumpa, pozwalający mu zrazić do siebie kolejne grupy społeczne. Z wiarygodnych źródeł wynika także, iż Pekinowi zależy na zwycięstwie Hillary (być może chodzi o to, że jak wskazał J. Assange, Hillary właściwie nie ma zdolności osądu sytuacyjnego – a przez to może rozłożyć na łopatki mocarstwowość USA, co byłoby korzystne z punktu widzenia Chin). Toteż nic dziwnego, iż to głównie Trump, w Chinach zwany też „Czuanpu”, stał się obiektem docinków chińskich mediów i obywateli. Zamienił wybory w żart – można było przeczytać na powiązanym z chińskim rządem portalu CRI Online.

Podobne komentarze padają również ze strony rosyjskiej: kilka dni temu, komentując wybory w USA, rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow dosłownie rozśmieszył do łez przeprowadzającą z nim wywiad dziennikarkę Christiane Amanpour (CNN). Na zasugerowane przez nią podobieństwo między skandalem obyczajowym wywołanym w Rosji przez zespół „Pussy Riot” (sprawa rozdmuchana przez media zachodnie) a nagraną na „taśmach prawdy” seksistowską wypowiedzią Trumpa („Grab them by the pussy. You can do anything”), minister Ławrow po chwili wahania odpowiedział: – Nie wiem czy będzie to brzmiało godnie, gdyż angielski nie jest dla mnie językiem ojczystym, ale w waszej kampanii prezydenckiej po obu stronach jest tak wiele „pussies”, że wolę powstrzymać się od komentarza.

Ciekawe badania dotyczą też chińskich studentów, studiujących poza ojczyzną, głównie w USA (a także w Wielkiej Brytanii) – większość z nich po zapoznaniu się z funkcjonowaniem zachodniej demokracji liberalnej (oraz różnymi jej absurdami), przeważnie patrzy z większą przychylnością na panujący w Chinach system polityczny. Tendencja wzrostowa tego trendu nasiliła się zwłaszcza w ciągu ostatniego roku.

Wyścig [kandydatów] w stronę absolutnego dna zmusi obywateli do ponownego przemyślenia wartości demokracji – tak „Global Times” podsumował bodaj najbardziej pewien z rezultatów wyborów w USA. Chińskim mediom trudno odmówić pewnej racji; patrząc na komentarze (oraz memy) wyrażające zatroskanie wielu zwykłych Amerykanów, łatwo odnieść wrażenie, że coś jest mocno nie tak.

Niewiele jednak z tego przenika do europejskich (i polskich) mediów głównego nurtu – w końcu, jak pisał F. Fukuyama, „demokracja zwycięża na wszystkich frontach”, a wersja ta obowiązuje nadal w narracji mainstreamowej (ciekawe tylko, na jak długo).

(na podst. The Guardian, Reuters, The Daily Caller sporządził M.M.)

xinsrc_3521106161350953315197

Leave a Reply