Przed kilkoma dniami Rodrigo Duterte złożył oficjalną wizytę w Chinach. Stała się ona okazją do potwierdzenia zamiarów dokonania zwrotu w polityce zagranicznej Filipin, zapowiadanego przez prezydenta od pewnego czasu.
– W tej sali ogłaszam moją separację od Stanów Zjednoczonych. (…). Militarnie, choć może nie w sferze społecznej, jednak także w dziedzinie gospodarki Ameryka straciła. Stanów Zjednoczonych nie można już uważać za największą potęgę świata (…), ponieważ winne są Chinom wiele pieniędzy. (…). I może teraz udam się do Rosji, aby porozmawiać z Putinem i powiedzieć mu, że teraz jest nas trzech przeciw światu: Chiny, Filipiny i Rosja. To jedyna droga. – mówił Duterte 20 października podczas uroczystego spotkania z Xi Jinpingiem w Wielkiej Hali Ludowej w Pekinie. Wraz z nim w spotkaniu, które prowadził chiński wicepremier Zhang Gaoli, uczestniczyło dwustu filipińskich biznesmenów.
Tego samego dnia przywódcy obu krajów podpisali trzynaście porozumień dotyczących m.in. współpracy w dziedzinie inwestycji, finansów, energetyki, rolnictwa, mediów, turystyki, walki z handlem narkotykami i bezpieczeństwa na morzach. Ich łączna wartość szacowana jest na 13,5 miliarda dolarów.
Jeszcze w 2014 r. ówczesne władze Filipin podpisały z USA porozumienie o pogłębionej współpracy gospodarczej. Obecnie amerykańscy komentatorzy wyrażają obawy, że wcielenie przez Dutertego w życie nowej koncepcji polityki zagranicznej spowoduje klęskę amerykańskiej strategii „zwrotu ku Pacyfikowi” ogłoszonej w 2011 r.
(Na podstawie PAP i forsal.pl opracował A.D.)









Jeden komentarz