Rozpoczęta 28 października ofensywa islamistów trwa nadal. Zgodnie z wcześniejszymi obawami, wyrażanymi przez część komentatorów, islamiści do przegrupowania się i ściągnięcia posiłków wykorzystali okres 10-dniowego zawieszenia nalotów (na co naciskały zwłaszcza czynniki zachodnie, wykorzystując jako pretekst trudną sytuację ludności cywilnej w Aleppo).
Terroryści rozpoczęli działania od intensywnego ostrzału rakietowego i artyleryjskiego, skierowanego na zamieszkane przez ok. 1,5 mln mieszkańców „rządowe” zachodnie Aleppo (w dzielnicach zajętych przez islamistów mieszka ok. 250 tys. ludzi, zaś w kurdyjskiej dzielnicy Szeik Maksud około 110-120 tys.). Bomby spadły na szkoły i domostwa, pierwszego dnia zginęło kilkanaście osób, ponad sto zostało rannych. Następnie do akcji weszli samobójcy, kierowcy samochodów-bomb (VBIED); ataku na posterunek prorządowej milicji (NDF) w dzielnicy Al-Assad dokonał obywatel francuski, służący pod rozkazami grupy Jabhat Fatah al-Sham. Po nich pojawiły się czołgi i transportery opancerzone, z załogami uzbrojonymi w broń ciężką. Natomiast znajdujące się nadal we wschodnim Aleppo bojówki Ahrar al-Sham dokonały ataków rakietowych na obszar bazy lotniczej Neirab i sąsiadującego z nią cywilnego lotniska w Aleppo. Trzeciego dnia „rebelianci” użyli również gazów bojowych, w wyniku czego zostało poszkodowanych 16 osób z dzielnicy al-Hamdaniya (jedna z nich zmarła).
Dysponujący rezerwami islamiści nie zaniechali wprowadzania do akcji coraz to nowych posiłków (nieraz tak egzotycznych jak np. kontyngent Ujgurów-dżihadystów, którzy zdobyli wcześniej doświadczenie w górach Badachszanu w płn. Afganistanie). W jednym z punktów zbornych terrorystów w Aleppo pojawił się także… Mahmoud Raslan, aktywista medialny „umiarkowanych” islamistów syryjskich (ten od zdjęcia syryjskiego chłopca „Omrana” rozsławionego przez media głownego nurtu, znany również z fotografowania się z „umiarkowanymi” dzieciobójcami z Nur ad-Din al-Zinki). Do boju o „wolność i demokrację” gotowali się z jakże umiarkowanym i demokratycznym hasłem – „Allahu akbar!”
Pomimo zmasowanych ataków oraz posiadania przewagi w ludziach i sprzęcie, nacierającym z zewnątrz fanatykom nie udało się przebić do sojuszniczych grup terrorystycznych, zamkniętych w mieście pierścieniem oblężenia sił rządowych. Zajęli jedynie część dzielnicy Al-Assad (zaznaczoną na poniższej mapie zielonymi ukośnymi liniami).

Według stanu z 30 października, nacierający islamiści stracili około 70 zbrojnych, 7 pojazdów opancerzonych, 19 samochodów-bomb (VBIED – wliczając w to także te, które eksplodowały po dojechaniu do celu), 8 pojazdów technicznych i zaopatrzenia, 2 czołgi oraz 2 działa. Natomiast straty sił rządowych i sojuszników z Hezbollah wyniosły 25 zabitych, 3 czołgi, 1 transporter ZSU-23-4 „Szyłka” oraz 2 pojazdy zaopatrzenia.
Wskutek ostrzału „rebeliantów” zginęły także 84 osoby cywilne, kilkaset zostało rannych. Sytuacja stała się na tyle poważna, że nawet Specjalny wysłannik ONZ do Syrii Staffan de Mistura powiedział w niedzielę (30 października), iż jest „zaszokowany i przerażony” masowym ostrzałem rakietowym, dokonanym przez „rebeliantów”. Jest to o tyle znamienne, że dotychczas przedstawiciele ONZ nie formułowali podobnych wypowiedzi, koncentrując się na potępianiu działań Rosji i rządu w Damaszku.
(na podst. Deutshe Welle, Daily Mail, South Front, Al-Masdar News oprac. M. M.)








