W ostatnich dniach na ulicach Santiago i innych chilijskich miast rozgorzały na nowo burzliwe protesty społeczne przeciwko AFP, chilijskiej wersji OFE. Wprowadzony w 1981 roku przez reżim Augusto Pinocheta system prywatnych towarzystw ubezpieczeń emerytalnych od lat budzi duże kontrowersje, gdyż nie zdołał zapewnić emerytom środków do godnego życia, stanowiąc jednocześnie prawdziwą żyłę złota dla zarządzających składkami emerytalnymi finansistów.
Jest to już kolejna fala manifestacji po tej z lipca i sierpnia, kiedy to tylko na ulicach Santiago protestowało jednocześnie 600 tysięcy osób. Regularnie dochodzi do zamieszek i aktów wandalizmu. Socjalistyczna prezydent Michelle Bachelet potępiła akty przemocy, ale jednocześnie zapewniła, że podejmie prace nad reformą systemu.
Zdaniem aktywistów ruchu „Nie dla Funduszy” sprawa nie cierpi zwłoki, gdyż poziom życia emerytów jest dramatycznie niski. Wbrew obietnicom Pinocheta, przeciętna wysokość emerytury wynosi nie 70 procent ostatniej pensji, a około 30-50 procent. Choć prywatne towarzystwa obracają niebagatelną kwotą 171 miliardów dolarów, a zyski za poprzedni rok osiągnęły 71 procent, to świadczenia są tak mizerne, że emeryci ustawiają się w kolejkach po zapomogi socjalne. Warto wspomnieć, że jeszcze w okresie dyktatury wojskowi i urzędnicy zapewnili sobie osobny, państwowy system emerytalny, który wypłaca pensje w wysokości niezależnej od koniunktury gospodarczej.
(na podstawie gazeta.pl i yahoo.com opracował RS)








