Władimir Bukowski, były więzień GUŁAGu, wieloletni dysydent antysowiecki oraz autor książki „I powraca wiatr” sprawiał wrażenie niezwykle wiarygodnej osoby w roli „opozycjonisty antyputinowskiego”. Właśnie tak przez lata ukazywały go media zachodnie, zwłaszcza brytyjskie (Bukowski od lat 70-tych mieszka na terenie Wielkiej Brytanii).
Problem w tym, że ów „opozycjonista” ma jedną, bardzo naganną słabość – do pornografii dziecięcej. Zaledwie kilka dni temu (12 grudnia) stwierdził to prokurator, w toku trwającego już ponad rok postępowania.
Komputer 73-letniego Bukowskiego został namierzony w 2014 roku w ramach operacji prowadzonej przez jednostkę Child Exploitation and Online Protection Centre; w październiku tegoż samego roku został on aresztowany. Jego proces przed Sądem Koronnym w Cambridge miał się rozpocząć pod koniec kwietnia roku następnego, jednak stan zdrowia oskarżonego (który w maju 2015 r. przeszedł skomplikowaną operację serca) i jego koneksje medialne w praktyce bardzo spowolniły śledztwo. Bukowski nie przyznał się do winy, twierdząc, że kompromitujące go materiały zostały „podrzucone” na jego komputer przez hackerów FSB. Następnie zaskarżył Koronną Służbę Prokuratorską o zniesławienie go, żądając odeń zadośćuczynienia w kwocie 100 tys. funtów brytyjskich (!). Jednak w lutym 2016 roku jego wniosek został oddalony, a śledztwo przeciwko niemu ruszyło znowu.
Wreszcie 12 grudnia 2016 Bukowski stanął na rozprawie przed sądem w Cambridge, oskarżony o tworzenie i posiadanie nieprzyzwoitych zdjęć z udziałem dzieci (prawie samych chłopców, określanych wiekowo jako od „bardzo młodych” do około 12 lub 13 lat), oraz wygenerowanej komputerowo pedofilskiej grafiki. Oskarżony nadal wypierał się zarzutów. Jednak jak twierdził prokurator Will Carter, pedofilskie zainteresowania Bukowskiego sięgają co najmniej końca lat 90-tych, gdy w trakcie badań nad cenzurą internetu zetknął się on także z tematem cenzury pornografii dziecięcej w sieci. Wówczas jednak „jego początkowa ciekawość zamieniła się w hobby, coś w stylu kolekcjonowania znaczków”. Według prokuratury rosyjski „dysydent” nadal pobierał z sieci pornograficzne zdjęcia między 1999 a 2014 rokiem, szacunkowo zgromadził także około 1500 filmów. Jak pisze brytyjski Guardian, jego gusta ewoluowały „różniąc się z roku na rok” (nie zagłębiamy się bardziej w ten aspekt), zaś ostatnie materiały zostały pobrane w kilka dni przed aresztowaniem. Jak na sali rozpraw powiedział prokurator Carter, „Pan Bukowski w istocie stwierdził, że nie dostrzegał żadnej szkody w tym, co robił. Powiedział, że na większości z tych materiałów dzieci wyglądały, jakby się świetnie bawiły”.
Rzecz jasna prokurator w kraju takim jak Zjednoczone Królestwo nie omieszkał dodać, że Bukowski był ważnym krytykiem Kremla, postrzeganym jako bohater przez tych, którzy popierali „rozwój praw człowieka i demokratyzację w Rosji”. Jak dodał, „niestety, istniała także druga strona tego człowieka, daleka od chwalebnej: rozległe zainteresowanie wykorzystywaniem dzieci”.
Kontynuacja rozprawy, zaplanowana na następny dzień, nie odbyła się – Bukowski został przewieziony do szpitala z rozpoznaniem zapalenia płuc. Kolejna rozprawa jest zaplanowana na 19 stycznia 2017 r.
——————————————————————————————————————————————————————-
Komentarz Redakcji: Nie mniej ciekawe od samej sprawy są reakcje zachodnich mediów głównego nurtu: na kilka dni przed ostatnią rozprawą amerykański „New York Times” usiłował wpisać sprawę Bukowskiego w taktyki dawnego KGB – niszczenia przeciwników politycznych za pomocą podrzucania im kompromitujących materiałów. Autor artykułu rozpoczął go od wpisania sprawy Bukowskiego właśnie w ten schemat, a następnie mieszając fakty z insynuacjami, płynnie przeszedł do wywodów na temat rosyjskiej cyberpropagandy współcześnie. Zamieszczone w artykule zdjęcie umierającego Litwinienki (co do którego nadal nie udowodniono, że za jego śmiercią stoi Putin!) oraz straszenie „wszechpotęgą” Rosji miało za zadanie zwielokrotniać atak emocjonalny na czytelnika, którego początkowy dylemat – czy Bukowski faktycznie pasjonował się pornografią dziecięcą czy nie – został w ten sposób zepchnięty na dalszy plan.
Jeszcze bardziej szokujące wydają się reakcje niektórych „działaczy demokratycznych”, również stających w obronie Bukowskiego: przykładowo, niejaki Eliezer Yudkowsky, naukowiec amerykański (jak można domyślać się po nazwisku, wywodzący się z rosyjskich Żydów) twierdzi na poważnie, że „gdy poddajesz się moralnej panice z powodu pornografii dziecięcej, pomagasz Putinowi szerzyć faszyzm i eliminować aktywistów praw człowieka na całym świecie”. Sprawdziliśmy, nie jest to ani głupi żart, ani tzw. troll-konto.

(na podst. Guardian, New York Times oprac M. M.)









Jeden komentarz