USA: Elektorzy wybrali Trumpa

19 grudnia w Stanach Zjednoczonych odbyło się głosowanie kolegium elektorów, którzy dokonali formalnego wyboru nowego amerykańskiego prezydenta.

W przeprowadzonych 9 listopada wyborach prezydenckich, które z prawnego punktu widzenia są wyborami elektorów, na ogólną liczbę 538 głosów elektorskich Donald Trump zdobył ich 306, a Hillary Clinton 232.

W okresie poprzedzającym głosowanie elektorskie media nieprzychylne Trumpowi próbowały podtrzymać nastroje jego przeciwników, którzy nie pogodzili się z jego wyborczym zwycięstwem, kolportując prognozy, że w dniu głosowania elektorskiego nastąpi „bunt elektorów” należących do Partii Republikańskiej i część z nich odmówi oddania głosów na oficjalnego kandydata swojego ugrupowania. Do obiegu medialnego wpuszczono doniesienia, jakoby niektórzy republikańscy elektorzy namawiali swoich kolegów do oddania głosów na „bardziej umiarkowanego” polityka swojej partii. Według tych samych mediów sześciu, czy nawet dwudziestu elektorów Partii Republikańskiej miało zadeklarować, że nie zagłosuje na Trumpa. Lawrence Lessig, liberalny profesor prawa z Uniwersytetu Harvarda, próbował zainicjować akcję przekonania 38 republikańskich elektorów do niegłosowania na Donalda Trumpa. Zgodnie z amerykańskim prawem w głosowaniu elektorskim kandydat musi uzyskać 270 głosów, aby zostać prezydentem. Jeżeli żaden z kandydatów nie osiągnie tej liczby głosów elektorskich, prezydenta wybiera Kongres. W takim wypadku wybór Donalda Trumpa mógłby stanąć pod znakiem zapytania, ponieważ przeciwna mu jest nie tylko cała Partia Demokratyczna, ale również spora część establishmentu Partii Republikańskiej. W dniach poprzedzających głosowanie elektorskie oraz w samym dniu głosowania na ulicach odbywały się utrzymane w „tęczowej” konwencji estetycznej demonstracje przeciwników Trumpa, nawołujących elektorów, aby zablokowali jego wybór. W mediach pojawiły się również filmowe apele o takim samym przesłaniu, nagrywane przez znanych aktorów i innych tzw. celebrytów.

Wszystko to na nic się zdało.

W głosowaniu rzeczywiście ujawnili się „zbuntowani elektorzy”, ale było ich zaledwie kilku. W dodatku większość z nich zbuntowała się przeciw Hillary Clinton, a nie Donaldowi Trumpowi.

Spośród 306 elektorów Partii Republikańskiej na Trumpa zagłosowało 304. Z partyjnej solidarności wyłamało się jedynie dwóch elektorów z Teksasu. Jeden z nich oddał głos na libertarianina Rona Paula, a drugi na Johna Kasicha, gubernatora stanu Ohio i byłego konkurenta Trumpa w republikańskich prawyborach.

Spośród 232 elektorów Partii Demokratycznej na Clinton zagłosowało 227. Trzech elektorów oddało głosy na byłego sekretarza stanu, generała Colina Powella. Jeden zagłosował na senatora Bernarda Sandersa, byłego antyliberalnego oponenta Clinton w prawyborach, a inny na Faith Spotted Eagle, indiańską działaczkę społeczną znaną z organizowania skutecznych protestów przeciw planom budowy rurociągów przechodzących przez terytoria rezerwatów Indian.

Mimo to najbardziej oderwani od rzeczywistości lewicowi liberałowie nadal nie składają broni. Polska stacja telewizyjna TVN 24 swoją relację zakończyła rozpaczliwym stwierdzeniem, że oficjalne zliczenie głosów elektorskich przez Kongres odbędzie się 6 stycznia i wtedy jeszcze będzie można „zakwestionować ich ważność”.

(Na podstawie nytimes.com i in. opracował A.D.)

tank-1024x720

 

Jeden komentarz

Leave a Reply