Palestyna/Świat: Syjoniści grożą wojną… Nowej Zelandii

W ubiegły piątek Rada Bezpieczeństwa ONZ przyjęła rezolucję 2234, żądającą od Izraela natychmiastowego wstrzymania budowy osiedli na okupowanych terytoriach palestyńskich (Zachodnim Brzegu Jordanu, Strefie Gazy i Jerozolimie Wschodniej, czyli na ziemiach, które Izrael zdobył w wojnie z krajami arabskimi w 1967 roku). Za przyjęciem rezolucji opowiedziało się 14 państw wchodzących w skład Rady Bezpieczeństwa ONZ (4 z pięciu stałych członków RB, oraz wszyscy członkowie niestali); Stany Zjednoczone, tradycyjny sojusznik Izraela który dotychczas blokował wszelkie tego typu inicjatywy, wstrzymały się od głosu.

Światowe media zgodnie określiły przyjęcie rezolucji mianem „wielkiej klęski” dyplomacji izraelskiej – podobnie zresztą jak żydowskie media i czynniki polityczne. Syjonistyczny minister energetyki Juwal Szteinic lamentował: „To nie jest rezolucja przeciwko osiedlom, to jest antyizraelska rezolucja, przeciwko Żydom i państwu Żydów. Stany Zjednoczone po prostu opuściły swego jedynego przyjaciela na Bliski Wschodzie”.

Jak powiedział prezydent Palestyny Mahmud Abbas, rezolucja stanowi  „jasne oświadczenie społeczności międzynarodowej, według której budowa osiedli na terytoriach okupowanych od 1967, włącznie z Jerozolimą, jest nielegalna. Czekaliśmy 35 lat na to, aby świat przemówił (licząc od ostatniej rezolucji RB ONZ w tej sprawie), i wreszcie tak się stało.”

 

Wkrótce po głosowaniu wyszło na jaw, że władze syjonistycznego tworu w Palestynie próbowały użyć wszelkich sposobów, by zmusić państwa Rady Bezpieczeństwa ONZ do głosowania według własnej woli – osiągając jednak skutki odwrotne do zamierzonych. Do sensacyjnej informacji dotarł dziennik „Haaretz”, a następnie potwierdził ją minister spraw zagranicznych Nowej Zelandii, Murray McCully: otóż bezpośrednio przed piątkowym głosowaniem zadzwonił doń premier Netanjahu, ośmielając się zagrozić Nowej Zelandii… wojną. Przywódca syjonistycznego tworu miał mu powiedzieć: „Jeśli będziecie nadal wspierać tę rezolucję, to z naszego punktu widzenia będzie to deklaracja wojny. Spowoduje załamanie naszych wzajemnych stosunków i będzie miało swoje konsekwencje. Wezwiemy ambasadora z Nowej Zelandii do Jerozolimy”.

Nie tylko Netanjahu starał się wywrzeć presję na Nowej Zelandii – przedstawiciel izraelskiego MSZ miał skontaktować się z ambasadorem Nowej Zelandii w Izraelu i zagrozić, że popieranie rezolucji może skutkować zamknięciem ambasady Izraela w Nowej Zelandii.

Pomimo oburzenia władz syjonistycznych, już teraz można dostrzec pierwsze skutki rezolucji: kilka dni temu rada miejska Jerozolimy wycofała z porządku obrad plan zatwierdzenia budowy 600 nowych domów dla osadników żydowskich na okupowanych terenach Jerozolimy Wschodniej.

 

Niestety, pojawiają się też pewne wskazówki co do tego, jak syjoniści zamierzają walczyć z postanowieniami ONZ – pozyskując do współpracy Donalda Trumpa i jego ludzi, popieranych lub powiązanych ze środowiskami bigotów protestanckich w USA (wśród których spotyka się nawet wierzenia, że „silny Izrael” jest niezbędny do… powtórnego przyjścia Chrystusa):

„Izrael odrzuca tę haniebną rezolucję ONZ i nie zastosuje się do niej. Zamierzamy współpracować z prezydentem Donaldem Trumpem i naszymi przyjaciółmi w amerykańskim Kongresie, aby zlikwidować negatywne skutki tej absurdalnej rezolucji” – oświadczył gniewnie  Netanjahu. Z kolei wyznaczony przez Trumpa nowy ambasador USA w Izraelu David Friedman (amerykański żyd) zdecydowanie popiera jego pomysł by przenieść ambasadę USA z Tel Awiwu do Jerozolimy, uznając w ten sposób „prawa” syjonistów do całości miasta – jednak taki krok może spowodować wrzenie na całym Bliskim Wschodzie, a w skrajnym scenariuszu nawet doraźne zjednoczenie się części skłóconych wzajemnie środowisk arabskich przeciwko wspólnemu wrogowi. Do bliskiej współpracy z syjonistami nakłania też Trumpa jego zięć Jared Kushner – miliarder i wnuk polskich Żydów, przez wielu uważany za szarą eminencję w otoczeniu prezydenta-elekta. „Izraelu, pozostań silnym! 20 stycznia zbliża się wielkimi krokami” – napisał na Twitterze w środę Trump, mając na myśli datę swojej inauguracji. Jego zdaniem państwo żydowskie „nie może być traktowane z pogardą”. Jednak aby cofnąć postanowienia ONZ, Trump musiałby uzyskać poparcie pozostałych czterech stałych członków Rady Bezpieczeństwa (Chin, Rosji, Francji i Wielkiej Brytanii) oraz dziesięciu niestałych członków dla nowej rezolucji, która uznawałaby legalność okupacji terytoriów palestyńskich – co wydaje się niemożliwe.

Na 15 stycznia, czyli pięć dni przed inauguracją Trumpa, została zwołana w Paryżu konferencja pokojowa, której celem będzie ustalenie, jak wprowadzić w życie rezolucję ONZ. Władze żydowskie już odmówiły w niej udziału. Palestyńczycy zapowiedzieli jednak, że pozwą syjonistycznych przywódców do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości, jeśli rezolucja 2334 nie zostanie wprowadzona w życie.

(na podst. Guardian, RP.pl oprac M. M.)

 

Komentarz Redakcji: Pozostaje mieć nadzieję, że Trump nie stanie się zakładnikiem najbardziej bigoteryjnej części elektoratu protestanckiego w USA – i jako wieloletni, doświadczony gracz (zarówno biznesowy jak i polityczny) pewnie ostatecznie uzna, że bezwarunkowe wspieranie syjonizmu jest sprzeczne z interesami USA.

Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu addresses the opening of the winter session of the Israeli parliament, or Knesset, on October 31, 2011 in Jerusalem. AFP PHOTO/GALI TIBBON

Jeden komentarz

Leave a Reply