Węgierskie władze planują podjąć kroki prawne zmierzające do całkowitego zakazania na terenie Węgier działalności powiązanych z G. Sorosem „organizacji pozarządowych” – oznajmił 10 stycznia Szilard Nemeth, vice-szef rządzącej partii Fidesz, kierowanej przez premiera Orbana. Jak zapowiedział, użyją „wszelkich dostępnych środków” by usunąć z kraju organizacje, które „służą globalnym kapitalistom, stawiając polityczną poprawność nad interesami państw narodowych”.
Jak uzasadniał Nemeth, zaistniała ku temu okazja w związku z olbrzymią zmianą polityczną w USA – uwieńczoną zwycięstwem Trumpa i całkowitą kompromitacją establishmentu. Wspomniał także, iż w parlamencie wkrótce zaczną pracować nad stworzeniem odpowiedniego prawa. Dopytany następnego dnia przez telewizję ATV o to, jakie konkretnie organizacje miał na myśli, Nemeth odpowiedział, że chodzi o Węgierską Unię Wolności Obywatelskich, Transparency International oraz Węgierski Komitet Helsiński.
Wiktor Orban, pierwszy europejski przywódca który publicznie udzielił poparcia kandydaturze Donalda Trumpa, przez lata ignorował uwagi unijnych biurokratów i administracji Obamy, krytykujące jego próby budowania „nieliberalnego państwa” (wcześniej Orban mówił wprost o konieczności porzucenia modelu „demokracji liberalnej” na Węgrzech). Natomiast już w 2014 roku, kompletnie ignorując krytykę ze strony establishmentu zachodniego, nakazał przeprowadzenie państwowego audytu wszystkich „fundacji” finansowanych z Norwegii – wskazując na to, że finansowane z zewnątrz grupy „społeczeństwa obywatelskiego” są tak naprawdę przykrywką dla aktywistów politycznych, dla własnych korzyści popierających na Węgrzech obce interesy. Utworzono także specjalną komisję parlamentarną dla monitorowania aktywności takich grup.
Jak można się domyślić, ostatni krok węgierskich władz wywołał równie nieprzychylne reakcje establishmentu: bardzo często porównującego Orbana z Putinem, który zajął się tym problemem w Rosji już w 2012 roku. Głos zabrali także sami agenci wpływu Sorosa – w tym międzynarodowa organizacja o nazwie „Fundacje Otwartego Społeczeństwa”, w samych Węgrzech finansująca przeszło 60 organizacji „pozarządowych” (NGOs): jak oświadczył jej prezydent, Christopher Stone, „Open Society Foundations będzie nadal pracować na Węgrzech pomimo rządowej niechęci do naszej misji budowania bardziej sprawiedliwych, odpowiedzialnych społeczeństw”.
Oznacza to, ni mniej ni więcej, iż grupy obcego wpływu na Węgrzech nie poddadzą się łatwo – tym bardziej, że po ich stronie stoją wpływowi, demoliberalni politycy świata zachodniego. Natomiast najpotężniejszym z potencjalnych sojuszników Orbana jest Donald Trump – który sam w kampanii wyborczej uderzył wielokrotnie w interesy Sorosa, obnażając m.in. jego powiązania z osobami zarządzającymi Rezerwą Federalną. Ponieważ (dziwnym trafem…) chodziło tu również o osoby pochodzenia żydowskiego, na Trumpa posypały się wówczas gromy krytyki ze strony słynnej Ligi Przeciw Zniesławieniu (ADL – organizacja żydowska działająca w USA, znana także z wywierania nacisk na polskie kręgi polityczne w kwestii żydowskich roszczeń majątkowych).
(na podst. 21st Century Wire, Bloomberg oprac. M. M.)
Komentarz Redakcji: Wcześniejsza wściekła nagonka establishmentu zachodniego na Orbana wynikała także z tego, że plany przeciwdziałania obcym wpływom na Węgrzech były półoficjalnie dyskutowane od dawna. Teraz, po oficjalnych deklaracjach węgierskich władz, najpewniej będzie ona jeszcze większa. Jednak, jak powiedział kiedyś Orban, „demokracja nieliberalna” nie będzie zagrażać wartościom podstawowym, takim jak wolność. „Sens przyszłości jest taki, że wszystko może się wydarzyć. To oznacza, że całkiem możliwe, iż wkrótce nadejdzie czas naszych sukcesów”.








