Zaledwie dzień po swoim ustąpieniu minister spraw zagranicznych Frank-Walter Steinmeier udzielił wywiadu dla gazety „Süddeutsche Zeitung”, w którym m.in. skrytykował politykę państw zachodnich wobec Syrii.
Steinmeier stwierdził, że wielokrotnie wzywał pozostałych polityków zachodnich do kooperacji z prezydentem Syrii Baszarem Asadem (pomimo deklarowanego braku sympatii do niego), jednak zawsze spotykało się to z oporem Waszyngtonu i Paryża. Można się domyślać, iż jest to zapewne prawda – z jego strony już wcześniej pojawiały się krytyczne uwagi wobec stosunku dyplomacji zachodniej do Ukrainy, Syrii i Rosji. Jednak były to uwagi o charakterze osobistym – jako szef niemieckiego MSZ nigdy nie podjął kroków, by zająć inne stanowisko niż Waszyngton.
Steinmeier jest obecnie kandydatem na urząd prezydenta Niemiec, jako kandydat rządowej koalicji. Jednak nawet jeśli wygra wybory (które mają się odbyć 12 lutego br.) jest raczej wątpliwe, czy również na nowym stanowisku odważy się wprowadzić jakiekolwiek zmiany. Z drugiej strony, polityczne trzęsienie ziemi po wygranej Donalda Trumpa w USA może stać się okolicznością sprzyjającą zmianom w niemieckiej polityce zagranicznej i bezpieczeństwa. Niewykluczone, że wywołany „kryzysem uchodźców” spadek bezpieczeństwa w Niemczech również może stać się czynnikiem stymulującym do nawiązania poprawnych relacji z Damaszkiem – tak, jak w zeszłym roku zrobiły to władze Włoch (rozmowy z udziałem szefa włoskiego wywiadu w Damaszku, oraz wizyta szefa syryjskiego wywiadu w Rzymie). W końcu chyba lepiej wiedzieć, jaką przeszłość skrywają niektórzy z tzw. uchodźców, oraz jak wyglądają powiązania ruchów salafickich/wahabickich z dżihadystami w Syrii.
(oprac. M. M.)








