Zamieszkujący na terenie oderwanego od państwa serbskiego Kosowa etniczni Serbowie głosują w referendum nad przyłączeniem zamieszkiwanych przez nich ziem do części Serbii znajdującej się pod kontrola władz w Belgradzie, wyłączeniu ich zaś spod władzy ekipy rządzącej w Prisztinie. Tymczasem Serbia prezydenta Borisa Tadicia i premiera Mirko Cvetkovicia wypowiedziała się przeciwko referendum, uznała je za niekonstytucyjne i odmówiła uznania jego wyników, obawiając się że jego przeprowadzenie utrudni Serbii integrację z UE. Waszyngton i Bruksela odpowiadają się za przyznaniem kosowskim Serbom rozległej autonomii w ramach tzw. „Republiki Kosowskiej”, jednak przeciwko wyłączeniu zamieszkiwanych przez nich ziem spod władzy ekipy rządzącej w Prisztinie. „Ten kraj (Kosowo) jest całkowicie zależny finansowo i militarnie od Zachodu. Jego „niepodległość” podtrzymują Amerykanie, którzy mają w tym swój interes polityczny. Wystarczy wspomnieć tylko o bazie wojskowej Bondsteel, którą tam wybudowali” – podkreśla były serbski minister ds. Kosowa i Metohii. W trwającym od 14 lutego dwudniowym referendum uprawnionych do głosowania jest 40 tysięcy Serbów.
(na podst. geopolitica.ru, „Rzeczpospolita” opr. R.L.)







