Pochodzący z Wołynia Iwan Morozowski – uczestnik rewolty na Majdanie i świadek masakry z 20 lutego 2014 roku, podczas której został ranny – potwierdził, że uczestnicy Majdanu posiadali broń palną i korzystali z niej. W tragicznych wydarzeniach z 20 lutego 2014 roku brali udział snajperzy, którzy strzelali zarówno do uczestników Majdanu, jak i do funkcjonariuszy milicyjnej formacji „Berkut”. „Broń była i u nich, i u nas. (…) kostką brukową z automatami nie podyskutujesz. Broni było dość: u kogoś własna, komuś wydawali sami komendanci. Automaty [broń automatyczną] i karabiny snajperskie dostawali tylko specjalnie wyszkoleni, którzy strzelali zza naszych pleców. Jak się okazało – nam w plecy” – powiedział Morozowski.
Takie oświadczenie Morozowskiego opublikował ukraiński portal volynnews.com, należący do lokalnego oligarchy z klanu Ihora Kołomojskiego – jednego z głównych organizatorów i sponsorów Majdanu, który następnie popadł w konflikt z Poroszenką i został przez niego odsunięty od władzy i wpływów. Morozowski powiedział także, że na Majdanie dochodziło do „podziału stref wpływów” i kradzieży środków finansowych.
„Usunąwszy od władzy jeden dyktatorski reżim, wynieśliśmy do władzy inny” – stwierdził Morozowski. Według jego relacji „ogień był z trzech stron. Oczywiście, strzelał Berkut, strzelali również protestujący, ale byli też tacy, którzy strzelali i do jednych i do drugich – to fakt. Uwierzcie człowiekowi, który widział to na własne oczy”. Jeszcze bardziej ciekawe jest to, co Morozowski powiedział na temat zachowania milicji: „[jej] większa część podporządkowała się Janukowyczowi, ale byli tacy, którzy podporządkowali się opozycji – i właśnie na nich spoczywa odpowiedzialność za pierwsze ofiary na Majdanie. Mam na myśli Nihojana i [Michaiła] Żyzniewskiego”.
Odnośnie roli, jaką odegrali obecny prezydent Proszenko i Andrij Parubij – obecny przewodniczący parlamentu Ukrainy, a wówczas „koordynator Samoobrony Majdanu” – Morozowski powiedział: „Wśród ludzi, którzy byli najbliżej ówczesnej opozycji mówiono o tym, że z Domu Związków Zawodowych prowadzony był główny ostrzał przez snajperów Poroszenki-Parubija”. Ujawnił też, że funkcjonariusze „Berkutu”, ujęci przez „majdanowców”, zagadkowo zniknęli, a z głównej trybuny Majdanu przemawiali „specjalnie wyszkoleni ludzie”, którzy głosili „populistyczne hasła”.
Jego zdaniem „wszystko finansowali zagraniczni inwestorzy” oraz oligarchowie ukraińscy, którzy przekazywali „olbrzymie kwoty”. Środki te miały później zostać zdefraudowane przez „Jaceniuka i kompanię”. „Wszystkie dowody rzeczowe szybko zniknęły, zniknęli berkutowcy, którzy strzelali, zniknęli snajperzy, nawet broni nie można znaleźć; w ciągu godzin ścięli drzewa, dzięki którym mogli wyznaczyć trajektorię lotu kul” – podsumował Morozowski.
(Na podst. http://ksi.btx.pl/index.php/publikacje/236-gorzka-prawda)









Jeden komentarz