Syryjskie Ministerstwo Obrony kilkanaście godzin temu potwierdziło zestrzelenie izraelskiego samolotu w okolicach Palmyry. Zdarzenie miało miejsce w piątek, około godz. 2:40 czasu lokalnego. Według oświadczenia syryjskiego Sztabu Generalnego cztery samoloty przekroczyły przestrzeń nad granicą syryjsko-libańską w okolicy Al-Bureidż, następnie dokonując uderzenia na pozycje syryjskiej armii pod Palmyrą. Jednak systemy obrony powietrznej zadziałały poprawnie, zestrzelono jedną maszynę i uszkodzono drugą, zmuszając przeciwnika do wycofania się. Izraelskie samoloty skierowały się w stronę granicy z Jordanią, której władze wkrótce wydały oświadczenie popierające ten haniebny atak (władze Jordanii są również wrogie rządowi w Damaszku).
„Ten rażący akt izraelskiej agresji został dokonany jako element syjonistycznej pomocy dla terrorystów ISIS, desperacką próbę podniesienia morale dżihadystów i odciągnięcia ich uwagi od kolejnych zwycięstw Syryjskiej Armii Arabskiej” – czytamy w oświadczeniu syryjskiego Sztabu Generalnego.
Jednak Avijaa Adraei, rzecznik izraelskiej armii potwierdził działania syryjskiej obrony przeciwlotniczej, zaprzeczył jakoby utracili jedną z maszyn. Mimo to samo jego oświadczenie stanowi precedens – do tej pory syjonistyczne czynniki państwowe unikały komentowania wszelkich operacji własnego lotnictwa nad Syrią.
Zaledwie dzień wcześniej (tj. w czwartek) izraelskie lotnictwo dokonało serii ataków na cele położone w Syrii; jednak szczegółów próżno szukać zarówno w mediach izraelskich, jak i syryjskich. Media powiązane z Hezbollah podały natomiast, że zginął Badie Hamya, jeden z dowódców polowych organizacji. Natomiast jeszcze wcześniej prezydent Asad zagroził atakami odwetowymi w odpowiedzi na jakiekolwiek wrogie działania izraelskiego lotnictwa – i słowa dotrzymał. Dziś na Zachodnim Brzegu Jordanu ogłoszono alarm przeciwrakietowy, jeden pocisk spadł również w pobliżu Jerozolimy. Świadkowie w Dolinie Jordanu twierdzili, że słyszeli odgłosy kilku eksplozji, zestrzelono również syryjska rakietę starszego typu. Nie wiadomo jednak nic o ewentualnych ofiarach.
Jest to swego rodzaju zmiana w polityce rządu w Damaszku, bowiem do tej pory byli za bardzo związani walką z terrorystami, by móc odpowiedzieć wprost na izraelskie prowokacje. Jednak ostatnie postępy na froncie w wielu częściach Syrii zmieniły nieco sytuację.
Władzom „państwa położonego w Palestynie” nie podobają się postępy Syryjskiej Armii Arabskiej, stopniowo usuwającej ISIS z terenów koło starożytnej Palmyry. Niepokoi ich również rosnąca pozycja organizacji Hezbollah (aktywnie wspomagającej siły rządowe w Syrii, a także otrzymującej broń przez jej terytorium). Nadto, już wcześniej ważne osoby powiązane z syjonistycznym establishmentem stwierdziły oficjalnie, że szybkie zniszczenie tzw. Państwa Islamskiego nie leży w interesie ich państwa.
Możliwe także, iż zbliża się kolejna wojna żydowsko-libańska. Wkrótce po tym jak chrześcijański prezydent Libanu, gen. Michel Aoun
zadeklarował, że w obliczu słabości armii „Hezbollah jest główną częścią libańskiej obrony”, izraelski minister Naftali Benett zagroził uderzeniami na libańską infrastrukturę cywilną i samych cywilów.
(na podst. SANA, Al-Masdar, Guardian oprac. M. M.)









8 komentarzy