Założyciel „On the Ground News” – działający w Syrii amerykański „dziennikarz” Bilal Abdul Kareem – oraz Ahmad Zaidan pracujący dla Al-Jazeery właśnie złożyli wniosek procesowy przeciwko prezydentowi USA Donaldowi Trumpowi. Powodem miało być rzekome umieszczenie ich nazwisk na amerykańskiej „liście eliminacyjnej” (kill list). Dokument ten co prawda nie ujrzał nigdy światła dziennego, nie wiadomo nawet, czy istnieje (ani też, w jakiej formie) – jednak obaj panowie twierdzą, że ich życie jest zagrożone. Kareem twierdzi, że już pięciokrotnie o mało nie zginął w wyniku działań amerykańskich samolotów i dronów, co z jego punktu widzenia nie jest kwestią przypadku. Do takiego wniosku doszedł po czwartym ataku, który miał miejsce w czerwcu 2016 roku (a więc jeszcze za kadencji Obamy), w okolicach miejscowości Khan Tuman w płn. Syrii, kontrolowanej przez grupy ekstremistyczne powiązane z Al-Kaidą.
„Prosimy Donalda Trumpa, aby nam powiedział jakie ma dowody uzasadniające umieszczenie nas na liście eliminacyjnej” – dodał kilka godzin temu na Twitterze.
Natomiast Ahmad Muaffaq Zaidan, wieloletni szef biura Al-Jazeery w Islamabadzie (Pakistan) oraz autor licznych reportaży nt. ekstremistów afgańskich i pakistańskich, powołał się na przecieki Wikileaks, sugerujące zamiar wyeliminowania go przez władze USA. Jego imię miało być znane organom bezpieczeństwa USA już w 2012 roku, gdy na jednym z posiedzeń NSA (National Security Agency) stwierdzono, że jest zarówno członkiem Al-Kaidy jak i Bractwa Muzułmańskiego. Informacje o tym upublicznił stojący za Wikileaks Edward Snowden, wcześniej wieloletni pracownik NSA.
Pytanie, czy obaj panowie faktycznie popierają ekstremistów czy też nie, wyraźnie dzieli zachodnie (lub szerzej, światowe) środowiska dziennikarskie, zajmujące się światem islamu. Część publicystów od dawna dostrzegła jednak niepokojące sygnały, świadczące o dużej sympatii dla dżihadystów u obu wymienionych. Przykładowo, wkrótce po ostatnim wyparciu wojsk syryjskich z Palmyry przez ISIS wspomniany „dziennikarz” Al-Jazeery napisał na Twitterze „Cała Syryjska Rewolucja jest z wami”

Z kolei Bilal Abdul Kareem miał swoje „5 minut sławy” w grudniu ubiegłego roku, gdy znalazł się w dzielnicach Aleppo wyzwalanych przez Syryjską Armię Arabską i sojuszników. Wówczas włączył się w propagandową akcję islamistów pod hasłem „ostatnia wiadomość z Aleppo”, mającą na celu wywołanie poruszenia wśród odbiorców zachodnich, oraz za pomocą silnych emocji skłonienia opinii publicznej do bezrefleksyjnego poparcia miejscowych islamistów.
Wypada przypomnieć, że ten epizod syryjskiej wojny był wyjątkowy, także z medialnego punktu widzenia – gdyż propaganda zachodnia i wahabicka osiągnęła wówczas natężenie tak wielkie, że stała się zupełną farsą. Odbiorcy mediów zachodnich (lub islamistycznych) mogli się wówczas dowiedzieć, iż oto „reżim w Damaszku” zbombardował „ostatnie schronisko dla kotów”, życie stracił „ostatni klaun z Aleppo”, a nawet „ostatnia małpa Aleppo” (sic!). Słynny stał się także mityczny, bombardowany po wielokroć „ostatni szpital w Aleppo” – fake news mediów zachodnich, powtarzany co jakiś czas na przestrzeni kilku ostatnich lat. Natomiast sam Bilal, wkrótce po opuszczeniu wraz z gangami Al-Nusry zajmowanych przez nich dzielnic, dumnie prezentował światu… pierwsze jabłko, które może zjeść, po miesiącach w oblężonym Aleppo. Tu poniekąd ujawnił swoje talenty jako stand-up comedian (zanim stał się amerykańskim islamistą, był komikiem estradowym), choć zapewne nie o to mu chodziło.
Sugerując, że głód w oblężonym Aleppo panował z winy „syryjskiego reżimu”, Kareem dopuścił się rażącej manipulacji – gdyż wkrótce po wyzwoleniu wschodnich dzielnic miasta znaleziono ogromne magazyny pełne żywności, zgromadzonej tam przez grupy dżihadystyczne. Większość pochodziła z pomocy humanitarnej, którą dżihadyści zagrabili dla siebie, a wydawali tylko swoim „żołnierzom” i ich rodzinom. Fakt ten potwierdziło nawet ONZ, choć z reguły zajmowało stronnicze, nieprzychylne stanowisko wobec rządu w Damaszku.
Co ciekawe, Kareem współpracował wcześniej także z najważniejszymi zachodnimi mediami głównego nurtu, realizując materiał dla brytyjskich stacji Channel 4, BBC oraz Skynews, a także dla holenderskiego programu Newseur. Jednak później nawet korespondent BBC James Longman stwierdził (broniąc się przed oskarżeniami o nieobiektywność), że nie powoływał się nigdy na informacje pochodzące od Kareema, gdyż ów pracuje dla Al-Kaidy.
Kto jak kto, ale Longman z pewnością dobrze zna swego dawnego redakcyjnego kolegę….
Pomimo tego, nadal są tacy przedstawiciele świata mediów, którzy nie przyjmują tego do wiadomości. I niestety, można ich znaleźć także w Polsce:


(na podst. Al-Masdar, FB, Twitter oprac. M. M.)









Jeden komentarz