Syryjska gałąź Al-Kaidy – funkcjonująca obecnie pod nazwą Hayat Tahrir al-Sham (HTS) – po swoistym re-brandingu wizerunkowym przestała być uważana za ugrupowanie terrorystyczne przez władze USA i Kanady. Szokująca sprawa została obszernie opisana przez reporterów kanadyjskiej stacji CBC, najważniejszego publicznego nadawcy radiowo-telewizyjnego w tym kraju.
Informacja została potwierdzona przez amerykański Departament Stanu: na email wysłany przez reporterów CBC odpowiedzi w jego imieniu udzieliła Nicole Thompson. Zauważyli oni brak HTS na oficjalnej liście ugrupowań terrorystycznych i chcieli się dowiedzieć, z czego to wynika – gdyż w marcu br., w oświadczeniu wydanym tylko w języku arabskim, Departament Stanu określił ugrupowanie jako terrorystyczne. Podobne głosy dały się słyszeć także w świecie polityki kanadyjskiej, jednak na liście ugrupowań uważanych za terrorystyczne przez rząd Kanady również nie umieszczono tej organizacji.
– Chociaż ściśle związana z al-Nusrą, Hayat Tahrir al-Sham nie jest uważana za organizację terrorystyczną – odpowiedziała w emailu Thompson. – We wskazanym oświadczeniu powinno być „Front al-Nusra” i zostało ono poprawione.
Jednakże dżihadyści Frontu Nusra (syryjskiej gałęzi al-Kaidy) od dawna już nie działają pod tą nazwą. Dwukrotna zmiana nazwy była częścią szerszej strategii: na początku 2015 roku przywódca światowej siatki Al-Kaidy Ayman al-Zawahiri formalnie uwolnił organizację z podległości. W świetle wskazań, jakich udzielił on Dżulaniemu (przywódcy Al-Nusry) miało to ułatwić zintegrowanie grupy z szerszym nurtem „syryjskiej rewolucji”, wprowadzenie prawa szariatu na terenie Syrii oraz lepsze zabezpieczenie własnych pozycji. Zawahiri polecił mu także zaniechanie działalności bezpośrednio wymierzonej w Zachód.
Po oficjalnym odcięciu się syryjskiej Al-Nusry od międzynarodowej siatki Al-Kaidy, w lipcu 2016 roku Nusra zmieniła nazwę na Jabhat Fateh al-Sham (Front Podboju Lewantu). Po raz kolejny dowództwo organizacji oficjalnie „odcięło się” od powiązań z Al-Kaidą, co przyciągnęło doń także masy nowych rekrutów. Pomogło to zintegrować lub włączyć w szeregi ugrupowania wiele pomniejszych grup dżihadystycznych (mniej chętne przymuszano często za pomocą mieszaniny obietnic materialnych i gróźb użycia siły), co wydatnie wzmocniło siłę organizacji w trakcie wielkiej ofensywy dżihadystów na pozycje sił rządowych w Aleppo (sierpień 2016). Jednak działając pod nowym szyldem, grupa nadal była klasyfikowana jako terrorystyczna przez USA. Następnie, w styczniu br. „przefarbowana” syryjska Al-Nusra zmieniła po raz kolejny nazwę na obecną, czyli Hayat Tahrir al-Sham – z „Frontu Podboju” stając się „Organizacją Wyzwolenia” Lewantu. Wówczas jednak nie umieszczono nowej nazwy na liście ugrupowań uznawanych za terrorystyczne.
Kontrowersji sprawie dodaje fakt, że dowódcą „nowego” HTS pozostaje nadal Muhammad al-Dżulani, który w USA nadal posiada status „Specially Designated Global Terrorist” – zaś w ubiegłą środę na stronie programu „Rewards for Justice” (prowadzonego przez… Departament Stanu!) podano, że nagroda za informację na temat jego miejsca pobytu wynosi do 10 milionów dolarów. W uzasadnieniu napisano pierwotnie, że Nusra „jest rdzeniem HTS”. Tekst został już jednak zmieniony, wzmianka o HTS została z niego usunięta po tym, jak sprawa przyciągnęła uwagę mediów.
Pierwszym liderem Nusry, zainstalowanej w Syrii jako część światowej siatki Al-Kaidy, był Abu Bakr al-Baghdadi – obecny „kalif” tzw. Państwa Islamskiego (ISIS). W 2012 roku USA umieściło syryjską Nusrę na liście ugrupowań terrorystycznych, Kanada szybko uczyniła tak samo. Teraz USA de facto usunęło organizację z listy ugrupowań terrorystycznych – a władze Kanady, nawykłe do koordynowania polityki bezpieczeństwa z Amerykanami, postąpiły podobnie.
Decyzji tej w obu krajach sprzeciwiają się liczne grupy aktywistów i dysydentów. Jednak odwrotnie niż w USA, w Kanadzie wywołało to głosy krytyczne także ze strony mediów głównego nurtu – nie tylko reporterzy państwowej CBC dostrzegli w tym problem. Natomiast środowiska prawnicze zwracają uwagę na to, jak „zdjęcie” grupy z listy organizacji terrorystycznych wpłynie na możliwości ścigania jej kanadyjskich członków i sympatyków – za walkę zbrojną, szerzenie propagandy organizacji czy przekazywanie funduszy na jej rzecz.
(oprac. M. Mazur)
Komentarz Redakcji: Historia syryjskiej Al-Kaidy udowadnia, że nawet najdziwniejsza, najmniej wiarygodna strategia wizerunkowa może odnieść sukces w odpowiednim kontekście politycznym. W ostatnich miesiącach można było dostrzec niepokojące zjawisko w amerykańskich (i szerzej – zachodnich) mediach głównego nurtu, polegające na normalizacji działań i wizerunku grupy. Obecnie władze USA i Kanady najwyraźniej uznały, że można pójść o krok dalej, bo „grunt społeczny” do tego został już przygotowany przez media. Jednak czy aby na pewno?








2 komentarze