Syria: Rebelianci giną z ręki Jordańczyków, którzy ich wcześniej szkolili

W bezprecedensowym zajściu żołnierze Jordanii ostrzelali syryjskich rebeliantów działających pod egidą Wolnej Armii Syryjskiej (FSA) na granicy pustyni między Jordanią a Syrią.

Według jordańskich źródeł wojskowych, pięciu członków FSA zostało zabitych podczas próby wkroczenia bez zezwolenia na terytorium Jordanii z południowej Syrii. Kilkunastu innych zostało rannych. W krótkich starciach, które zepchnęły konwój FSA z powrotem do Homs zostały także ciężko uszkodzone dwa samochody ciężarowe i dwa motocykle.

Incydent był szeroko komentowany w społecznościowych mediach bliskowschodnich, stał się także kanwą dla licznych żartów. Jak podsumował to jeden z publicystów Al-Masdar News, „Nie możecie pokonać SAA i sojuszników? To obejdźcie ich pozycje” – dołączając do komentarza mapkę z narysowaną alternatywną trasą, z jakiej mogli by skorzystać „umiarkowani” islamiści.

Cały dowcip polega na tym, że na chwilę obecną żadna mapa nie odzwierciedla aktualnych stref kontroli – a one same są dość płynne, zwłaszcza w terenie pustynnym, gdzie nie ma zbyt wielu umocnionych punktów oporu i miejscowości do zajęcia. Nadto, irackie oddziały PMU (szyickie milicje ludowe) oraz towarzyszący im „irańscy doradcy” dokonali wcześniej głębokiego rajdu przez terytoria ISIS, ostatecznie dochodząc do granicy syryjskiej i spotykając się z maszerującymi z drugiej strony sojusznikami z SAA. Cóż, w takiej sytuacji życzymy przekornie „powodzenia” tzw. rebeliantom…

Ostrzelani islamiści z FSA mieli być członkami frakcji nieco skonfliktowanej z garnizonem amerykańskim, rozmieszczonym przy przejściu granicznym Al-Tanf. Nie będąc pewni wsparcia „sojuszników”, nie chcieli pozostawać dłużej w rejonie z Syryjską Armią Arabską (SAA) systematycznie umacniającą swe pozycje, szykującą się do ostatecznego rozwiązania kwestii „rebeliantów” na południu kraju.

Niemniej jednak, setki bojowników FSA wciąż stacjonują w południowo-wschodniej części prowincji Homs, obok sił specjalnych Stanów Zjednoczonych i kilku państw „wasalnych” względem USA. Wielu z nich przeszło wcześniej szkolenia w obozach na terenie Jordanii, gdzie mieli doskonalić swe umiejętności wojskowe pod okiem amerykańskich, jordańskich i brytyjskich (a kto wie, może także polskich?) operatorów sił specjalnych.

Jednak ze względu na ostatnie spektakularne ofensywy SAA, oddziały amerykańskie oraz ich proxy-islamiści nie mają już linii frontu z ISIS w płd. Syrii, podobnie jak utraciły ją na północy prow. Aleppo z początkiem tego roku. Tym samym marsz na Deir Ezzor nie może być kontynuowany bez starcia z armią syryjską – co z kolei rodziło by dla USA i pozostałych państw tzw. Koalicji o wiele większe problemy polityczne i wizerunkowe niż dotychczasowe działania.

W tym kontekście spekuluje się, iż nowa sytuacja na froncie może skłonić siły zachodnie do całkowitego wycofania się z południowej Syrii. Jednak jak na razie ich bazy, współdzielone z siłami jordańskimi oraz zaufanymi „umiarkowanymi” islamistami, funkcjonują nadal – co potwierdzają najnowsze zdjęcia

(na podst. Al-Masdar, FB oprac. M.M.)

 

 

2 komentarze

Leave a Reply