Przywódca Talibanu Hibatullah Akhundzada w swoim przemówieniu z okazji Eid Al Fitr (końca Ramadanu) zaostrzył stanowisko afgańskiego ugrupowania przeciwko wspieranym przez Stany Zjednoczone rządom w Kabulu. W swoim przesłaniu potępił wszelkie ataki na ludność cywilną w kraju, podkreślając, że Taliban atakuje tylko strony bezpośrednio zaangażowane w konflikt (głównie siły prorządowe). Co znamienne, Akhundzada przestrzegł przed powtórzeniem wydarzeń z ubiegłego wieku, kiedy równie słaby, niestabilny, wówczas zależny od Moskwy, rząd został obalony przez Mudżahedinów. Stwierdził też, że wojna domowa nie skończy się dopóki wojska NATO nie opuszczą terytorium Afganistanu, czym również nawiązał do analogicznej sytuacji z ub. wieku.
(Na podst.: reuters.com, mcclatchydc.com)
Komentarz Redakcji: Widać, że Taliban poważnie podchodzi do kontaktu z Afgańczykami i swojego ewentualnego powrotu do władzy. Każdy z większych zamachów na ludność cywilną na terytorium Afganistanu jest błyskawicznie potępiany przez władze ugrupowania, a na terenach objętych jurysdykcją Talibanu przeprowadza się – nazwalibyśmy je – PR’owe przedsięwzięcia jak masowe „sadzenie drzewek”. Ostatnie deklaracje Pentagonu dot. zwiększenia obecności amerykańskich wojsk nie wpłynęły na linię polityczną Talibanu, a tylko zaostrzyły stanowisko w sprawie prowadzenia działań przeciwko rządom w Kabulu. W natłoku informacji dotyczących Syrii i Iraku, opinia publiczna w Europie zapomina, że jeden z ciekawszych konfliktów o bardzo interesującym przebiegu może w niedługim czasie doprowadzić do zaskakującego rozstrzygnięcia. Interesująca jest też reakcja Amerykanów na militarne niepowodzenia w Afganistanie. Waszyngton oskarża Rosję i Iran o finansowanie Talibanu, sugerując niepodważalną potęgę armii Stanów Zjednoczonych, która nie mogłaby mieć problemów ze spacyfikowaniem skromnie uzbrojonych Pasztunów i innej ludności wieloetnicznego Afganistanu. Czyżbyśmy byli świadkami powtórki z Wietnamu? (ARK)









5 komentarzy