W piątek rano libańska armia wkroczyła do dwóch ważniejszych obozów dla uchodźców syryjskich, znajdujących się na terytorium Libanu w okolicy Dżird Arsal – otrzymawszy wcześniej wiarygodne informacje o znajdujących się w nich dżihadystach ISIS oraz Hay’at Tahrir Al-Sham (syryjska al-Kaida).
Podczas obławy na wielką skalę, żołnierze i członkowie sił bezpieczeństwa chodzili od drzwi do drzwi, legitymując wszystkich i sprawdzając, czy znajdują się na liście terrorystów. Sporządzono ją dzięki informacjom otrzymanym od innych Syryjczyków-uchodźców, którzy obawiali się rozrostu sił dżihadystów.
Podczas nieoczekiwanego nalotu co najmniej 10 dżihadystów zostało zabitych, po tym jak rozpoczęli wymianę ognia z libańską armią. Niestety, pięciu zamachowcom-samobójcom ISIS udało się uzbroić na czas, jeden zdetonował pas szahida przed nadchodzącym patrolem sił libańskich. Dowództwo armii wydało oświadczenie, iż rannych zostało 7 żołnierzy – a jako ofiara postronna zginęła młoda Syryjka. Inne źródła podają jednak, że zginęło około 30 osób, głównie syryjskich cywilów, ale także kilku libańskich żołnierzy i funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa.
Obławę zorganizowano, gdyż pojawiły się informacje o planach ukrytych wśród uchodźców dżihadystów, gromadzących broń i materiały wybuchowe dla planowanych ataków na libańskie miasta i inne gęsto zamieszkane tereny. W trakcie akcji aresztowano około 300-350 członków i sympatyków organizacji dżihadystycznych. Dowództwo organizacji Hezbollah pogratulowało siłom rządowym udanej akcji – podkreślając, że w obliczu zagrożenia mieszkańcy Libanu muszą wspierać się wzajemnie.
Podobna wielka obława w obozach koło miasta Arsal miała już miejsce w 2014 roku. Tego typu akcje powtarzano także później, w różnych częściach kraju – także poza obozami uchodźców. W 2016 roku udało się nawet złapać jednego z „emirów” („książąt”) Daesz, przebywającego w obozie uchodźców palestyńskich Ain al-Hilweh. Jednak w tym samym roku samobójcy-uchodźcy powiązani z ISIS zaatakowali chrześcijańskie miasto al-Qaa, zabijając 5 osób i raniąc 21. Skala ataku byłaby dużo większa, gdyby nie działania libańskich służb oraz czujność i samoorganizacja miejscowej ludności. Po atakach zauważono jednak, że pewna liczba uchodźców w obozach świętowała ich przeprowadzenie.

Poza obozami, zarówno ISIS jak i Al-Kaida mają swoje niewielkie komórki na granicy syryjsko-libańskiej, w regionie Zachodniego Kalamoun. Są one regularnie zwalczane przez siły rządowe, jednak doświadczenie pokazuje, iż po jakimś czasie odradzają się. Pomocy w ich zwalczaniu udziela także Hezbollah, największa organizacja zbrojna zrzeszająca muzułmanów-szyitów. Jednak w tej zamieszkałej przez sunnitów części Libanu nie prowadzą intensywnych działań – nie chcąc zwiększać napięć między sunnitami a szyitami, co mogłoby doprowadzić do rozszerzenia bazy rekrutacyjnej dżihadystów. Niestabilna sytuacja panuje także w dolinie Bekaa.
Komentarz Redakcji: W maju br. udało nam się odwiedzić Liban – dokonując wielu ciekawych obserwacji. Pomimo ogromnej liczby uchodźców syryjskich (ok. 1,5 mln w kraju liczącym 4 mln obywateli), z których na dodatek wielu nie mieszka w obozach lecz stara się żyć i pracować jak normalni ludzie, większość mieszkańców Libanu czuje się względnie bezpiecznie. To nie Francja czy Belgia, miejscowe służby udaremniają o wiele więcej aktów terrorystycznych niż ich europejskie odpowiedniki. Owszem, do zapewnienia bezpieczeństwa zmobilizowano ogromne siły bezpieczeństwa, na ulicach miast widać wielu żołnierzy i uzbrojonych w broń maszynową policjantów, a w ważniejszych miejscach zorganizowano checkpointy – ale normalne życie nie jest przez to sparaliżowane. Nie ma atmosfery strachu – mało tego, wielu mieszkańców Libanu pomaga Syryjczykom (nawet pomimo faktu, że stosunki z Syrią nie zawsze wyglądały dobrze). Żołnierze odnoszą się życzliwie zarówno do cywilów arabskich, jak i gości z zagranicy. Armia w tym kraju cieszy się wielkim szacunkiem.
Gdy dochodzi do zamachów, nikt nie rysuje kredą na asfalcie – miejscowi zwiększają czujność, zbroją się, kooperują z wojskiem i służbami. Poza stolicą organizują także patrole samoobrony. Libańczycy wiedzą, jak sobie radzić*
* ale „jak zawsze prawdomówny” TVN24 i tak napisze, że w trakcie obławy „nikogo nie aresztowano”…

(na podst. Al-Masdar, Iran Daily, Al-Monitor, Twitter)








