Jak zapowiadał rok temu w maju wiceminister obrony Bartosz Kownacki, Polska miała wyremontować i zmodernizować 60 wysłużonych czołgów T-72, a następnie sprzedać je Jordanii. Wart ok. 100 mln zł kontrakt na ich modernizację miał trafić do spółki Bumar-Łabędy, będącej częścią państwowej Polskiej Grupy Zbrojeniowej. W ten sposób spółka zamierzała odzyskać płynność finansową – co dla niej istotne przed rozpoczęciem prac w ramach kontraktu na modernizację 128 czołgów Leopard 2.
Aby można było zrealizować ten projekt, zmieniono nawet przepisy dotyczące Agencji Mienia Wojskowego – która może teraz nieodpłatnie przekazać sprzęt wojskowy, jeśli taką decyzję podejmie szef MON lub MSW.
Od tego czasu minął ponad rok, a temat ucichł zupełnie. Obecnie jednak wiadomo, że negocjacje ze stroną jordańską stanęły w martwym punkcie – czołgi z Polski raczej nie zostaną zakupione. Ponadto, negocjatorzy kontraktu zarówno po stronie polskiej, jak i jordańskiej się zmienili. Jak twierdzi „Forsal”, rozmowy były prowadzone z konkretnymi ludźmi w wojsku jordańskim [..] obecnie ci oficerowie już się tym nie zajmują. Ich następcy nie są aż tak przekonani do robienia zakupów w Polsce – a przy takich kontraktach decyzje i opinie mundurowych są zazwyczaj przesądzające. […] – Ta transakcja od początku była obarczona pewnym ryzykiem – komentuje Andrzej Kiński, redaktor naczelny miesięcznika „Wojsko i Technika”.
Jak podaje „DGP” w Ministerstwie Obrony obawiano się, że „czołgi wcale nie trafią do wojsk jordańskich, a zostaną sprzedane gdzieś dalej. Na Bliskim Wschodzie znaleźliby się chętni. A Polska zyskałaby opinię państwa, które sprzedaje broń w niepewne miejsca”. Jest to swego kolejny news mediów głównego nurtu podany w taki sposób, by ukryć zaniepokojenie pracowników MON znacznie gorszą możliwością – przekazania tych czołgów przez Jordanię w ręce „syryjskiej opozycji”. Do takich wniosków doszli też inni komentatorzy:

Obecny brak zainteresowania władz Jordanii zakupem zmodernizowanych czołgów T-72 wynika zapewne z tego, że dwa tygodnie temu administracja Trumpa ogłosiła zaprzestanie wspierania zbrojnej „opozycji” w Syrii. Mało tego – władze USA ogłosiły, że broń i środki przeznaczenia wojennego dotychczas im przekazane mają zostać zwrócone, celem przekazania ich „innym siłom, walczącym przeciwko ISIS” (czyli zapewne kurdyjsko-arabskim Syryjskim Siłom Demokratycznym). Część „umiarkowanych” islamistów już teraz buńczucznie zapowiada, że broni nie oddadzą.
„Dziennik Gazeta Prawna” zaznacza, że niepowodzenie jordańskiego kontraktu nie musi oznaczać, że Bumar-Łabędy czołgów T-72 nie zmodernizuje. W obecnym Strategicznym Przeglądzie Obronnym zapisano bowiem, że polska armia powinna mieć więcej czołgów. Według anonimowego źródła gazety w MON, czołgi najpewniej trafią do polskiego wojska zamiast do jordańskiego. Istotnie, na początku lipca br. MON ogłosił, że polskie T-72 mają przejść modernizację optoelektroniki i przejąć rolę wozu wsparcia ogniowego dla pododdziałów zmechanizowanych. Jak podawał portal Defence24.pl, wyposażone np. w T-72 jednostki mogą zyskać przynajmniej minimalny akceptowalny poziom zdolności bojowej, do czasu wprowadzenia nowych maszyn. Należy spodziewać się, że co najmniej większość prac będzie realizowanych przez krajowy przemysł.
Osobną kwestią jest konieczność refleksji nad odbudową polskiego eksportu zbrojeniowego. Jak zauważa „Forsal”, ostatnim dużym kontraktem eksportowym polskiej zbrojeniówki była sprzedaż zestawów przeciwlotniczych Poprad do Indonezji. Transakcja miała wartość ponad 100 mln zł i zrealizowano ją w 2009 r. Wcześniej, w 2006 r., udało nam się sprzedać do Iraku ponad 5 tys. karabinków automatycznych AK/AKM 7,62 mm. Ale prawdziwe żniwa były w latach 80., gdy za pośrednictwem spółek związanych z wywiadem wojskowym sprzedawaliśmy właśnie czołgi T-72 m.in. dla Saddama Husajna. Znaczącym importerem polskiej broni była też Syria. Warto także przypomnieć, że po upadku komunizmu, gdy Polska nie mogła już oficjalnie sprzedawać broni do nielubianych przez Zachód państw, nadal istniał popyt na broń z Polski. W nowej sytuacji nasz „eksport” nabrał charakteru nielegalnego – brali w nim udział oficerowie i współpracownicy WSI oraz handlarze bliskowschodni, tacy jak pochodzący z Syrii Monzer al-Kassar. Wówczas to oni się na nim bogacili, zamiast państwa polskiego – które de facto często traciło, zwłaszcza gdy broń znikała z magazynów wojskowych. Część zamieszanych osób, na czele z ówczesnym szefem WSI Bolesławem Izydorczykiem, przeszło później na wysokie stanowiska w NATO – decydentom Paktu Północnoatlantyckiego najwyraźniej nie przeszkadzała ich przeszłość (bo nie da się przyjąć wersji, że o niej nie wiedzieli).
(na podst. Forsal.pl, Dziennik Gazeta Prawna, Defence24.pl, FB oprac. M.M.)
Komentarz Redakcji: Z zapowiadanej szumnie kooperacji Polski z Jordanią niewiele wyszło – jednak nie jest to bynajmniej powód do smutku. Nasz zespół redakcyjny opisywał w tym jak i w ubiegłym roku różne podejrzane aspekty z nią związane, opierając się na źródłach własnych oraz na „niewygodnych” informacjach z niezależnych mediów zagranicznych. Cieszymy się, że wiele z zamierzeń, w tym i takich hańbiących mundur żołnierza polskiego, ostatecznie nie doczekało się realizacji. Kto wie, może również się do tego przyczyniliśmy. Nadto, w najbliższej przyszłości opublikujemy zapewne niejedno na temat samej Jordanii – kraju przedstawianego w mediach Zachodu niemalże jako aspirujący do jego standardów, a de facto zinfiltrowanego przez islamistów i targanego wieloma problemami wewnętrznymi.









4 komentarze