Syria: „Wojna zbliża się ku końcowi”

Jak oceniła dr Butaina Szaaban, doradczyni ds. politycznych prezydenta Baszara Al-Asada, wraz ze zmianą polityki mocarstw wojna w Syrii osiągnęła „przedostatni etap”. Jej słowa, zawarte we piątkowym komentarzu dla libańskiej telewizji Al-Mayadeen zyskały sporą uwagę światowych serwisów informacyjnych – choć ich narracje nie zawsze były rzetelne i całościowe.

– Tak jak pokonaliśmy terroryzm, będziemy walczyć przeciwko wszelkiej nieuprawnionej obecności militarnej na naszym terytorium, niezależnie od tego, czy będą to USA czy Turcja – zadeklarowała doradczyni prezydenta Asada. Podkreśliła, że władze amerykańskie nie będą w stanie uskutecznić jakiegokolwiek podziału czy „federalizacji” Syrii [w domyśle, chodziło jej o działania kurdyjskich proxies USA]. Dodała też, że obecność wojsk tureckich na terytorium Syrii „stanowi atak, któremu Syria w odpowiednim czasie stawi czoło”.

Wywiadu udzieliła tego samego dnia, gdy syryjskie wojsko i sprzymierzone oddziały zamknęły ISIS w „kotle” w prowincji Hama, oraz na przyległych doń terytoriach muhafazy Homs. Dżihadyści bronią się jeszcze w mieście Ukayribat, ale ich los wydaje się przesądzony.

Istotnie, sytuacja na froncie przedstawia się niezwykle pomyślnie dla sił rządowych: oprócz wspomnianego okrążenia bojowników ISIS, a ich kamraci w Górach Kalamun (pogranicze libańsko-syryjskie) są również na krawędzi załamania – przyciśnięci z jednej strony ofensywą Hezbollahu i armii libańskiej, a z drugiej bombardowaniami i operacją lądową armii syryjskiej.

Na południu kraju popierani przez USA i Jordanię „rebelianci” masowo dezerterują, cześć już poddała się syryjskiemu rządowi – wśród nich i tacy, którzy chcą kontynuować walkę, ale przeciwko ISIS. Wojsko syryjskie naciera w stronę ich baz, wcześniej współdzielonych z amerykańskimi żołnierzami sił specjalnych – które opuścili po tym, jak prezydent Trump podjął decyzję o wygaszeniu prowadzonego przez CIA programu wspierania „umiarkowanych rebeliantów”. Część południa objęta jest także porozumieniami deeskalacyjnymi, negocjowanymi głównie między Rosją a USA.

Wkrótce po USA również i Turcja wycofała się ze wspierania części swoich „rebeliantów” i „opozycji” – jednak tureckie władze uczyniły to oficjalnie w geście „dobrej woli” wobec rządu w Damaszku. Dobrze poinformowane źródła twierdzą nawet, że marionetkowy „syryjski rząd na uchodźstwie” rezydujący w tureckim mieście Gaziantep nie ma już pieniędzy na dalsze prowadzenie działalności.

Na początku sierpnia syryjska armia wyparła ISIS z miasta As-Suknah, kluczowego w operacji odsieczy dla Deir Ezzor – stolicy bogatej w ropę prowincji o tej samej nazwie. W piątek siły rządowe zdobyły pozycje w górach na północ i zachód od As-Suknah, otaczając bojowników Daesz. Obrońcy miasta-twierdzy Deir Ezzor z powodzeniem odpierają kolejne, coraz bardziej desperackie natarcia ISIS – dżihadyści są załamani faktem, że nadal nie mogą zająć miasta, a grozi im oskrzydlenie przez odsiecz sił rządowych. Uciec nie mają gdzie, bo po drugiej stronie granicy operacje prowadzą irackie Siły Mobilizacji Ludowej, wspierane przez Iran.

Popierane przez USA kurdyjsko-arabskie Syryjskie Siły Demokratyczne też chcą przyjść „na odsiecz” zajętej przez ISIS bogatej w ropę prowincji Deir Ezzor – jednak nadal walczą o miasto Rakka, kontrolowane w większości przez Daesz. Pomimo ogromnego wsparcia lotniczego, udzielanego im przez państwa tzw. Koalicji (głownie zachodnie, na czele z USA), zmasowanych bombardowań w których giną także setki cywilów, czy nawet używania przez zachodnie lotnictwo białego fosforu, operacja wyzwalania Rakki posuwa się wolno. Na dodatek nie jest wcale pewne, czy ewentualny sukces byłby trwały – arabscy mieszkańcy metropolii będą raczej niechętni rządom kurdyjsko-amerykańskim. I to nawet niekoniecznie dlatego, że część z nich popiera ISIS – a bardziej ze względu na różnice etniczne, oraz na historyczne zadrażnienia z Kurdami, sięgające wiele dekad wstecz.

Natomiast objęci zawieszeniem broni dżihadyści w prowincji Idlib pogrążyli się we wzajemnych walkach – wystarczyło, że Damaszek zostawił ich samym sobie, podsyłając im kolejne partie islamistów i ich rodzin – ewakuowanych z tych części kraju, gdzie fanatycy zostali pokonani i zmuszeni do kapitulacji. Wraz z postępem czasu (i kolejnymi krwawymi akcjami islamistycznych gangów) nawet sfanatyzowani mieszkańcy prowincji Idlib zaczęli zdawać sobie sprawę, że bycie islamistą / dżihadystą nie uchroni od krzywd doświadczanych z rąk tych, którzy podobno mieli ich „bronić” – a stosowane przez tychże prawo szariatu wcale nie jest takie dobre, jak im się wydawało wcześniej. Toteż w ostatnich tygodniach lawinowo wzrosła liczba mieszkańców Idlib, którzy proszą Damaszek o możliwość przeniesienia się na terytoria pod kontrolą sił rządowych, gdzie panuje względna stabilność. Na razie jednak nie podjęto konkretnych decyzji, co zrobić w ich sprawie. Oprócz tego grupy islamistów, kontrolujące wschodnią część regionu Ghouta również walczą między sobą. W obu przypadkach są to sytuacje powtarzające się już któryś raz z rzędu – co dodatkowo wpływa na niezadowolenie ludności cywilnej, egzystującej pod „opieką” islamistów / dżihadystów. Nawet w kontrolowanej przez Turcję północnej enklawie wokół miasta Azaz nie jest spokojnie – pomimo tego, że islamistyczne władze tureckie dokładają wszelkich wysiłków, by wspierane przez nich miejscowe siły policyjne jakoś funkcjonowały.

Słowa doradczyni prezydenta Asada znajdują też potwierdzenie w życiu codziennym, które coraz bardziej zaczyna przypominać to znane Syryjczykom sprzed wojny. Poprawa sytuacji wewnątrz kraju skłania wielu do powrotu – jak podawała ostatnio Międzynarodowa Organizacja ds. Migracji, w ciągu ostatnich siedmiu miesięcy do Syrii wróciło 600 tysięcy uchodźców. Władze pomagają według możliwości, oprócz pomocy humanitarnej starają się także organizować wydarzenia kulturalne, jak przed wojną. W ten czwartek rozpoczęły się Międzynarodowe Targi w Damaszku (Damascus International Fair), zorganizowane po wieloletniej przerwie. Zdaniem dr Szaaban ich otwarcie to „wiadomość, że wojna się kończy, a Syria jest na początku ścieżki w kierunku odbudowy”. Uczestniczyły w nich reprezentacje 45 państw, prezentując ich osiągnięcia techniczne, gospodarcze a także dziedzictwo kulturowe. Omawiano również kwestie handlowe – i to pomimo nałożonych na Syrię sankcji zachodnich, które wtrąciły w biedę większość ludności kraju (według części komentatorów, zaszkodziły one nawet bardziej niż same zniszczenia wojenne).

Na zdjęciu delegacja z Armenii, uczestnicząca w targach. Sto lat temu Syryjczycy przyjęli wielu Ormian, uciekających z Turcji przed rzezią. Dziś Armenia, kraj balansująca między Rosją a Zachodem, wysyła do Syrii znaczne ilości pomocy humanitarnej. Chce także pomóc w odbudowie gospodarczej i nawiązywaniu relacji handlowych.

Zakrojona na wielką skalę impreza wymagała ogromnego zabezpieczenia logistycznego, oraz znacznego wysiłku ze strony służb, usiłujących nie dopuścić do jakichkolwiek aktów terrorystycznych w trakcie jej trwania. Na szczęście tym razem Damaszek okazał się bezpieczniejszy niż wiele miast zachodniej Europy – impreza przebiegała bez incydentów. Jak wiadomo ze wstępnych szacunków, uczestniczyło w niej… ponad 350 tys. ludzi, w tym wielu gości z zagranicy. W mediach społecznościowych pojawiło się pełno amatorskich jak i profesjonalnych nagrań z jej przebiegu – na jednym widać było nawet grupę turystów z Francji, świętujących zbliżające się zakończenie wojny.

Natomiast w mieście Aleppo, znacznie zniszczonym przez działania zbrojne, trwa obecnie intensywna odbudowa – co potwierdziła na miejscu Vanessa Beeley. Jego mieszkańcy biorą się sami do pracy – pomimo trudności gospodarczych rząd częściowo subsydiuje materiały budowlane, aby łatwiej było im je zakupić.

Początek sierpnia br. – mieszkańcy dzielnicy Al-Szar w Aleppo pracują nad odbudową swoich domów, sklepów i punktów usługowych. Zdjęcie dzięki uprzejmości p. Vanessy Beeley

Działalność wznowiło też ponad 400 zakładów produkcyjnych, zlokalizowanych w przemysłowej dzielnicy al-Kallasah. Aleppo przed wojną stanowiło najważniejsze centrum przemysłowe Syrii – i możliwe, że odzyska ten status nawet pomimo dużych zniszczeń oraz zorganizowanej grabieży zakładów (dokonywanej przez „rebeliantów” a wspieranej przez władze tureckie, przyjmujące zagrabione maszyny i linie produkcyjne). Odbudowa miasta nabierze większego tempa, gdy ruszy wielki rządowy plan odbudowy kraju. Będzie on realizowany także przy wsparciu Chin – dla których Iran, Irak i Syria stanowią ważny pomost w kierunku Morza Śródziemnego (w ramach idei Nowego Jedwabnego Szlaku).

Podsumowując, sponsorowane przez Zachód i rządy państw islamistycznych plany obalenia władzy w Syrii nie powiodły się. Zamiast tego, w ostatecznym rozrachunku może się nawet okazać, że po zakończeniu wojny i mozolnej odbudowie państwo to będzie miało szansę zostać jednym z ważniejszych (i zasobniejszych) w kształtującym się nowym „świecie wielobiegunowym”.

(M. Mazur)

 

Jeden komentarz

Leave a Reply