19 sierpnia aktywiści amerykańskiej „alternatywnej prawicy” w Bostonie zamierzali przeprowadzić demonstrację w obronie swobody głoszenia poglądów, w ich ocenie coraz bardziej zagrożonej przez lewicowe środowiska „antyfaszystowskie”. Kiedy jednak informacja na ten temat została upubliczniona, „antyfaszyści” z poparciem mediów zaczęli zwoływać się na kontrmanifestację. W rezultacie w miejskim parku Boston Common około setka przedstawicieli alt-right spotkała się, jak relacjonowano, z około piętnastoma tysiącami lewicowców.
Manifestacja prawicowców w praktyce się nie odbyła, ponieważ ich zgromadzenie zostało szybko rozbite przez policję, która wcześniej otoczyła je kordonem. Przy akompaniamencie wulgaryzmów i wyzwisk, jakimi „antyfaszyści” obrzucali aktywistów alt-right, policjanci aresztowali 27 osób, czyli co trzeciego uczestnika prawicowej demonstracji.
– 99,9% aresztowanych to ludzie, którzy przybyli na wiec ze względu na swe prawicowe przekonania. – wygłosił kuriozalny komunikat komisarz William Evans z bostońskiej policji.
Poparcie dla działań lewicy wyraził amerykański prezydent. Donald Trump, który podczas kampanii wyborczej m.in. cytował Mussoliniego i posługiwał się w internecie materiałami radykalnej prawicy, skomentował to wydarzenie słowami: Chcę pochwalić wielką liczbę protestujących w Bostonie, którzy występują przeciw bigoterii i nienawiści. Nasz kraj wkrótce znów się zjednoczy!
(Na podstawie kresy.pl opracował A.D.)








