Jak podały syryjskie źródła prorządowe, w piątek (8. września) izraelskie wojska wkroczyły na tereny syryjskiej części Wzgórz Golan, kontrolowane przez bojówki dżihadystyczne Hay’at Tahrir al-Szam (HTS), wyrosłe z dawnej Al-Kaidy. Oddziały żydowskie wkroczyły na kilkaset metrów w głąb terytorium ekstremistów, osiągając okolice wioski Beer Adżam. Rzecz jasna nie napotkały żadnego oporu ze strony islamistów – oficjalnie obie strony działają niezależnie od siebie, jednak analiza przebiegu starć na południu Syrii za ostatnie lata potwierdza wyraźnie, że ilekroć np. dżihadyści ponosili klęski, do akcji wkraczało izraelskie lotnictwo – zadając straty Syryjskiej Armii Arabskiej. Zdarzały się nawet przypadki, że natarcia dżihadystów na siły rządu w Damaszku następowały bezpośrednio po bombardowaniach izraelskich – ekstremiści najwyraźniej znali dokładnie czas i miejsce, bo byli w gotowości bojowej do działań zaczepnych. Wiadomo także, że ranni ekstremiści leczeni są w klinikach na terenie Izraela – co przyznają nawet najważniejsze żydowskie media.
Nieco później tego samego dnia (w piątek 8. września) wspomniani dżihadyści przypuścili atak rakietowy i szturm na pozycje Syryjskiej Armii Arabskiej w rejonie wzgórz Tal al-Hira, a następnie na miasto Al-Hader (Wzgórza Golan – prowincja Kuneitra). Zaskoczeni tym natarciem żołnierze syryjscy po krótkiej obronie zaczęli się wycofywać. Jednakże wkrótce przegrupowali się, na wschód od wspomnianego miasta – zasileni posiłkami NDF (syryjskiej Obrony Terytorialnej) rozpoczęli kontrnatarcie, które do wieczora wypchnęło dżihadystów ze wszystkich zdobytych tego dnia pozycji. W odbijaniu terenu pomogły im także lokalne siły Fudż Al-Dżulan (Obrońcy Golan) oraz Liwaa Sukkur Al-Kuneitra (Brygada Sokołów Kuneitry).
Dzień wcześniej (7. września) lotnictwo izraelskie, przebywając nielegalnie w przestrzeni powietrznej Libanu, przypuściło atak na syryjski obiekt wojskowy koło miasta Masjaf. W jego wyniku zginęło dwóch żołnierzy syryjskich; jeden z nich miał zaledwie 19 lat. Według części doniesień na terenie obiektu miała być przechowywana broń rakietowa średniego zasięgu – choć izraelskie media próbowały sugerować, iż był to zakład produkcji broni chemicznej. Warto przypomnieć, że cała akcja miała miejsce zaledwie dzień po opublikowaniu przez ONZ raportu, opartego na wątpliwych przesłankach – nt. rzekomych ataków chemicznych, dokonanych przez rząd syryjski od początku wojny. Kulisy najbardziej znanej sprawy z tym związanej – wynikłej z dość marnie zainscenizowanej prowokacji w Chan Szajchun, a jednak skutkującej atakiem rakietowym USA na siły Damaszku – przedstawiliśmy na łamach Xportalu w kwietniu br.
Warto przypomnieć też, że izraelskie media w ostatnich dniach wzywają USA do otwartej konfrontacji z siłami rządu w Damaszku. Jak łatwo się domyślić, powodem obaw syjonistów jest coraz większe prawdopodobieństwo utworzenia korytarza lądowego Iran-Irak-Syria-Liban (Hezbollah)-Palestyna, pozwalającego na masowe dostawy uzbrojenia droga lądową – dając tym samym wielką przewagę strategiczną przeciwnikom syjonizmu. W opublikowanym niedawno na łamach „Jerusalem Post” artykule, o wymownym tytule „Dlaczego Izrael musi przygotować Amerykę na nadchodzącą wojnę z Syrią”, amerykański publicysta Eric R. Mandel (protestant-syjonista) przekonuje, że w razie przez dokonania przez Izrael pełnoskalowej inwazji na Syrię, USA musi doń dołączyć – nawet jeśli miałoby to oznaczać konfrontację także z Rosją i Iranem. Aby przekonać do swoich „racji” amerykańskich czytelników, Mandel usiłuje ich zastraszyć – wymyślając teorię, wg której libański Hezbollah kontroluje nie tylko cały rząd Libanu, ale także wiele rządów państw w Ameryce Południowej. Według niego, za taki stan ma odpowiadać rzekomy ogólnoświatowy „spisek Iranu”.
Nie ulega wątpliwości, że publikacje medialne nt. „raportu” ONZ oraz rzekomej konieczności zniszczenia rządu w Damaszku mają za zadanie odwrócić uwagę zachodniej (i żydowskiej) opinii publicznej od podstawowych kwestii – czyli tego, jak w wyniku udanej odsieczy Deir Ezzor, a także załamania się „rebeliantów” na południu Syrii, USA de facto straciło ogromną okazję do poszerzenia własnej strefy wpływów na terytorium syryjskim. Na chwilę obecną jest mało prawdopodobne, aby prezydent Donald Trump zdecydował się na otwartą konfrontację z Damaszkiem. Wiadomo jednak, że USA nie rezygnuje jednak z planu zajęcia przynajmniej części Doliny Eufratu – korzystając z faktu, że główne siły ISIS we wsch. Syrii skierowały się do odpierania natarcia wojsk syryjskich, kurdyjskie SDF i wspierające je oddziały specjalne USA rozpoczęły własną ofensywę. Jej celem jest zajęcie jak największej części prowincji Deir Ezzor – słabo zaludnionej, lecz bogatej w ropę i gaz.
(na podst. Al-Masdar, Twitter oprac. M.M.)









Jeden komentarz