Irak: Kurdyjskie referendum niepodległościowe bez poparcia międzynarodowego

W sytuacji, gdy 25 września ma się odbyć kurdyjskie referendum niepodległościowe w Iraku, światowi gracze geopolityczni – tacy jak USA, Wielka Brytania, Francja, Iran i Turcja potępiają tę inicjatywę. Przeciwny jest także sam rząd iracki, negatywną opinię wyraziło nawet ONZ – gdzie ostatnio coraz trudniej o jednomyślność w jakiejkolwiek sprawie. Organizacja, podobnie jak większość uznanych ekspertów politycznych, zwraca uwagę na związane z referendum ryzyko dalszej destabilizacji Iraku – kraju już i tak zrujnowanego ciężką kampanią wojenną przeciwko Daesz.

Przeprowadzenie referendum popiera tylko jedno państwo świata – Izrael.

Wielu może dziwić, dlaczego USA nie poparło działań Kurdów w północnym Iraku, mimo iż to amerykańskim „jastrzębiom” przypisuje się celowe zdestabilizowanie Bliskiego Wschodu, wg planu „New Middle East” – którego jednym z ważniejszych elementów jest powstanie państwa kurdyjskiego. Prawdopodobnie obecne stanowisko władz amerykańskich ma związek z coraz silniejszym skręcaniem władz irackich w stronę Iranu i Rosji, przy jednoczesnym wypychaniu przez nie wpływów USA. Jak informowaliśmy już wcześniej, rząd w Bagdadzie prowadzi odważną (choć dobrze przemyślaną) politykę zagraniczną. Nadto, władze irackie coraz wyraźniej sygnalizują Amerykanom, iż w Iraku nie są już mile widziani – wielokrotnie dawano im do zrozumienia, że po zniszczeniu ISIS ich dalsza obecność wojskowa straci sens, toteż amerykańskie bazy wojskowe mają zniknąć. USA chciałoby natomiast, aby pozwolono im na zachowanie baz wojskowych; negocjacje w tej sprawie podjęto już za Obamy, jednak nadal nie przyniosły one rezultatów. W takim kontekście postawę administracji Trumpa należałoby odczytać raczej jako próbę złagodzenia napięć w stosunkach z Bagdadem.

Po stronie Kurdów-separatystów pozostaje zatem tylko jedno z liczących się państw – twór syjonistyczny w Palestynie. Choć wielu może to dziwić, wsparcie jego władz dla kurdyjskich dążeń niepodległościowych sięga lat 60.tych XX wieku – gdy stratedzy żydowscy, w sytuacji realnego ryzyka zniszczenia ich państwa przez koalicję arabską, zaczęli aktywnie patrzeć w stronę środowisk kurdyjskich. Obecnie nie jest już niczym dziwnym, że na demonstracjach Kurdów np. w Ebrilu, Dohuk – czy na emigracji, jak np. w Berlinie, Monachium, Paryżu – można, obok ich własnych sztandarów, zobaczyć także flagi z Gwiazdą Dawida. Jak wiadomo, kurdyjskie poparcie dla „Izraela” często przyjmuje ostentacyjne, czasem nawet dość absurdalne formy (video). Zresztą, podobna zależność działa też w drugą stronę.

Zagadnienie jest skomplikowane i wielowątkowe. Czytelnikom znającym angielski warto polecić artykuł, jaki ostatnio napisała Sarah Abed – syryjska analityk i aktywistka, wykształcona w USA. Generalnie rzecz ujmując, powstanie kurdyjskiego państwa na Bliskim Wschodzie (niekoniecznie tylko na terytorium Iraku) nie przyczyni się do wzrostu bezpieczeństwa w regionie. Mało tego – oznacza to także większe konflikty wewnętrzne między różnymi stronnictwami kurdyjskimi, oraz między Kurdami i mieszkającą z nimi po sąsiedzku mniejszością arabską i asyryjską (chrześcijanie). Jednak nie są to sprawy, które przeszkadzają strategom państwa żydowskiego – chaos na Bliskim Wchodzie daje im szansę dalszego prezentowania się jako „czynnik stabilizujący” czy „wiarygodny partner Zachodu”; wielu z nich uważa, iż nawet samo zniszczenie ISIS byłoby niekorzystne dla państwa żydowskiego. Natomiast według różnych doniesień, syjonistyczne służby są zaangażowane również w szkolenie dysydentów i terrorystów kurdyjskich na terenie Iranu.

Premier Iraku Haider al-Abadi dwa dni temu po raz kolejny zażądał, by wszelkie przygotowania do referendum zostały wstrzymane. Natomiast iracki Sąd Najwyższy stwierdził, że musi zostać ono odroczone – do czasu, dopóki nie uda się rozstrzygnąć kwestii jego legalności w świetle prawa obowiązującego w Iraku (oraz na terenie irackiego Regionu Autonomicznego Kurdystanu).

Poniżej przedstawiono, jak sytuacja związana z kurdyjskimi zamiarami wygląda na mapie:

Kolorem pomarańczowym zaznaczono tereny będące oficjalnie pod kontrolą władz Regionu Autonomicznego Kurdystanu; niebieskie pochyłe linie oznaczają obszary pozostające pod kontrolą Peszmergów. Natomiast czerwone, skośne kreski to terytoria, do których Kurdowie roszczą sobie prawa – choć nie mają nad nimi kontroli politycznej ani zbrojnej, a w wielu okolicach żyją przemieszani z innymi grupami etniczno-narodowymi.

(na podst. Washington Post, sarahabed.com, Rudaw oprac. M.M.)

 

6 komentarzy

Leave a Reply