Wspierane przez USA Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF) zajmują kolejne terytoria w prowincji Deir Ezzor we wschodniej Syrii. Po dwóch dniach niezbyt intensywnych starć, w sobotę rano przejęły one kontrolę nad rafineriami, złożami gazu ziemnego i ropy naftowej Koniko oraz Al-Azba – położonymi na północny wschód od miasta Deir Ezzor i jednymi z największych w Syrii. Wspierane przez siły specjalne USA oddziały podchodzą również w pobliże kolejnego ważnego pola naftowego, Al-Dżafra, od którego dzieli je obecnie ok. 5 km. Wcześniej zaś zajęły zakłady gazowe Taybeh.
Natomiast inne zgrupowanie sił kurdyjskich prowadzi też operację zdobywania miasta As-Suwar w dolinie rzeki Chabur [mapa].

Wspomagane przez USA i pewną ilość lokalnych „rebeliantów” arabskich (islamistów), siły kurdyjskie od 9 września prowadzą operację „Burza Dżaziry”, której celem jest opanowanie leżącej na wschodnim brzegu Eufratu części prowincji Deir Ezzor. Jest to związane z rywalizacją między SDF a Syryjska Armią Arabską (SAA) o opanowanie bogatej w ropę i gaz doliny Eufratu. Strategiczne znaczenie tych terenów wynika też z przebiegającego tędy szlaku z Iranu w stronę Morza Śródziemnego. SAA chce doprowadzić do otwarcia korytarza lądowego łączącego Syrię i Liban (Hezbollah) z Iranem, czego nie życzą sobie USA i Izrael – wykorzystując do swych celów ofensywę SDF. Kurdowie natomiast liczą, że dzięki tak ekspansywnej strategii w powojennej Syrii będą mieć więcej wpływów, niż by to wynikało z ich liczebności (stanowią ok. 10 proc. społeczeństwa) czy wielkości terenów, na których dominuje ludność kurdyjska. SDF prze w stronę miasta Al-Majadin, będącego obecnie stolicą „kalifatu” ISIS w Syrii. Jeśli przejmą je zanim uczynią to siły rządowe, tym samym odetną je od dalszego marszu w dół Eufratu. Jednak nawet w takim przypadku nie jest wcale powiedziane, czy tak wielki „kąsek” jak prowincja Deir Ezzor nie okaże się dla Kurdów (i USA) zbyt wielki do „strawienia”.
Należy przypomnieć, że armia syryjska również zdobyła się na wysiłek zbrojny w celu odbicia wspomnianych złóż ropy i gazu: 18 września przekroczyła Eufrat, na wysokości wspomnianych pól Koniko i Al-Azba. Oddziały SAA napotkały jednak na opór ISIS w dwóch wioskach, co wstrzymało ich dalszy marsz. Nie uzyskały wsparcia, gdyż było ono potrzebne gdzie indziej: na zachodnim brzegu rzeki nadal znajdowały się główne siły dżihadystów, z centrum oporu w silnie bronionym mieście Madan. Choć jest ono usytuowane w pobliżu terenów pod kontrolą Kurdów, siły ISIS we wspomnianym mieście nie były przezeń niepokojone. Jednak wczoraj (w sobotę) elitarne jednostki armii syryjskiej przejęły w sobotę kontrolę nad Madan – wielu komentatorów zaskoczyło tempo operacji, zwłaszcza iż jeszcze w sierpniu ISIS było w stanie przeprowadzić skuteczną kontrofensywę przeciwko SAA w tym rejonie.
Tym samym siły rządowe co prawda usunęły dżihadystów z zachodniego brzegu Eufratu na północ od stolicy prowincji Deir Ezzor. Zabezpieczyły też jej południowe przedpola – jednak wciąż nie wyzwoliły środkowej części miasta, nadal bronionej przez fanatyków. Taki stan rzeczy sprawia wręcz, że część mniej wprawnych komentatorów przypisuje siłom syryjskiego rządu mniejsze niż Kurdom umiejętności bojowe lub morale – choć już kilka tygodni temu było wiadome, że ISIS koncentruje swe siły na odpieraniu odsieczy sił rządowych, pozostawiając na odcinku kurdyjskim bardzo szczupłą obronę. Źródła sympatyzujące z syryjskim rządem od dawna podawały nawet, że dżihadyści oddali Kurdom wiele miejscowości bez walki – w innych zaś stawiając jedynie symboliczny opór.
Co ciekawe, obecnie wiele z tego znalazło potwierdzenie w materiale źródłowym, gdy do akcji wkroczyło rosyjskie Ministerstwo Obrony – prezentując zdjęcia satelitarne, na których widać, że choć siły kurdyjsko-amerykańskie operują w środku terytorium kontrolowanego przez ISIS, to mimo tego ich „daleki rajd” nie napotyka żadnego poważniejszego oporu ze strony dżihadystów. Należy tu przypomnieć, że w przeszłości siły Daesz wielokrotnie udowadniały, iż potrafią odcinać i rozbijać wysuwające się zbyt daleko zgrupowania wojsk przeciwnika.
Opublikowane zdjęcia satelitarne pochodzą z okresu między 8 a 12 września – czyli początku kurdyjskiej operacji „Burza Dżaziry”. Jak podsumował to rzecznik Ministerstwa Obrony, na wielu z nich „nie ma nawet śladu organizowania [przez ISIS] wysuniętych punktów umocnionych” – mimo, iż dżihadyści wiedzieli wcześniej o kurdyjskich przygotowaniach do ofensywy. Podejrzenia wzbudzają też szczegóły dostrzegane przez komentatorów na innych zdjęciach: przykładowo, na terenie niedawno zajętych przez SDF zakładów gazowych Taybeh nie widać ani śladu walk, ani też celowych zniszczeń dokonanych przez wycofujące się siły ISIS – zupełnie inaczej, niż czynili to w trakcie walk z syryjskim rządem.
Amerykańskie dowództwo Koalicji do walki z ISIS jak dotąd nie odniosło się do zarzutów strony rosyjskiej.

Jakby tego było mało, w ostatnich dniach dowództwo irańskiej Gwardii Rewolucyjnej przekazało, iż w wyniku udanej infiltracji amerykańskich punktów dowodzenia w regionie udało się im zdobyć dowody na bezpośrednią współpracę USA z ISIS. Jeśli tak jest w istocie, to ujawnienie kompromitujących materiałów byłoby faktem o znaczeniu przełomowym. Wypowiadając się dla mediów w imieniu formacji, generał-brygadier Amir Ali Hajizadeh powiedział, iż Gwardia uczyni to jeśli tylko dostanie „zielone światło” od rządu. Istnieje jednak możliwość, że władze irańskie nie zdecydują się na ujawnienie wspomnianych dowodów – chcąc użyć ich w charakterze karty przetargowej wobec USA.
Wielkie kontrowersje budzi też kwestia ewakuowania przez USA ważnych dżihadystów ISIS ze wschodniej Syrii. Co ciekawe, informacje płynące ze źródeł prorządowych zostały w tym aspekcie potwierdzone także przez ośrodki znane z poparcia dla „syryjskiej rewolucji” i ogólnie Zachodu – nawet takich, jak osławione Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka.
Komentatorzy prorządowi zwracają też uwagę na fakt, że przywódca arabskich „umiarkowanych rebeliantów” wchodzących w skład Syryjskich Sił Demokratycznych w Deir Ezzor – znany jako Ahmed Abu Khawla – ostatnio przebywał na emigracji w Turcji, znanej z patronowania dżihadystom i islamistom. Stamtąd został na powrót ściągnięty do Syrii – jednak tym razem przez kurdyjskie YPG, chcące zapewnić sobie poparcie przynajmniej części arabskiej ludności Deir Ezzor. Khawla jeszcze przed wojną miał bogatą przeszłość kryminalną, zaś jako watażka „rebeliantów” koncentrował się głównie na rabowaniu cywilów (co potwierdza nawet część tzw. opozycji syryjskiej). Według jednej wersji, miał też okazyjnie świadczyć różne usługi raz islamistom, raz siłom rządu w Damaszku – stając się niewiarygodnie zamożnym i wpływowym człowiekiem. Według innej, w pewnym momencie wraz z bratem miał zaprzysiąc wierność ISIS – jednak odwrócił się od „kalifatu” po tym, gdy jego brat został stracony przez dowództwo za dokonywanie rabunków. Z kolei jeszcze inni twierdzą, iż jego brat jedynie udawał dżihadystę ISIS, co miało mu pomagać w rabowaniu cywilów – by następnie zostać skazanym na śmierć przez prawdziwych członków ISIS.
Jeszcze bardziej kontrowersyjnym dowódcą, który obecnie walczy po stronie kurdyjsko-amerykańskiej, jest niejaki Abu Layla – będący wcześniej stronnikiem Al-Nusry (syryjskiej Al-Kaidy) i Ahrar al-Szam (również grupy dżihadystycznej).
Tak czy owak, tego typu życiorysy nie wydają się przeszkadzać ani Kurdom-separatystom, ani ich amerykańskim „patronom”. Całkiem możliwe, że podobnych historii jest więcej – a w szeregach kurdyjsko-amerykańskich działa więcej osób, mających krewnych wśród dżihadystów Daesz.
(na podst. Al-Masdar, PAP, RT oprac. M.Mazur)








Jeden komentarz