Jean-Luc Mélenchon, były kandydat na prezydenta w tegorocznych wyborach oraz przywódca założonej w 2016 r. partii Niepokorna Francja, zażądał usunięcia flagi Unii Europejskiej z sali obrad Zgromadzenia Narodowego, gdzie wisi ona od 2008 r. Swoje stanowisko w tej sprawie uzasadnił w liście skierowanym do prezydenta Emmanuela Macrona. Argumentuje w nim, że flaga Unii ma symbolikę zbyt religijną i katolicką, a jako taka godzi w zasadę laickości państwa. Mélenchon zaproponował, aby zastąpić ją flagą Organizacji Narodów Zjednoczonych.
Źródło: Polskie Radio
Komentarz Redakcji: To prawda, że autor flagi „zjednoczonej Europy” Arsene Heitz był gorliwym katolikiem, podobnie jak Sługa Boży Robert Schuman. Jest chyba jednak oczywiste, że ich poglądy nie mają dla obecnej Unii Europejskiej i jej urzędniczej oligarchii żadnego znaczenia. W zaprojektowanej przez Heitza fladze dopatrywano się nawiązania do Najświętszej Marii Panny („a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu”) lub do dwunastu Apostołów. Unia Europejska nigdy nie przyjęła takiej interpretacji, a jej kształt ideologiczny i prawny nie łączy się w żaden sposób z Unią Europejską. Atak na flagę Unii Europejskiej z pewnością nie godzi więc w chrześcijaństwo. Jego prawdziwym powodem może być natomiast „eurosceptycyzm”, który Jean-Luc Mélenchon demonstrował podczas swojej kampanii prezydenckiej. Przywódca Niepokornej Francji należy do najbardziej krytycznych wobec UE postaci na francuskiej scenie politycznej, a tym bardziej wśród lewicowców. Przed wyborami prezydenta liberalna oligarchia i media głównego nurtu straszyły jego kandydaturą tak samo, jak w przypadku Marine Le Pen. Być może zatem celem jego wystąpienia jest właśnie usunięcie unijnej flagi z parlamentu, a uzasadnienie zostało tak obmyślone, aby masońskim elitom Republiki trudno było je odrzucić. Usuwanie symboli Unii Europejskiej z gmachów publicznych jest zjawiskiem dobrym i pożądanym, we Francji tak samo, jak w Polsce. Uzasadnienie jest mniej ważne; liczy się efekt. (A.D.)









2 komentarze