13. listopada dowódca armii Zimbabwe gen. Constantino Chiwenga wezwał do „zakończenia puczu” wewnątrz rządzącej w kraju partii ZANU-PF i zagroził interwencją. Swoją wypowiedzią nawiązał do usuwania z partii przez rządzącego prezydenta Roberta Mugabe zwolenników jego głównego konkurenta do władzy i zarazem wiceprezydenta, Emmersona Mnangagwa, który 7. listopada opuścił Zimbabwe, oskarżając prezydenta i jego zwolenników o zawłaszczenie rewolucji i partii, oraz o próbę otrucia go.
E. Mnangagwa jest weteranem wojny przeciwko Rodezji i posiada silne związki z kręgami wojskowymi, w których jest wysoko poważany. Zimbabwe opuścił po konflikcie żoną prezydenta, dużo młodszą od niego Grace Mugabe, która uważana jest za głównego konkurenta E. Mnangagwa przed wyborami prezydenckimi planowanymi na 2018 r. Były wiceprezydent zapowiedział, że rzuci wyzwanie Robertowi i Grace Mugabe oraz że powróci do Zimbabwe, by przejąć kierownictwo nad ZANU-PF, która nie jest osobistą własnością prezydenckiego małżeństwa. Został wówczas natychmiast wykluczony z partii, przed jej planowanym na grudzień kongresem.
14. listopada widziano zmierzający do Harare konwój wojskowy z wieloma czołgami. ZANU-PF wydała w odpowiedzi oświadczenie potępiające gen. C. Chiwenga za „kierowanie spiskiem” i zachęcanie do zbrojnego przewrotu.
W nocy z 14. na 15 listopada doszło do co najmniej trzech wybuchów w okolicy domu R. Mugabe. W dzień 15. listopada gen. Sibussiso Moyo wystąpił w państwowej telewizji ZBC, zapewniając o bezpieczeństwie głowy państwa i jego małżonki. Zarazem, stwierdził że celem sił zbrojnych jest „usunięcie kryminalistów otaczających prezydenta”, że „siły zbrojne Zimbabwe uspokajają (are pacyfying) sytuację polityczną, społeczną i ekonomiczną w kraju”, na koniec dodając „chcę by było jasne, że nie przeprowadzamy zamachu stanu”. Po aresztowaniu winnych kryminalnych nadużyć, siły zbrojne chcą powrotu sytuacji w kraju do normalności.
Rankiem 15. listopada rozmowę telefoniczną z prezydentem R. Mugabe odbył południowoafrykański prezydent Jacob Zuma. Przywódca Zimbabwe powiedział, że jest przetrzymywany w swym domu przez armię, czuje się jednak dobrze. Aresztowany ponadto został między innymi minister finansów, Ignatius Chombo, który zaliczany jest do skupionej wokół G. Mugabe sitwy o nazwie G40 (od „Generation 40”). Czołgi zablokowały tymczasem w Harare drogę do parlamentu, siedzib ZANU-PF oraz siedziby prezydenta. Według brytyjskich i francuskich analityków, R. Mugabe utracił kontrolę nad sytuacją w kraju.
Południowoafrykański prezydent J. Zuma wypowiedział się tymczasem przeciwko niekonstytucyjnej zmianie władzy w Zimbabwe i wydelegował do Harare ministra obrony i ministra bezpieczeństwa państwowego, by spotkali się z R. Mugabe i z wojskowymi. Unia Afrykańska oznajmiła że w Zimbabwe doszło do zamachu stanu i nakazała wojskowym, by natychmiast zakończyli swe działania. Prezydent Gwinei i zarazem przewodniczący Unii Afrykańskiej Alpha Condé wyraził pełne poparcie dla legalnych władz Zimbabwe. O spokój i przestrzeganie konstytucji zaapelował do wszystkich sił w Zimbabwe prezydent Nigerii, Muhammadu Buhari.
Brytyjski sekretarz spraw zagranicznych Boris Johnson powiedział w brytyjskiej Izbie Gmin, że nikt nie chce zastąpienia w Zimbabwe władzy jednego tyrana przez innego tyrana. UK zawsze zainteresowane było, by obywatele Zimbabwe mogli decydować o ich przyszłości w wolnych i uczciwych wyborach, do czego prawo odbierał im Robert Mugabe. UK przygląda się zatem z uwagą rozwojowi sytuacji w Zimbabwe. O przejście od konfrontacji do dialogu i poszukiwanie pokojowego rozwiązania zaapelowała też przedstawiciel Unii Europejskiej, Catherine Ray.
O godzinie 15.20 na stronie Zimbabwean Broadcasting Corporation ukazało się oświadczenie, że „młodzież ZANU-PF okręgu Harare wyraża swoje pełne poparcie dla dowódcy sił zbrojnych gen. Constantino Guvheya Dominic Nyikadzino Chiwenga, który w pełni wyraża ideały wojny wyzwoleńczej, dążąc do wyeliminowania z partii kontrrewolucjonistów”. Puczystów poparł też (z terytorium RPA) Victor Matemadanda, sekretarz generalny wpływowego Stowarzyszenia Weteranów Wojny Zimbabwe, które już w 2016 roku, po usunięciu przez prezydenta jego poprzedniego prezesa, wezwało Roberta Mugabe do ustąpienia ze stanowiska głowy państwa. V. Matemadanda i tym razem wezwał R. Mugabe do rezygnacji ze stanowiska prezydenta i szefa ZANU-PF, nocny pucz określił zaś jako „przeprowadzony dla dobra kraju”.
Wedle formułowanych przez ekspertów analiz, za zamachem stoi E. Mnangagwa. Dowódca armii, gen. C. Chiwenga wcześniej był w pełni lojalny wobec M. Mugabe i podczas wyborów prezydenckich 2008 r. wydał oświadczenie, że w razie zwycięstwa kandydata opozycyjnego, nie otrzyma on poparcia armii. Gen. C. Chiwenga jest też zbyt słabą osobowością, by samodzielnie stanąć na czele państwa. R. Mugabe może pozostać formalnie głową państwa do czasu grudniowego kongresu ZANU-PF lub do wyborów prezydenckich 2018 r., będzie jednak całkowicie pozbawiony rzeczywistej władzy. Schedę po nim przejmie najpewniej typowany wcześniej na jego następcę E. Mnanganwa, który jest zdolny do poradzenia sobie z opozycją, ale też może okazać się bardziej podatny na presję w dziedzinie „praw człowieka” i otwarty na pomoc finansową Zachodu, by poprawić tragiczną sytuację ekonomiczną i społeczną kraju. Sytuacja w Zimbabwe wróci więc niejako do ustalonego porządku rzeczy, od którego odchyleniem był raczej wzrost znaczenia Grace Mugabe opierającej się na młodszych działaczach partyjnych, korzystającej zaś z ograniczonej sprawności 93-letniego prezydenta.
(na podst. Zimbabwean Broadcasting Corporation, Jeune Afrique oprac. R.L.)









2 komentarze