Polska: Nagonka „kupców” na Marsz Niepodległości

Niedawny Marsz Niepodległości, jak co roku, osiągnął spory sukces. Około 60 tys. patriotów przemaszerowało ulicami Warszawy, świętując odzyskanie przez Polskę niepodległości po 123 latach zaborów. Jednocześnie spotkał się on z histeryczną reakcją osób oraz środowisk filosemickich, czy też bezpośrednio wywodzących się z tworu syjonistycznego w Palestynie.

Guy Verhofstad, poseł Parlamentu Europejskiego, wywołał oburzenie podczas debaty dotyczącej Polski słowami: „Tysiące faszystów, neonazistów i zwolenników supremacji białej rasy przemaszerowało 300 km od Auschwitz”. Po szerszej wymianie zdań europosłowie PiS postanowili opuścić salę.

Rzecznik izraelskiego MSZ Emmanuel Nahshon określił sobotni marsz jako „(…) niebezpieczny, zorganizowany przez elementy ekstremistyczne i rasistowskie”. Przedstawiciel dyplomacji państwa położonego w Palestynie chce ukarania organizatorów Marszu Niepodległości: „Wyrażamy ufność, że władze polskie podejmą działania przeciwko organizatorom”. Dodał również, że „Historia uczy, że na takie zjawiska nienawiści rasowej trzeba reagować natychmiast i w sposób zdecydowany”.

Absolutnym hitem okazała się jednak relacja Amerykanina Sama Rubina, który przebywa w Warszawie na wymianie zagranicznej. Opisał on swoje wrażenia z Marszu Niepodległości, w którym jednak nie uczestniczył i którego nawet nie widział, ponieważ… schował się w łazience swojego mieszkania, znajdującym się w dużej odległości od trasy marszu. Swój tekst opublikowany na portalu forward.com zaczął od stwierdzenia, że przyjechał do Polski, ponieważ nie wierzył w to, co się mówi o polskim antysemityzmie.

„Organizowany przez dwa radykalne nacjonalistyczne ruchy młodzieżowe, które biorą swoją nazwę od grup antysemickich z lat dwudziestych i trzydziestych, tegoroczny marsz był największym w swojej ośmioletniej historii. W ciągu ostatnich trzech lat liczba uczestników wzrosła zarówno liczebnie, jak i intensywnością, co koresponduje z wyborczym zwycięstwem w 2015 roku antyimigracyjnej partii Prawo i Sprawiedliwość” – czytamy.

[w rzeczywistości tegoroczny Marsz nie był wcale największy; w ubiegłorocznym uczestników było co najmniej o 15-20 tys. więcej. Artykuł Rubina zawiera też szereg innych, błędnych informacji – przyp. red.]

Autor dodaje, że pomimo mieszkania 2 km od miejsca zgromadzenia marszu, słychać było „małe wybuchy” oraz dźwięki policyjnych syren. „Ulica Leszno ponownie stała się miejscem antysemityzmu, nienawiści i tym razem własnego strachu”, stwierdził nawiązując do istnienia na tym terenie Getta Warszawskiego podczas II Wojny Światowej.

„Po raz pierwszy w moim uprzywilejowanym życiu obawiałem się, że mój judaizm uczynił mnie celem. Rozmawiałem otwarcie z sąsiadami o mojej tożsamości, moim domu w żydowskiej enklawie, o moich pragnieniach „powrotu” do Polski” – stwierdził, po czym dodał, iż zasłonił wszystkie okna w mieszkaniu, wyłączył źródła światła i schował się w łazience pozbawionej okien, zastanawiając się jednocześnie, czy sąsiedzi nie zwrócą się przeciwko niemu.

„W sobotę po raz pierwszy w życiu poczułem strach przed antysemityzmem” – podsumował swój tekst Sam Rubin.

(na podst. wp.pl, medianarodowe.com oraz forward.com oprac. Tomasz Szymkowiak)

Komentarz Redakcji: Nie uszło naszej uwadze, że pan Rubin przebywa w Polsce jako „Fulbright Research Fellow” – jak wskazano w dopisku umieszczonym pod jego artykułem. Pozwolimy sobie tylko przypomnieć, że Program Fulbrighta (wymiany naukowej między Polską a USA) finansowany jest w 50% przez amerykański Departament Stanu – co stawia twórczość pana Rubina w nieco innym świetle.

 

5 komentarzy

Leave a Reply