Zimbabwe: Robert Mugabe traci władzę

16. listopada Robert Mugabe odrzucił mediację katolickiego księdza, Fidelisa Mukonori, i pomimo nacisków sfer wojskowych i partyjnych, odmówił zrzeczenia się władzy.

17. listopada, pomimo nacisków sfer politycznych i wojskowych, R. Mugabe po raz pierwszy po zamachu stanu 14/15 listopada wystąpił publicznie na uroczystości rozdania dyplomów na uniwersytecie w Harare. Tego samego dnia odbyło się spotkanie ZANU-PF, na którym postanowiono pozbawić R. Mugabego władzy nad partią na niedzielnym nadzwyczajnym posiedzeniu jej Komitetu Centralnego, we wtorek zaś rozpocząć procedurę usunięcia go ze stanowiska prezydenta państwa. Przywódca weteranów wojny o niepodległość Zimbabwe, Christopher Mutsavange zaapelował do mieszkańców Zimbabwe by kolejnego dnia wyszli na ulice i zademonstrowali poparcia dla usunięcia R. Mugabe ze stanowiska głowy państwa.

Priorytetem wojskowych miała być tymczasem legalizacja zmiany władzy i odsunięcie od siebie odium puczystów, na czym starał się grać R. Mugabe. Przewodniczący Unii Afrykańskiej, Alpha Condé zapowiedział, że nie zaakceptuje ona wojskowego zamachu stanu. Na rozwiązanie problemów politycznych przy użyciu środków pokojowych nalegali też uczestnicy szczytu Wspólnoty Rozwoju Południowej Afryki (SADC) w Botswanie, którzy zapowiedzieli również kolejny „pilny szczyt”, jednak bez podania jego dokładnej daty. Twardsze stanowisko zajął prezydent Wybrzeża Kości Słoniowej, Alassane Quattara który wezwał R. Mugabego (notyfikując to również Unii Afrykańskiej), by „przekazał swój fotel nowemu pokoleniu” i „opuścił swe stanowisko z godnością”.

18. listopada w Harare i drugim największym mieście Bulawayo miały miejsce kilkudziesięciotysięczne manifestacje przeciwko R. Mugabemu. Prezydent Botswany, Ian Khama oświadczył tego samego dnia, że R. Mugabe nie ma poparcia dyplomatycznego wśród przywódców regionu i powinien zrezygnować ze stanowiska. Według ujawnionych przecieków wywiadu Zimbabwe, po odejściu R. Mugabego planowano powołać tymczasowy rząd jedności narodowej z Emmersonem Mnangagwą na czele. Jego priorytetem miałaby być sanacja zrujnowanej gospodarki kraju.

19. listopada Komitet Centralny ZANU-PF na posiedzeniu nadzwyczajnym pozbawił R. Mugabego i jego żonę Grace władzy i członkostwa w partii. Nakazał mu też złożenie urzędu prezydenta Zimbabwe do południa 20. listopada, w przeciwnym razie grożąc wszczęciem procedury impeachmentu. Równocześnie przywódcą ZANU-PF wybrany został stojący za zamachem stanu E. Mnangagwa. Usunięcie R. Mugabego i jego żony z ZANU-PF poparła także młodzieżówka tej partii, domagająca się ponadto jego dymisji ze stanowiska głowy państwa i potępiająca wcześniejsze usunięcie E. Mnangagwa.

W wygłoszonym 19. listopada przemówieniu R. Mugabe nie zrezygnował jednak z władzy, co wywołało zaskoczenie polityków opozycyjnych, takich jak Morgan Tsvangirai, przywódca Ruchu na rzecz Demokratycznej Zmiany (MDC), który po wojskowym zamachu stanu powrócił do Zimbabwe z emigracji w Londynie. Zaskoczony był również Ch. Mutsavanga, który wezwał mieszkańców Zimbabwe do ponownego wyjścia na ulice Harare 22. listopada. Wedle nieoficjalnych źródeł w rządzie Zimbabwe, wystąpienie zostało zaplanowane wspólnie z puczystami, by uniknąć wrażenia że prezydent ustępuje pod naciskiem armii, a zatem że w kraju doszło do zamachu stanu. W rzeczywistości R. Mugabe miał już mieć gotowe pismo w którym zawiadamiał rząd o swoim ustąpieniu, kwestią natomiast pozostawało oficjalne doręczenie go rządowi. R. Mugabe prowadził wokół tego negocjacje z wojskowymi autorami puczu, by zagwarantować sobie i swojej żonie immunitet i prawo zachowania majątku osobistego.

20. listopada Ch. Mutsavanga stwierdził na konferencji prasowej, że R. Mugabe wygłosił inne przemówienie niż to uzgodnione z wojskowymi. Zarazem zapowiedział, że zwróci się do sądu konstytucyjnego, by ocenił działanie armii, licząc że ten zalegalizuje zamach. Armia zaprzeczyła by jej wystąpienie miało charakter puczu, nadając mu nazwę „Operacji Przywrócenia Dziedzictwa”. Naczelny dowódca armii, gen. Constantino Chiwenga stwierdził że prezydentowi R. Mugabe zaoferowano „szereg gwarancji” i że „zaakceptował on mapę drogową” swego ustąpienia od władzy. Zarazem ambasada Chin w RPA oficjalnie zaprzeczyła, by Pekin miał cokolwiek wspólnego z zamachem stanu w Zimbabwe i nazwała szerzenie takich pogłosek próbą zdyskredytowania Chin wśród ich afrykańskich sojuszników. Chiny podkreśliły, że nie ingerują w sprawy wewnętrzne innych państw i pozostawiają je do rozstrzygnięcia im samym, zgodnie z ich własną wolą. Wizyta gen. C. Chiwengi w Chinach miała być elementem zwykłej wymiany wojskowej, prezydent R. Mugabe miał być zaś o niej uprzedzony.

21. listopada Ch. Mutsavanga wezwał do rozpoczęcia antyprezydenckich demonstracji natychmiast i skierowania się przez demonstrantów pod „Błękitny Dach”, to jest pod prywatną rezydencję R. Mugabego. Około godziny 16.00 czasu lokalnego przewodniczący parlamentu Jacob Mudenda odczytał na jego forum list R. Mugabego zawierający słowa: „Ja, Robert Gabriel Mugabe (…) rezygnuję formalnie ze stanowiska Prezydenta Republiki Zimbabwe ze skutkiem natychmiastowym”, co spotkało się z entuzjastyczną reakcją zgromadzonych. Jako jedni z pierwszych satysfakcję z odejścia R. Mugabe wyrazili Tendai Biti (uważany za demoliberalnego reformatora minister finansów w rządzie M. Tsvangiraia w latach 2008-2013, później podobnie jak M. Tsvangirai opozycyjny wobec R. Mugabe) oraz pastor Evan Mawarire (przywódca protestów w 2016 r.). Na ulicach Harare dało się zauważyć masowy entuzjazm po odsunięciu R. Mugabe.

Tego samego dnia w Luandzie odbyło się nadzwyczajne spotkanie Rady Bezpieczeństwa SADC z udziałem prezydenta RPA Jacoba Zumy, prezydenta Angoli João Lourenço oraz prezydenta Zambii Edgara Lungu. Prezydenci J. Zuma i J. Lourenço zapowiedzieli udanie się do Harare rankiem 22. listopada. „Historycznym momentem” nazwał odejście R. Mugabego w wywiadzie udzielonym BBC również sam M. Tsvangirai. Brytyjska minister spraw zagranicznych Theresa May stwierdziła, że odsunięcie R. Mugabego od władzy stwarza dla Zimbabwe szansę na obranie nowej drogi, bez przemocy charakteryzującej dotychczasowe rządy. Wyraziła też nadzieję na „wolne i uczciwe wybory” i „odbudowę gospodarki z prawowitym rządem”. Ambasada USA w Harare i amerykański sekretarz obrony Rex Tillerson wyrazili nadzieję na „wolne i uczciwe” demokratyczne wybory oraz „przestrzeganie praw człowieka”, stwierdzając że byłyby one dla kraju „drogą naprzód”.

(na podst. rp.pl, Jeune Afrique opr. R.L.)

Wnioski:

1. Zamach stanu w Zimbabwe był kontynuacją rywalizacji frakcyjnej w ZANU-PF. Na czele frakcji młodszych partyjnych technokratów nazywanych „Pokoleniem 40” („G40”) stała „pantera” Grace Mugabe. Była ona bardzo niepopularna w społeczeństwie Zimbabwe; to dawna sekretarka R. Mugabe, o czterdzieści lat od niego młodsza, która wdała się z nim w romans w momencie gdy poprzednia żona prezydenta Zimbabwe umierała na raka. Po ślubie, który odbył się w 1996 r., G. Mugabe dala się poznać przede wszystkim z wystawnego stylu życia; to z tego okresu pochodzą jej przydomki „DisGrace” i „Gucci Grace”. Obawiając się o swój los po śmierci męża, w 2014 r. G. Mugabe zaczęła budować swą własną pozycję polityczną. Pierwszym jej sukcesem było odsunięcie typowanej na następcę R. Mugabego wiceprezydent Joice Mujuru, po której objęła stanowisko przewodniczącej Ligi Kobiet ZANU-PF. Za jej sprawą 6. listopada zdymisjonowany został „krokodyl” E. Mnangagwa, dawny towarzysz broni R. Mugabego, były dyrektor Centralnej Organizacji Wywiadowczej (CIO) i dowódca armii. Stoi on na czele konkurencyjnej wobec G. Mugabe frakcji wojskowych, funkcjonariuszy służb specjalnych i weteranów wojny o niepodległość. Środowiska te wzbogaciły się na zaborze ziemi białych farmerów w 2000 r. i cieszą się zarówno w Zimbabwe, jak i poza jego granicami dużym prestiżem. Stary „lew” R. Mugabe okazał się tym razem zbyt mało przezorny, by sprawnie rozegrać kolejną frakcyjną walkę i utrzymać się na pozycji „króla”.

2. Armia Zimbabwe należy do najsprawniejszych na południu Afryki. Dowiodły tego zarówno bezkrwawy zamach stanu 14/15 listopada, jak i jej udział w wojnie w Kongo w latach 1998-2003, gdy wspomagała rząd w Kinszasie. Gen. C. Chiwenga, gen. S. Moyo, również sam E. Mnangagwa wspólnie walczyli w latach 1963-1979 przeciwko rządowi Iana Smitha, następnie w wojnie domowej w latach 1982-1987, tworząc skonsolidowane towarzysko i politycznie środowisko i wywierając duży moralny wpływ na swoich podwładnych. Dużego poparcia dla armii dowiodły spontanicznie okazywane jej zaufanie i poparcie (obejmowanie żołnierzy przez osoby z tłumu, wykrzykiwanie na wiwat) podczas demonstracji 18. listopada.

3. Kryzys w Zimbabwe dowiódł zmiany pozycji RPA, która pozostała bierna wobec upadku swojego dotychczasowego protegowanego R. Mugabego. Komentatorzy wskazują, że przyczyną tego mogło być mniejsze niż w przypadku prezydenta Thabo Mbeki poparcie prezydenta Jacoba Zumy dla R. Mugabego. Wskazuje się, że zarówno E. Mnangagwa, jak i gen. C. Chiwenga na kilka dni przed zamachem odwiedzili RPA, zaś południowoafrykańskie służby wywiadowcze musiały być świadome przygotowywanej akcji zimbabweńskich sił zbrojnych. Dla RPA istotna jest przede wszystkim stabilizacja gospodarki Zimbabwe i uniknięcie kolejnej fali migrantów z tego kraju w jej granice. Dotychczas z 16 mln. mieszkańców Zimbabwe 3 mln. opuściły je z powodów ekonomicznych. Większość z migrantów udała się do RPA.

4. Osłabiona z kryzysu wyszła Unia Afrykańska, od której ostrożnej opinii na temat akcji sił zbrojnych Zimbabwe, wyrażonej przez jej sekretarza generalnego A. Condé, otwarcie odciął się przywódca Wybrzeża Kości Słoniowej. Przywódcy SADC nieoficjalnie popierają akcję zimbabweńskich wojskowych, nie mogą jednak pozwolić sobie na otwarte wsparcie dla zamachu stanu. Stąd nacisk z ich strony na zachowanie pozorów legalizmu przy pozbawianiu władzy R. Mugabe. Stąd też unikanie przez wojskowych Zimbabwe skojarzeń z zamachem stanu i nazwanie Operacji Przywrócenia Dziedzictwa „transformacją (transition) przy asyście sił zbrojnych”. Pozycję przywódców puczu wzmacnia ich międzynarodowa rozpoznawalność po udziale Sił Obrony Zimbabwe w wojnie domowej w Kongo.

5. Przebieg kryzysu w Zimbabwe wskazuje na duże znaczenie Chin w polityce Zimbabwe. 9. listopada wizytę w Chinach złożył gen. C. Chiwenga, spotykając się z szefem sztabu Centralnej Komisji Wojskowej gen. Li Zuochengiem i rzecznikiem ministra spraw zagranicznych Gengiem Shuangiem. Po powrocie do Zimbabwe, 13. listopada gen. C. Chiwenga zagroził interwencją sił zbrojnych w przypadku kontynuowania czystek w ZANU-PF. Chiny były głównym sojusznikiem ZANU, która w czasie wojny z Rodezją powieliła chińską strategię wojny ludowej. Sam gen. C. Chiwenga przeszedł przeszkolenie wojskowe w Chinach. Chiny do dziś pozostają największym inwestorem zagranicznym w Zimbabwe, będąc przez to bezpośrednio zainteresowane ekonomiczną stabilizacją tego państwa. Komentatorzy zwracają uwagę, że poparcie Chin dla R. Mugabego uległo w ostatnim czasie ograniczeniu, Pekin zaś odmówił Harare pomocy ekonomicznej do czasu ustalenia przez R. Mugabe sukcesji i spłaty długów zagranicznych z pomocą Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego. Stosunki Pekinu z R. Mugabe uległyby zatem podobnemu rozmazaniu i relatywizacji, jak stosunki z nim Pretorii.

6. Siły demoliberalne są w Zimbabwe słabe i podzielone. Morgan Tsvangirai zaprzecza, jakoby jego MDC był powolny J. Zumie lub jakiemukolwiek zagranicznemu protektorowi. Oprócz MDC na demoliberalnej palecie politycznej zaznaczyły się jeszcze słabsze od niego Koalicja Demokratów (Code) i Tęczowa Koalicja Ludu kierowana przez Joey Mujuru. Ich aktywność należy postrzegać w kontekście trwających w Kenii zamieszek z udziałem Pomarańczowego Ruchu Demokratycznego (ODM) wspieranego przez USA, jak również ostrożnego poparcia zamachu stanu w Zimbabwe przez amerykańskie dzienniki „Wall Street Journal” oraz „Washington Post”, a także przez Departament Stanu USA, które wyraziły nadzieję na demoliberalną transformację Zimbabwe. Waszyngton większe nadzieje wiąże jednak nie z wykluczoną z systemu politycznego i pozbawioną społecznego poparcia opozycją, lecz z liberalnymi technokratami-dysydentami z obozu władzy jak były minister finansów Tendai Biti. Być może zostaną oni dokooptowani przez wojskowych do rządu przejściowego, by odsunąć od nowej ekipy krytykę Waszyngtonu.

7. Po odsunięciu R. Mugabe od władzy walka frakcyjna pomiędzy technokratami a militarystami w ramach ZANU-PF zostanie zastąpiona przez problem kontynuowania antyimperialistycznego kursu byłego prezydenta, a reformizmem liberalnych technokratów którzy po 2013 r. dołączyli do opozycji. Zachód będzie wywierał naciski na ich dokooptowanie do rządu tymczasowego i wciągnięcie za ich pośrednictwem do systemu politycznego demoliberalnej opozycji, co mogłoby otworzyć drogę do przyszłej transformacji politycznej Zimbabwe w kierunku demoliberalizmu. Sama opozycja jest jednak słaba i póki co niezdolna do wywierania takiego wpływu politycznego, choć na fali wystąpień ulicznych jej znaczenie może wzrosnąć. Naciski analogicznie silne jak z Zachodu nie będą zapewne formułowane przez SADC i jej „trójkę” RPA-Angola-Zambia, wśród której wysoki jest prestiż sił zbrojnych Zimbabwe. Istotne dla przyszłości Zimbabwe może okazać się zatem rozwiązanie jego problemów ekonomicznych: czy sanacja gospodarki tego kraju znajdzie wystarczające wsparcie w Chinach i RPA, czy też Harare będzie musiało oprzeć ją o pomoc Zachodu. W tym drugim wypadku, nieuchronna wydaje się degeneracja państwa w demoliberalizm, co jednak byłoby niekorzystne zarówno dla południowoafrykańskiego, jak i dla chińskiego sojusznika Zimbabwe.

(R.L.)

Leave a Reply