Polska: Kolejne patologie „dekomunizacji”

Decyzją wojewody śląskiego z PiS-owskiego nadania, Jarosława Wieczorka, katowicki plac im. Wilhelma Szewczyka przemianowany został na plac im. Marii i Lecha Kaczyńskich. Wojewoda zignorował protest katowickiego magistratu i 40 pracowników naukowych Uniwersytetu Śląskiego. Zmiana nazwy została wprowadzona niespodziewanie i bez konsultacji z mieszkańcami Katowic – wojewoda ogłosił ją już po zakończeniu konferencji prasowej na temat zmian nazw ulic. Władze miejskie zapowiadają odwołanie od decyzji wojewody do sądu administracyjnego, zaś na 16. grudnia w południe zapowiedziana została w Katowicach demonstracja pod hasłem „Plac Szewczyka, nie Kaczyńskich”.

Wilhelm Szewczyk (1916-1991) był literatem i działaczem narodowym zasłużonym dla tożsamości śląskiej i dla polskości Śląska. Przed wojną był działaczem Obozu Narodowo-Radykalnego. W czasie wojny został przymusowo wcielony do Wehrmachtu, gdzie jednak demonstrował stanowisko propolskie i antyhitlerowskie, w końcu zaś zdezerterował, by do 1945 r. uczestniczyć w tajnym nauczaniu na terenie Generalnego Gubernatorstwa. Następnie był działaczem PPR i PZPR, w okresie stalinizmu pozbawiony stanowisk i inwigilowany przez organa bezpieczeństwa. Inwigilacji zaprzestano po przełomie październikowym w 1956 r. W latach 1970. Szewczyk był członkiem Komitetu Wojewódzkiego PZPR i posłem na Sejm. Blisko współpracował z zasłużonym dla Katowic i Śląska wojewodą Jerzym Ziętkiem (który również jest niemile widziany przez „dekomunizatorów” z PiS).

Wilhelm Szewczyk był także członkiem Katowickiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego, Towarzystwa Rozwoju Ziem Zachodnich, Rady Programowej Biblioteki Piśmiennictwa Śląskiego, redaktorem naczelnym czasopism „Odra”, „Zaranie Śląskie”, „Życie Literackie”, „Przemiany” i „Poglądy”, kierownikiem Studium Teatralnego w Katowicach i kierownikiem literackim Teatru Śląskiego.

Szewczyk był autorem 60 książek i siedmiu tysięcy artykułów w których poruszał śląską problematykę regionalną i tematykę polskości Śląska. Do jego najważniejszych utworów należą „Ptaki ptakom”, „Hanys”, „Skarb Donnersmarcków”, „Czarne słońce”, „Kleszcze”, „Pogodne niebo”, „Od wiosny do jesieni”, „Gadzi raj”, „Moja tratwa najsilniejsza”, „Z kraju Lompy”, „Nanker – Dialogi wrocławskie z roku 1339 w trzech odsłonach”. Niektóre jego teksty nie zostały w okresie komunistycznym dopuszczone przez cenzurę do rozpowszechniania, a wydawane przez niego pisma upadały w wyniku ograniczeń i trudności stwarzanych przez władze z powodu wyrażanych na ich łamach „nieprawomyślnych” poglądów.

Podobnie jak wojewoda Jerzy Ziętek, Wilhelm Szewczyk znany był z bezpośredniości w kontaktach z ludem śląskim i znakomitej znajomości Śląska i jego spraw. Cieszył się i nadal cieszy dużą popularnością wśród Ślązaków, będąc zarazem znienawidzonym przez libertariański ruch ślązakowski jako przedstawiciel opcji polskiej i słowiańskiej. Powieści, eseistyka i dramaty Szewczyka zostały przez atlantycką oligarchię solidarnościową skazane na zapomnienie i poza Śląskiem są dziś w zasadzie nieznane.

Afera placu im. W. Szewczyka to nie jedyny przykład absurdów „dekomunizacji”; w Łodzi plac Zwycięstwa przemianowano na plac Lecha Kaczyńskiego, zniknęły też ulice Przodowników Pracy, Wincentego Pstrowskiego, Gwardii Ludowej, a także Maksyma Gorkiego, pojawiły się natomiast ulice amerykańskich komediantów: Johna Wayne’a i Iry Aldridge’a, a także amerykańskiego propagandysty Jana Nowaka-Jeziorańskiego. Z kolei w Opolu wojewoda z PiS „zdekomunizował” z inspiracji tamtejszego IPN ulicę prof. Stanisława Kulczyckiego, wybitnego botanika, wykładowcy Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, w czasie wojny działacza Podziemnego Państwa Polskiego, po wojnie zasłużonego w dziele odbudowy polskiej nauki na Ziemiach Zachodnich – pierwszego rektora Uniwersytetu Wrocławskiego i Politechniki Wrocławskiej. Również w Warszawie al. Armii Ludowej przemianowano na al. Lecha Kaczyńskiego.

(na podst. „Myśl Polska” i inf. własnych opr. R.L.)

Komentarz Redakcji: PiS i hunwejbini „dobrej zmiany” z IPN wykazują wiele podobieństw z międzywojenną sanacją: kolesiostwo, nachalne wpychanie na polityczny świecznik miernot z własnego obozu politycznego, zawłaszczanie państwa przez własną opcję polityczną, próba ograniczenia polskiego patriotyzmu do tradycji politycznej własnego środowiska i odmawianie prawowitości innym nurtom patriotyzmu. Do tego „napinanie się” i awanturnictwo w polityce międzynarodowej, geopolityczna zawisłość od zachodniego protektora, hałaśliwa antykomunistyczna demagogia. Rządy Sanacji, tak jak współczesne rządy PiS, dokonały drobnych korekt największych patologii demoliberalizmu, zarazem stając się przeszkodą dla rzeczywistej sanacji wspólnoty politycznej postulowanej przez OWP, ONR, czy RNR, analogicznie jak dziś PiS jest przeszkodą dla wykształcenia się w naszym kraju prawdziwej siły tożsamościowej. Rządy Sanacji skończyły się rejteradą w Zaleszczykach w ’39 r. – co można by uznać za farsę, gdyby nie fakt, że oznaczała ona również tragedię narodu polskiego. Możemy mieć tylko nadzieję, że rządy neo-”sanacyjnej” kliki PiS skończą się jedynie farsą, a nie narodową tragedią jak w przypadku ich przedwojennych poprzedników.

Potrzebna i zasadna idea dekomunizacji jest zaś kompromitowana przez IPN i PiS przez jej groteskowe wypaczenie. IPN uczynił ją narzędziem zwalczania tradycji polskiego patriotyzmu i światowego dziedzictwa kulturowego nielubianych przez PiS – tych, często niesłusznie i na wyrost, kojarzonych z Rosją i orientacją prorosyjską. Sam IPN również jest instytucją skompromitowaną: zamiast być strażnikiem polskiej pamięci narodowej, stał się tubą nachalnej propagandy „obozu niepodległościowego” (tradycji insurekcyjno-piłsudczykowsko-solidarnościowej) i narzędziem tresowania Polaków w nienawiści do Rosji i wszystkiego, co politykom „solidarnościowym” kojarzy się z orientacją nieatlantycką. W nadawaniu takiego charakteru IPN zgodne są obydwie żywe dziś w Polsce tradycje polityczne: solidarnościowo-liberalna, wywodząca się z dawnej Unii Wolności, oraz solidarnościowo-patriotyczna, kulminująca się współcześnie w PiS. Warto zwrócić przy tym uwagę, że zarówno PiS jak i obóz postsolidarnościowo-liberalny przepełnione są elementem postkomunistycznym i wszelkiego rodzaju „resortowymi dziećmi” – których jednak nie poddaje się rygorom „dekomunizacji”, gdyż podlegają silniejszym od nich regułom kolesiostwa i partyjniactwa. „Dekomunizacja” w wykonaniu IPN i PiS, często mająca cechy polityki w pełnym tego słowa znaczeniu antypolskiej, jest więc jedynie pseudo-dekomunizacją.

Dlatego w Polsce tożsamościowej IPN w obecnej postaci zostanie rozpędzony, a polityka tożsamości stanie się zaś gestią właściwego resortu rządowego, podczas gdy działalność naukowa zostanie od niej oddzielona. Z kolei prawdziwa dekomunizacja zostanie uzupełniona o dekaczyzację i oczyszczenie naszego kraju z wszelkich patologii „solidarnościowych”. (R.L.)

2 komentarze

Leave a Reply